Minister wziął udział w Krajowym Dniu Soi, zorganizowanym przez Stację Doświadczalną Oceny Odmian w Chrząstowie koło Nakła nad Notecią. Placówka podlega Centralnemu Ośrodkowi Badania Odmian Roślin Uprawnych (COBORU) w Słupi Wielkiej koło Poznania.

"Wielkim problem jest uzależnienie Polski, polskiego systemu paszowego od praktycznie zewnętrznego źródła białka, jakim jest modyfikowana genetycznie śruta sojowa. Soja jest +rośliną cudowną+, wartościową, która dla świata jest bardzo ważna. Uprawa soi w Polsce jest możliwa, postęp hodowlany bardzo to ułatwia. Kiedyś uprawa soi w Polsce nie była możliwa. Postęp hodowlany jest niesamowity, właściwie w całej Polsce możliwa jest uprawy soi. Podobnie kiedyś, w latach 50. czy 60. to dotyczyło kukurydzy, a teraz kukurydzę możemy uprawiać nawet w Skandynawii. To też pokazuje jak ogromny wkład w rozwój rolnictwa wniosła hodowla roślin" - mówił minister.

Ardanowski podkreślił, że niezwykle ważny jest unikalny w skali Europy prowadzony w Polsce program badań porejestrowych odmian roślin, który przed wieloma laty stworzył COBORU.

Reklama

"Tylko żebyśmy my, polscy rolnicy, chcieli z tego ogromnego zasobu, list odmian zalecanych umieli i chcieli korzystać. Chodzi o to, żebyśmy wiedzieli i mieli pewność, jak w naszych regionach plonują poszczególne odmiany" - zaznaczył.

Minister wskazał, że Polska rocznie przeznacza na zakup śruty sojowej około 4 mld zł, ale znaczna część tego białka mogłaby być zastąpiona białkiem krajowym. Zaznaczył, że nie chodzi o to, żeby w całości zastąpić białko sprowadzane z granicy.

"To o czym mówię od lat, że Polska i Europa powinny rozwijać swoje programy białkowe znalazło się w dokumencie Komisji Europejskiej, przyjętej w listopadzie ubiegłego roku w Wiedniu. Tak, Europa mówi, że trzeba rozwinąć produkcję białka europejskiego, po to żeby uniezależniać się od zewnętrznych źródeł białka, na zawodnym i zależnym od gier politycznych rynku. Na przykład w 2011 r. Argentyna wprowadziła z dnia na dzień wzrost cła na eksportowaną soję, a kilka lat temu dramatyczna susza w Ameryce sprawiała, że Stany Zjednoczone praktycznie wstrzymały eksport soi, bo nie urosła. To czy możemy naszą produkcję zwierzęcą uzależniać od tych chimerycznych i niepewnych dostaw? Myślę, że nie" - argumentował polityk.

Ardanowski podkreślił, że rolnictwo to system naczyń połączonych, czego zdaje się nie rozumieją producenci zwierząt, mięsa i jaj. To właśnie im - mówił - powinno zależeć na tym, żeby komponenty do wytwarzania pasz pochodziły z gospodarstw polskich rolników, a wtedy całe polskie rolnictwo będzie się rozwijać.

Minister zwrócił uwagę, że na szczęście jest pewna kontynuacja w działaniach resortu rolnictwa w zakresie rozwijania programu produkcji białka. "Jestem wdzięczny, że jak kiedyś odchodziłem z ministerstwa i ministrem rolnictwa został Marek Sawicki to podjął temat wieloletniego programu polskiego białka. To było bardzo mądre, to było kontynuowane również przez panią premier Beatę Szydło" - dodał.

Minister podkreślił, że w Polsce można spokojnie rozwijać uprawę roślin bobowatych, gdyż istnieje odpowiednia agrotechnika, przebadane są odmiany gatunków i znana jest ich przydatność w poszczególnych regionach. Przyznał, że pewnych problemów nastręcza ochrona tych roślin, a także organizacja rynku.

"Mamy problem organizacji rynku, bo firmy, które w Polsce zajmują się dystrybucją soi, najczęściej w postaci pasz, są firmami niezainteresowanymi kupnem innego białka, jak białko z Ameryki Południowej czy Północnej. Te firmy po to w Polsce zostały ulokowane, żeby być dystrybutorem soi" - tłumaczył.

>>> Czytaj też: Liderzy G7 chcą przeznaczyć 20 mln dol. na walkę z pożarami Amazonii