Warto przypomnieć tzw. wojnę dwunastodniową z okresu 13 -24 czerwca 2025 roku, gdy Izrael, a potem także Stany Zjednoczone dokonały masowych bombardowań obiektów związanych z irańskim programem nuklearnym. Reakcje Iranu choć zaistniały, to można było uznać je za umiarkowane. Prawdopodobnie na tej podstawie wyciągnięto błędne wnioski, wedle których Iran jest zbyt słaby by przeciwstawić się koalicji izraelsko-amerykańskiej. Tymczasem rzeczywistość weryfikuje te założenia w brutalny sposób. Sam Prezydent Trump musiał, bowiem skorygować swoje założenia dotyczące planów wojennych względem Iranu. Według najnowszych założeń wojna potrwa około czterech tygodni. Jednak, to również może być błędne założenie, ponieważ Iran będzie wykorzystywać wszelkie dostępne metody walki, w tym także te asymetryczne.
Irański potencjał militarny
W kontekście obecnego konfliktu warto przyjrzeć się irańskiemu potencjałowi militarnemu, ponieważ wbrew powszechnym przeświadczeniom arsenał irański jest dość mocno rozbudowany. Według raportu The Military Balance 2023 Iran dysponuje 610 tys. osobami pełniącymi czynną służbę wojskową, w tym 350 tys. w armii lądowej, 190 tys. w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej. W chwili wybuchu wojny był w posiadaniu 409 samolotów bojowych i 142 śmigłowców. Do tego należy doliczyć ok. 2000 czołgów i blisko 66 000 pojazdów pancernych. Dodatkowo reżim irański miał dostęp do ok. 100 okrętów.
Trzeba również zaznaczyć, że Iran posiada największy i najbardziej zróżnicowany arsenał pocisków balistycznych na Bliskim Wschodzie, który według najnowszych danych oscyluje w granicach 1500-2000 rakiet balistycznych. W skład kluczowych pocisków wchodzą m.in. pociski balistyczne średniego zasięgu Sejjil, pociski balistyczne krótkiego zasięgu Fateh-110 i Fateh-313, a także rakiety Fattah-1 i Fattah-2. Iran posiada również bardzo rozbudowany arsenał dronów bojowych m.in. Shahed-136 i Shahed-129 przystosowanych do ataków na cele infrastrukturalne i prowadzenia efektywnych działań asymetrycznych. Oficjalnie Iran jest w posiadaniu 440,9 kg uranu wzbogaconego do 60%, co technicznie zbliża go do wymagań niezbędnych do produkcji broni jądrowej. Jednak obiektywne dane nie są możliwe do uzyskania, co stwarza ryzyko ich niekompletności.
Wdrożenie działań deeskalujacych jest niezbędne i pilne
Arsenał militarny Iranu jest jednak największy na Bliskim Wschodzie. W związku z tym wszelkie długotrwałe konflikty z tym państwem stanowią poważne zagrożenie dla regionu Bliskiego Wschodu, a nawet całego obszaru MENA. W takich okolicznościach wdrożenie działań deeskalujących jest niezbędne i pilne. Sam wybuch konfliktu nie jest zaskakujący, choć wydawać mogło się, że porozumienie między Stanami Zjednoczonymi i Iranem dojdzie do skutku, mimo wygórowany żądań strony amerykańskiej. Waszyngton domagał się by Iran zlikwidował swoje główne obiekty nuklearne i przekazał wzbogacony uran Amerykanom. Jeszcze popołudniem 27 lutego mówiło się o znaczącym zbliżeniu stron w negocjacjach. Omański minister spraw zagranicznych Badr al-Busaidi poinformował, bowiem że rozmowy między delegacjami Iranu oraz USA zakończyły się osiągnięciem „znaczącego postępu”, a dalsze rozmowy były przewidziane na poniedziałek 2 marca 2026. Szanse na wznowienie rozmów są jednak nikłe. Problemem jest nie tylko sam wybuch wojny, ale także zabicie ajatollaha Ali Hosejni Chamenei’ego. Dotychczasowa eskalacja konfliktu rodzi określone skutki. Pojawia się pytanie, kto będzie następcą Chamenei’ego. W Teheranie mają już pewne kandydatury m.in. Ali Laridżani – sekretarza Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jednak do czasu wyboru następcy Chamenei’ego władzę w Iranie od 1 marca 2026 sprawuje trzy osobowa grupa, w postaci prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana, ajatollaha Alireza Arafi’ego oraz stojącego na czele wymiaru sprawiedliwości Gholamhossein Mohseni Ejei. To ta grupa ludzi aktualnie podejmuje strategicznie decyzje w kwestii walki z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. W kontekście przejęcia władzy w Iranie nie można zapominać o amerykańskich planach poparcia dla przedstawiciela dynastii Pahlawich – Cyrusa Rezy Pahlawiego.
Powrót dynastii Pahlawich
Kwestia sukcesji po ajatollahu Chamenei, to być albo nie być dla Iranu. Z jednej strony zwolennicy rewolucyjnego systemu reżimowego, z drugiej zaś zwolennicy powrotu do władzy Pahlawich. Cyrus Reza Pahlawi to najstarszy syn ostatniego szacha Iranu Mohammada Rezy Pahlawiego. Ma on swoich zwolenników wśród mieszkańców Iranu, którzy brali udział w protestach przeciwko ajatollahowi Chamenei trwających od 28 grudnia 2025 roku aż momentu wybuchu wojny. Cyrus Reza Pahlawi popierany jest jednak nie tylko przez część irańskiego społeczeństwa, ma także poparcie izraelskie i amerykańskie. Powrót do władzy Pahlawich, to jednak ryzyko destabilizacji kraju. Napięcia między zwolennikami rewolucyjnego systemu reżimowego i sympatykami Pahlawiego mogą doprowadzić do wojny domowej i totalnej destabilizacji kraju. Potencjalne represje, marginalizacja m.in. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej może prowadzić do scenariusza irackiego. Dwuwładza to scenariusz, w którym istotną rolę mogą odegrać także aktorzy zewnętrzni w postaci Arabii Saudyjskiej, Izraela lub Turcji, a także organizacji terrorystycznych. Każdy z tych wariantów stanowi zagrożenie dla regionu i stabilności Bliskiego Wschodu. Upadek Iranu, to bardzo poważny problem. Należy pamiętać, że Iran nie jest jednolity etnicznie, ani religijnie, a podobne mozaiki w państwach Bliskiego Wschodu były podatnym gruntem na chaos, destabilizację i rozwój terroryzmu. Powrót dynastii Pahlawich do władzy to rozwiązanie, które może okazać bardzo problematyczne. Warto, bowiem pamiętać poprzednie rządy Pahlawich. Dynastia ta sprawowała władzę w Iranie od 1925 aż do wybuchu rewolucji islamskiej w 1978 roku. W tym czasie zarówno Reza Szah Pahlawi, a także jego syn Mohammad Reza Pahlawi sprawowali bezwzględną władzę dążąc do wprowadzenia głębokich zmian politycznych i społecznych w Iranie. Pahlawi byli monarchią autorytarną, która stosowała brutalne represje wobec opozycji. Było to szczególnie widoczne po operacji Ajax z 1953 roku, w ramach której dokonano zamachu stanu na premiera Mohammada Mosaddegha. Mosaddegh dążył do ograniczenia władzy absolutnej dynastii Pahlawich. Cała operacja odbyła się przy wsparciu brytyjskiego MI6 oraz CIA. Dzięki operacji Ajax Pahlawi mogli przez wiele kolejnych lat sprawować władzę w Iranie. Instrumentem ich władzy był m.in. SAWAK (Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu Narodowego), który odpowiedzialny był za torturowanie i więzienie przeciwników irańskiego reżimu. To właśnie polityka Pahlawich doprowadziła do rewolucji islamskiej w Iranie. Niezadowolone społeczeństwo irańskie opierało się przymusowej westernizacji Iranu, ogromnym nierównościom społecznym, wpływom zachodnim, korupcji, działaniom SAWAK-u oraz laicyzacji społeczeństwa. Niewątpliwie charyzma ajatollaha Chomeiniego również miała wpływ na powodzenie rewolucji.
Część irańskiego społeczeństwa nie pamięta rządów Pahlawich w Iranie, a jednocześnie jest zmęczona obecnym systemem reżimowym stąd spora polaryzacja wśród Irańczyków. Powrót do władzy Pahlawich, to jednak ogromne ryzyko powtórki sytuacji sprzed kilku dekad.
Skutki amerykańsko-izraelskich ataków
Istnieje prawdopodobieństwo długotrwałego konfliktu z poważnymi konsekwencjami ekonomicznymi, politycznymi i militarnymi. Iran posiada ok. 12 % światowych zasobów ropy naftowej. Blokada cieśniny Ormuz grozi z kolei recesją na świecie, ponieważ ok. 20 % światowej ropy naftowej przepływa właśnie przez tą cieśninę. Szacuje się, że ceny ropy mogą przebić nawet 100 dolarów za baryłkę. To poważny problem ekonomiczny. Ponadto destabilizacja Iranu, to chaos, w którym istnieją różne scenariusze, a żaden w perspektywie długoterminowej nie jest optymistyczny. Istnieje jeszcze ryzyko otwartej wojny pomiędzy Arabią Saudyjską i Iranem. Obecnie oba kraje prowadzą wojnę zastępczą, ale każda ze stron wyraża gotowość do otwartych działań zbrojnych przeciwko sobie. Iran reprezentuje szyitów, Arabia Saudyjska zaś sunnitów, co otwiera możliwość potencjalnego konfliktu religijnego. Próbkę takiego konfliktu mieliśmy już w Syrii. Obecnie Bliski Wschód jest bardzo zdestabilizowany i przypomina tzw. „kocioł bałkański”. Jest to beczka prochu, którą bardzo łatwo podpalić. Stabilizacji nie sprzyja zarówno ingerencja mocarstw, jak również działanie licznych grup dżihadystycznych. Najbliższe tygodnie będą zatem kluczowe, dla całego regionu Bliskiego Wschodu.