Komentując decyzję Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, hetman (odpowiednik wojewody) kraju libereckiego Martin Puta zapowiedział: „Odwołamy się i zobaczymy, czy urząd we Wrocławiu uzna nas za uczestnika postępowania. Jeżeli nie, odwołamy się także od takiego kroku”. Dodał, że jego urząd jest gotowy do ewentualnego wstąpienia na drogę sądową. Uznał też, że decyzja o natychmiastowej wykonalności wydanej zgody środowiskowej, narusza prawodawstwo europejskie.

Minister Brabec podkreślił, że Czechy nie chcą zaszkodzić dobrym stosunkom z Polską, a zwracają jedynie uwagę na dużą nerwowość dziesiątek tysięcy obywateli.

„Sprzyja temu bardzo słaba i nad wyraz zdawkowa komunikacja z Polską. Czasami żadna” – wyjaśnił Brabec. Dodał, że w wielu przypadkach czescy przedstawiciele nie mogli się dodzwonić do polskich partnerów lub nikt nie odpisywał na wysyłane z Czech wiadomości.

„Nikt się nie odzywał i dotyczyło to wysokich stanowisk” – powiedział Brabec. Uznał, że pozostawia to złe wrażenie, „jakby ktoś źle życzył dobrosąsiedzkim stosunkom”.

Brabec przekazał dziennikarzom, że nie zgadza się z polskim władzami w tym, że rozszerzenie wydobycia nie będzie miało wpływu na mieszkańców Czech. „Nie możemy tak po prostu polegać na polskich zapewnieniach” – zaznaczył i zapowiedział monitoring poziomu wód gruntowych, hałasu i zanieczyszczenia powietrza pyłami z kopalni. Zdaniem Brabca czeski rząd będzie apelował do instytucji europejskich o wywieranie presji na Polskę.

Kopalnia węgla brunatnego "Turów" pracuje głównie na potrzeby pobliskiej elektrowni, pokrywającej około 8 proc. zapotrzebowania na energię w Polsce. Polska Grupa Energetyczna, do której należy elektrownia i kopalnia „Turów”, planuje eksploatację złoża do 2044 roku.

 PGE GiEK: Chcemy kontynuować wydobycie w obszarze ustalonym 25 lat temu

Nie planujemy powiększania odkrywki w kopalni „Turów”, ale chcemy kontynuować wydobycie w obszarze, który był ustalony 25 lat temu – powiedziała PAP rzeczniczka PGE GiEK Sandra Apanasionek. Przeciwko temu protestują władze czeskiego kraju libereckiego, który graniczy z polską kopalnią odkrywkową.

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska we Wrocławiu na wniosek PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna 21 stycznia wydał decyzję "o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia polegającego na kontynuacji eksploatacji złoża węgła brunatnego +Turów+".

Rzeczniczka PGE GiEK Sandra Apanasionek powiedziała w środę PAP, że koncern nie planuje powiększania odkrywki w kopalni „Turów”, lecz chce kontynuować wydobycie w obszarze, który został ustalony 25 lat temu. „Czesi wiedzą zatem od co najmniej 25 lat, że na terenie przygranicznym chcemy prowadzić prace górnicze” - powiedziała rzeczniczka.

Dodała, że prowadzone były szerokie konsultacje zarówno ze stroną czeską, jak i niemiecką. „Trwały one kilka lat. Bardzo obszernie został też przygotowany raport oddziaływania na środowisko. Zawiera on wszystkie oddziaływania, które kopalnia może powodować u naszych południowych i zachodnich sąsiadów; w tym bardzo obszerny fragment dotyczący kwestii wody, która jest najbardziej newralgiczna” - powiedziała Apanasionek.

Rzeczniczka podkreśliła, że poziom wód podziemnych w aspekcie oddziaływania odkrywki „Turów” jest od wielu lat monitorowany przez polsko-czeskie i polsko-niemieckie zespoły specjalistów.

„Sieć obejmuje ok. 550 otworów monitoringowych, a wyniki badań potwierdzają, że kopalnia nie powoduje odwodnienia w ujęciach wody pitnej wskazywanych jako zagrożone. W celu ochrony jedynego ujęcia wody pitnej w Uhelnej, na które KWB Turów może mieć oddziaływanie i które znajduje się w strefie brzeżnej Niecki Żytawskiej, podjęto działania nad opracowaniem i wdrożeniem technicznych sposobów ograniczenia wpływu odkrywki na to ujęcie wody” - podkreśliła Apanasionek.

Komentując decyzję Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, hetman (odpowiednik wojewody) kraju libereckiego Martin Puta zapowiedział: „Odwołamy się i zobaczymy, czy urząd we Wrocławiu uzna nas za uczestnika postępowania. Jeżeli nie, odwołamy się także od takiego kroku”. Dodał, że jego urząd jest gotowy do ewentualnego wstąpienia na drogę sądową. Uznał też, że decyzja o natychmiastowej wykonalności wydanej zgody środowiskowej, narusza prawodawstwo europejskie.

Kraj liberecki złożył już skargę do Komisji Europejskiej, wskazując na naruszenia w transgranicznym postępowaniu w ocenie oddziaływania na środowisko. Podkreślono, że postępowanie Polski jest niezgodne z prawem. Przedstawiciele rządu Czech i samorządu kraju libereckiego planują kolejne kroki prawne po uzyskaniu czeskich tłumaczeń dokumentów wydanych przez Regionalną Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu.

Rzeczniczka PGE GiEK podkreśliła, że przedmiotem postępowań transgranicznych, zgodnie z przepisami prawa wspólnotowego i krajowego, jest wyłącznie tzw. znaczące oddziaływanie na środowisko, jakie ma miejsce w obszarze kraju narażonego na to oddziaływanie. „Każdy rodzaj takiego oddziaływania był przedmiotem szczegółowej analizy na konsultacjach transgranicznych prowadzonych z ogromnym poziomem transparentności” - mówiła Apanasionek.

PGE GiEK podkreśla, że kontynuacja eksploatacji Kopalni „Turów” jest w chwili obecnej kluczowa z punktu widzenia zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Polski. Znajdujące się w niej pokłady węgla brunatnego są gotowe do wydobycia i zasilenia pobliskiej elektrowni, która jest w stanie dostarczyć energię elektryczną do około 2,3 mln gospodarstw - wskazuje koncern. Po zakończonej budowie nowego bloku energetycznego o mocy 500 MW w Elektrowni Turów, turoszowski kompleks energetyczny będzie mógł zasilić w prąd dodatkowy milion gospodarstw.

>>> Czytaj też: Niemiecki rząd przyjął projekt ustawy o rezygnacji z węgla. 4,35 mld euro na rekompensaty dla przemysłu