Ludzie powyżej 65 lat, nie wspominając o 85+, byli w poprzednich stuleciach rzadkością. Dziś w samej Warszawie jest ponad 375 tys. 65+, w tym ponad 55 tys. 85+. W Krakowie mieszka 162 tys. 65+, w tym 22 tys. 85+, we Wrocławiu 140 tys. 65+, w tym 19 tys. 85+. To są wszystko rekordowe liczby w historii, a możemy się spodziewać tylko kolejnych rekordów – co będzie silnie oddziaływać na politykę publiczną. Topowe polskie metropolie są jednak w najbardziej komfortowej sytuacji, ponieważ osób w wieku emerytalnym jest tam wciąż wyraźnie mniej niż dzieci i młodych do 18 lat. To sprawia, że największe miasta starzeją się najwolniej w naszej części Europy. Ale - nic za darmo.

Demografia i starzenie się Polski: wysysający kontra wysysani

Jak wynika z opisywanych przeze mnie niedawno analiz prof. Piotra Szukalskiego, demografa z Uniwersytetu Łódzkiego, Warszawa, Kraków i Wrocław w największym stopniu zasysają młodych ludzi z innych miejscowości – i to nie tylko w skali swych regionów, ale i całego kraju. W ostatnich dwóch dekadach osiedliło się tam 2,5 razy więcej młodych niż się na miejscu urodziło. Równocześnie mniejsze miejscowości, najczęściej te oddalone od regionalnych metropolii, straciły od 25 do nawet 38 proc. młodych ludzi. Uderzyło to w nie podwójnie, gdyż odpływ świeżej krwi wydatnie przyspieszył spadek dzietności. Efekt jest porażający.

Kiedy Wrocław zyskał w 20 lat 127,4 proc. więcej młodych niż się w nim urodziło (powiat wrocławski niemal 100 proc.), to powiat górowski stracił 30 proc. Warszawa zyskała 127,5 proc., a powiaty łosicki, żuromiński i przysuski straciły jedna trzecią. Kraków zyskał 126,6 proc., a powiaty gorlicki i olkuski oraz miasto Nowy Sącz straciły jedną piątą młodych. Ze skutkami exodusu młodych mierzą się też całe regiony: w Świętokrzyskiem tylko stolica, Kielce, jest na minimalnym plusie (zyskała 3,9 proc. więcej młodych niż się tam przez ostatnich 20 lat urodziło), głównie dzięki wysysaniu mniejszych miast i gmin wiejskich; te ostatnie straciły ponad 30 proc. urodzonej w nich młodzieży, przy czym większość młodych migrowało do Warszawy, Krakowa i innych wielkich miast, a więc poza region.

Jako się rzekło, przekłada się to niemal wprost na liczbę urodzeń na danym terenie. Nawet odwieczne polskie bastiony dzietności zaczęły się wyludniać za sprawą ucieczki młodych; przede wszystkim kobiet, do wielkich miast. W efekcie w wielu powiatach w ciągu zaledwie 5 ostatnich lat liczba urodzeń zmniejszyła się o 40 proc., a nawet o połowę. W niechlubnej czołówce są tutaj m.in. Jelenia Góra, Włocławek, Płock, Tarnobrzeg, Ruda Śląska, Mysłowice, Konin czy (rekordzista) Sopot, ale dominują powiaty zdominowane przez ludność wiejską – hajnowski i grajewski (Podlasie), leski i bieszczadzki (Podkarpacie), karkonoski (Dolny Śląsk), gorlicki (Małopolska), rybnicki (Śląsk), skarżyski i staszowski (Świętokrzyskie), kętrzyński, ostródzki i mrągowski (Warmińsko-Mazurskie), łobeski i choszczeński (Zachodniopomorskie). Wszędzie tam liczba urodzeń spadła w pięć lat o połowę – i nic nie zapowiada poprawy.

Równocześnie obserwujemy w Polsce coś, co powinno nas bardzo cieszyć: zwiększa się przeciętna długość życia, zarówno kobiet, jak i mężczyzn - przy ok. 8-letniej różnicy na korzyść pań.

PIE: Polska starzeje się bardzo nierówno. To będzie miało wpływ na gospodarkę i politykę

Wszystko to razem wzięte oznacza silnie nierównomierne starzenie się Polski. W najnowszym tygodniku Polskiego Instytutu Ekonomicznego można przeczytać, że osoby w wieku 65+ stanowiły w 2024 r. w skali całego kraju 20,6proc. ludności, ale w161 gminach (spośród 2 479) udział 65+ przekroczył 25proc. - i rośnie szybciej niż gdziekolwiek.

Aktualna prognoza GUS zakłada, że w 2060 r. ludzie 65+ będą stanowić ok. jednej trzeciej populacji Polski, ale – znowu – rozkład seniorów i młodych będzie mocno nierównomierny przestrzennie: w największych miastach, jak Warszawa, Kraków i Wrocław, 65+ mają stanowić ok. jednej czwartej, zaś w wielu gminach Polski powiatowej – nawet… połowę mieszkańców. W każdym razie – takie są trendy.

„Starzenie postępuje nierównomiernie i koncentruje się w gminach dotkniętych depopulacją oraz w mniejszym stopniu obejmuje obszary wokół dużych ośrodków miejskich. W efekcie starość demograficzna staje się zjawiskiem spolaryzowanym przestrzennie, którego dynamika i skutki różnią się zasadniczo między regionami” – czytamy w tygodniku PIE.

Już dziś w województwie świętokrzyskim, które – jak opisałem wyżej – w zastraszającym tempie traci młodych i pada ofiarą głębokiego spadku dzietności - aż 61,8 proc. gmin należy do grupy 25 proc. gmin o najwyższym średnim wieku w Polsce. W Lubelskiem takie „stare” – i szybko starzejące się - gminy stanowią 45,5 proc., a na Dolnym Śląsku, gdzie Wrocław działa niczym regionalny odkurzacz (lub wampir) - 40,8 proc. Dla porównania – na Pomorzu ponad połowa samorządów należy do grupy gmin o najniższej średniej wieku w Polsce.

Najwięcej „startych” i szybko starzejących się gmin zlokalizowanych jest w województwach dolnośląskim i lubelskim (po 27). Gminą o najwyższym udziale osób starszych są Dubicze Cerkiewne na Podlasiu: osoby w wieku 65+ stanowią tam aż 36,4 proc. populacji. Wedle PIE, jest to przykład „koncentracji starości w gminach peryferyjnych o ograniczonej dostępności transportowej”.

Najniższy udział seniorów 65+ występuje w gminach położonych wokół Warszawy, Poznania, Wrocławia, Trójmiasta czy Krakowa: przed starzeniem chroni je stały napływ ludności w wieku produkcyjnym, co obniża udział seniorów w wieku 65+ mimo ogólnokrajowego trendu starzenia. W Kleszczewie koło Poznania udział 65+ nie przekracza 10 proc., w pobliskich Komornikach jest niewiele wyższy. Jeśli zestawić populację tych gmin z ludnością podlaskich Dubicz Cerkiewnych – będziemy mieli dwa całkowicie inne światy, z całkiem innymi oczekiwaniami, potrzebami i problemami, do rozwiązywania których nie da się zastosować tych samych polityk publicznych.

Demografia wzmacnia nierówności. Kto za to zapłaci?

W konkluzji PIE czytamy: „Wzrost liczby osób starszych będzie koncentrował się przede wszystkim w jednostkach o niskiej atrakcyjności migracyjnej i długotrwałym ubytku ludności, co oznacza, że skutki starzenia - w tym rosnące zapotrzebowanie na opiekę długoterminową i usługi zdrowotne - nie będą rozłożone równomiernie. W konsekwencji starzenie demograficzne stanie się jednym z czynników wzmacniających nierówności terytorialne oraz wyzwaniem dla lokalnych systemów usług publicznych i finansów samorządowych”.

Nasuwa się pytanie: czy Warszawa. Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto z przyległościami, które rozwijają się dzięki potężnemu napływowi młodych ludzi z prowincji, zadbają w jakiś sposób o dobrostan owej prowincji, czyli pozostawionych w Polsce powiatowej rodziców, dziadków (babcie) i pradziadków (prababcie) swoich nowych dynamicznych obywateli, czy też owa prowincja całkiem się zapadnie – z zniknie.