Forsal logo

Praca przestanie być obowiązkiem. Czy taki scenariusz jest realny, a my gotowi na zmiany?

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
1 minutę temu
przestój postój przerwa w pracy praca robotnik pracownik hamak relaks odpoczynek dolce far niente
Praca przestanie być obowiązkiem. Czy taki scenariusz jest realny, a my gotowi na zmiany?/Shutterstock
Praca jako opcjonalna aktywność na wzór hobby podobnego do siłowni? Taką wizję już od pewnego czasu próbuje sprzedać nam Elon Musk, twierdząc, że czas przestaje być zasobem, który możemy sprzedawać. Czy jest to jednak prawda? A jeśli tak, czy my w ogóle jesteśmy gotowi na realia, w których praca nie będzie potrzebna do przeżycia?

Praca jako hobby. Wszystko za nas mają robić roboty

Od pewnego czasu Elon Musk prognozuje, że za 10 lub 20 lat praca stanie się hobby. W tych warunkach obowiązki ludzi przejęły humanoidalne roboty i sztuczna inteligencja, które byłyby w stanie działać szybciej, wydajniej i bez żadnej przerwy, generując ogromne nadwyżki pieniędzy dla korporacji. To zaś miałoby dać możliwość wprowadzenia uniwersalnego, wysokiego dochodu podstawowego dla wszystkich. Innymi słowy, idea pracy, jako środka niezbędnego do przeżycia przeszłaby do historii ludzkości.

Na przestrzeni lat jego wizja radykalizowała się i tak na przykład w kwietniu 2026 roku sugerował, aby w odpowiedzi na rosnące bezrobocie wywołane przez AI rząd federalny zaczął wystawiać czeki. A co z inflacją? Przy tak wysokiej produkcji, którą ma oferować AI, to nie będzie - według miliardera - żaden problem.

Powszechny WYSOKI DOCHÓD w postaci czeków wystawianych przez rząd federalny to najlepszy sposób na walkę z bezrobociem spowodowanym przez sztuczną inteligencję. Sztuczna inteligencja/robotyka będzie produkować towary i usługi znacznie przekraczając wzrost podaży pieniądza, więc nie będzie inflacji

- Elon Musk (wypowiedź z 17 kwietnia 2026)

Tutaj trzeba też zwrócić uwagę, słowa samego miliardera. Nie mówi on podstawowym dochodzie, który ma zapewnić ludziom minimum niezbędnego do przeżycia. W jego wizji ma być to taka suma pieniędzy, która pozwoli ludziom utrzymać wysoki standard życia.

Musk w swojej narracji idzie dalej, bo w lipcu, w wywiadzie dla "The Economist" stwierdził, że do 2036 roku jakiekolwiek pieniądze przestaną mieć dla ludzi znaczenie. Dlaczego? Bo każdego będzie stać na prawie wszystko ze względu na roboty, które będą mogły dostarczać niemożliwe do skonsumowania przez ludzi ilości towarów i usług. Idąc w swojej narracji dalej, miliarder stwierdził, że oszczędzanie pieniędzy z myślą o odległej przyszłości (jak zapewne emerytura za 40 lat) nie ma sensu.

Widać więc, że w tej kwestii Musk nie dzieli się jednym z wielu pomysłów, a konsekwentnie tworzy pewną narrację. Co więcej, zamiast operować na mglistych terminach czy wizjach, które dziś trudno sobie wyobrazić, podsuwa konkretne daty, kiedy ten wielki przełom miałby nastąpić. Pozostaje jednak pytanie - czy te wszystkie wizje mają rację bytu?

Musk obiecuje, ale czy on sam za to zapłaci?

Choć wizja Muska może być kusząca (zwłaszcza dla tych, którzy swojej pracy po prostu nie lubią), to warto zejść ze sfery domysłów do twardych danych. Tutaj bowiem najwięcej obaw ekonomistów budzi nie tyle sama technologia czy wizja, a rachunek, który trzeba będzie za to zapłacić. To, co do konsekwentnie próbuje nam wmówić miliarder, nie jest żadnym konkretnym planem, nie mamy tu bowiem żadnych wyliczeń, wzorców czy zasad. Wiemy jedynie, że roboty będą robić za nas wszystko.

Problem w tym rozumowaniu, który wytykany jest przez krytyków Muska, leży w tym, że nawet jeśli maszyny wyprodukują za nas żywność, ubrania i inne elementy niezbędne do przeżycia, to nadal na tym świecie znajdą się towary i usługi, które pozostaną drogie. Co więcej, wiele z nich może nadal sukcesywnie drożeć i jako przykłady podaje się tutaj m.in. grunty, energię czy mieszkania. Podobnie może być z rzeczami, które uznaje się za dobra luksusowe, te mogą nie tylko nadal pozostawać poza zasięgiem ludzi, ale wręcz całkowicie się od nich oddalić.

Poza tym, w tej sytuacji Musk próbuje postawić się w roli bohatera, który rozwiązuje problem, który de facto sam generuje. Zakładając nawet, że maszyny wyprodukują dla nas "erę obfitości" i rzeczywiście towarów i usług wystarczy dla wszystkich, to skąd pewność, że firmy, które zarabiałyby na tym, zechcą podzielić się z resztą społeczeństw tym, co dla nich stworzyły maszyny? Philip Trammell, ekonomista z Uniwersytetu Stanforda, zwraca uwagę, że nawet jeśli AI zastąpi ludzi, to kapitał i zyski trafią w ręce właścicieli tychże robotów. Wizja snuta przez Muska wymagałaby więc odgórnej polityki redystrybucji pieniądza od firm na rzecz społeczeństwa.

Zakładając jednak optymistyczny wariant, w którym faktycznie wizja Muska wchodzi w życie, to trzeba pamiętać, że nie działoby się wszystko z dnia na dzień. To zostałoby okupione długim okresem przejściowym między jednym systemem społecznym a drugim, w trakcie którego miliony ludzi pozostałoby bez środków do życia pozwalającego na minimalne przeżycie. W końcu ludzie zaczęliby być masowo zwalniani z prac w biurach, fabrykach i innych zakładach. Jeśli proces ten byłby dynamiczny i trwał np. przez dekadę lub dłużej, to aktualnie żadne państwo na świecie nie byłoby w stanie zapewnić tym ludziom odpowiedniej opieki socjalnej.

Wreszcie pozostaje też kwestia zawodów, których AI i roboty nigdy nie będą w stanie zastąpić, bo takowe też da się znaleźć. Czy z osobami, które dziś są np. elektrykami, szefami kuchni, nauczycielami czy lekarzami? Może w takiej rzeczywistości staliby się nową elitą, która poprzez pracę zarobkową miałaby możliwość dorabiać się nowej pozycji społecznej? A co ze scenariuszem, w którym im także praca by się nie opłacała? Kto wówczas przejąłby ich obowiązki?

Co robić, skoro praca nie będzie obowiązkiem?

Nawet gdyby możliwe było wprowadzenie nowego ładu społecznego, w którym ludzie faktycznie nie musieliby pracować, a wszystkie opisane wyżej problemy zostałyby cudownie rozwiązane, to pojawia się fundamentalne pytanie - co człowiek miałby robić? Dywagacje na ten temat sięgają naprawdę odległych czasów i już w 1930 roku John Maynard Keynes wyobrażał sobie świat, w którym w 2030 roku ludzie pracowaliby zaledwie 15 godzin tygodniowo.

Wizja ta nie ziściła się pod wieloma względami, bo nie dość, że ludzie nadal pracują po 40 godzin tygodniowo, a nierzadko i więcej, to ogólnoświatowego dobrobytu raczej nie widać. To jednak może posłużyć jako punkt wyjścia do dalszych dywagacji.

Nie od dziś wiadome jest, że praca daje ludziom nie tylko wypłatę, ale także pewne dodatkowe korzyści, o których wielu z nas nie ma pojęcia. Marie Jahoda jeszcze w latach 30. XX wieku wskazywała, że praca pomaga człowiekowi układać sobie czas, daj możliwość nawiązywania kontaktów międzyludzkich, gwarantuje status społeczny, ale przede wszystkim nadaje poczucie celu. Tego niestety, czeki od państwa za samo bycie obywatelem nie będą w stanie zaspokoić.

Co więcej, badania organizacji OpenResearch (finansowanej przez OpenAI) wykazały, że ludzie, nawet jeśli mają zapewniony stały dochód, to i tak chcą pracować. W eksperymencie tym grupa osób o niskich dochodach przez trzy lata otrzymywała po 1000 dolarów miesięcznie niezależnie od tego, co robią. Efekt? Uczestnicy pracowali średnio o 1,3 godziny krócej tygodniowo, a odsetek pracujących spadł o 2%. Co ciekawe, u beneficjentów wzrosło poczucie, że praca ma głęboką wartość wewnętrzną i jest obowiązkiem wobec społeczeństwa.

Mając to na uwadze widać, więc, że pieniądze od zysków, które wypracowały za nas roboty, mogą rozwiązać problem dochodu, ale na tym ich użyteczność się kończy. Umowa społeczna, w której czas człowieka staje się bezwartościowy i nie musi on pracować na swoje przeżycie, wymaga od samego społeczeństwa zbudowania nowego poczucia sensu?

A co nim może być? Dziś odpowiedź na to pytanie jest o tyle trudna, że my nawet bardzo nie wiemy, jak podstawa tej forsowanej przez Muska rewolucji, miałaby w ogóle działać.

Źródło: forsal.pl
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Przemysław Paterek
Przemysław Paterek

Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraMasowo pożerają prąd, wodę pitną i są łatwym celem ataku. Koszt rozwoju, który płacą zwykli ludzie »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj