Ostatnio zajmowałem się problemem islamskiego radykalizmu i europejskiego nacjonalizmu. >>> Czytaj więcej na ten temat

Tym razem znów odwołam się do kwestii nacjonalizmu, ale z perspektywy samej Unii Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego (EBC), używając określenia, które mogli wymyślić tylko ekonomiści: „luzowanie ilościowe” (quantitative easing).

Europejskie media były w ostatnim czasie zalewane materiałami na temat przecieków z Europejskiego Banku Centralnego, jakoby instytucja ta, chcąc ratować europejską gospodarkę, szykowała się do luzowania ilościowego. O sprawie najpierw pisał niemiecki „Der Spiegel”, następnie inne media, ale koniec końców nikt z EBC nie zaprzeczył tym pogłoskom. Możemy zatem nazwać te doniesienia „oficjalnymi przeciekami”, bo każdy wie o co chodzi, zanim dojdzie do sformułowania oficjalnego komunikatu.

Plan ten polega na próbie pobudzenia aktywności gospodarczej w Europie poprzez zwiększenie ilości dostępnych pieniędzy. Od rządu wymaga zwiększenia zadłużenia na różne projekty, które mają pobudzać wzrost i zmniejszać bezrobocie. Zamiast sprzedaży obligacji skarbowych na otwartym rynku, chodzi o działania skłaniające do podwyżek stóp procentowych, obligacje zaś miałyby być sprzedawane bankom centralnym krajów strefy euro, które mają możliwość dodruku nowego pieniądza. Pieniądze trafiają do budżetu państwa. W ten sposób nowy dopływ kapitału w systemie zmniejsza skutki recesji spowodowanych brakiem pieniędzy. Narzędzie to zwane jest luzowaniem ilościowym.

Stany Zjednoczone przeprowadziły luzowanie ilościowe w 2008 roku, przy czym oprócz kupna państwowego długu, amerykańska Rezerwa Federalna zakupiła także dług korporacyjny. Nie ziściły się czarne scenariusze pojawienia się hiperinflacji, a amerykańska gospodarka w trzecim kwartale 2014 roku rozwijała się w tempie 5 proc.

Reklama

Europa poszła inną drogą i w efekcie dziś europejskie gospodarki w najlepszym razie nie rozwijają się. Europejczycy jednak – kilka lat po Amerykanach - chcą rozpocząć swój program luzowania ilościowego w nadziei, że podobne działania pobudzą gospodarkę.

Trzeba jednak pamiętać, że europejska strategia znacznie różni się od amerykańskiej. Rezerwa Federalna wydrukowała pieniądze i kupiła gotówkę. EBC także wydrukuje pieniądze, ale to każdy bank centralny krajów strefy euro będzie kupował gotówkę i każdy z nich będzie miał prawo kupić zadłużenie tylko z własnego państwa. Różnica ta obnaża do pewnego stopnia charakter europejskiego kryzysu, który jest nie tyle gospodarczy (choć oczywiście też), ale przede wszystkim polityczny i społeczny, a ostatecznie kulturowy i moralny.

Ostatnie przecieki w europejskiej prasie wyraźnie pokazały, że EBC wdraża luzowanie ilościowe w takiej właśnie formie, ponieważ wiele krajów strefy euro nie jest w stanie spłacić swoich długów. Państwa Starego Kontynentu nie chcą pokrywać długów innych krajów, zarówno bezpośrednio jak i poprzez narażenie banku centralnego na straty – co sprawiłoby, że dług stałby się wspólny. W szczególności chodzi o Berlin, który nie chce doprowadzić do sytuacji, gdzie kilka bankructw pogrążyłaby całą Europę, a tym samym pogrążyłoby Niemcy. To właśnie dlatego Berlin tak długo sprzeciwiał się luzowaniu ilościowemu – nawet w sytuacji dużych problemów w krajach południowych strefy euro oraz w obliczu zmniejszającego się popytu na niemieckie produkty, napędzającego niemiecki PKB. Jak widać zatem, Niemcy wolały narazić się na niższy wzrost gospodarczy niż przyjąć odpowiedzialność za bankructwa innych krajów.

Główny spór w tym obszarze toczył się pomiędzy EBC i jego szefem Mario Draghim, a niemiecką kanclerz Angelą Merkel. Draghi uświadomił sobie, że w przypadku braku luzowania ilościowego europejska gospodarka załamałaby się. Tymczasem Angela Merkel jest odpowiedzialna tylko za los Niemiec, a nie Europy. Z drugiej strony jednak Berlin potrzebuje europejskiej strefy wolnego handlu, bo Niemcy eksportują ponad 50 proc. swojego PKB. Zatem Niemcy nie mogłyby sobie pozwolić na utratę wolnego dostępu do europejskich rynków na skutek załamania się popytu, ale z drugiej strony Berlin nie chce także wziąć na siebie europejskiego długu.

Owocem kompromisu pomiędzy EBC a Angelą Merkel jest obecna forma planu luzowania ilościowego. EBC wydrukuje pieniądze i przekaże je bankom centralnym krajów strefy euro na zasadach, które jeszcze nie zostały oficjalnie określone. Tak czy inaczej, w tej formie luzowania ilościowego każdy kraj odpowiada tylko za siebie.

Europejski Bank Centralny zapewnia zatem mechanizm do stymulacji europejskich gospodarek, a państwa strefy euro przyjmują odpowiedzialność za stymulowanie i potencjalną klęskę. To tak, jakby amerykańska Rezerwa Federalna wydrukowała pieniądze i przekazała je poszczególnym stanom. W takim systemie np. stan Nowy Jork mógłby kupić tylko swój własny dług i nie ponosiłby konsekwencji kłopotów finansowych stanu Kalifornia.

Europejska osobliwość planu EBC tkwi w osobliwości całego europejskiego eksperymentu. Podczas gdy Kalifornia i Nowy Jork dzielą ten sam los jako części Stanów Zjednoczonych, to już Niemcy i Grecja, choć oba kraje są członkami Unii Europejskiej, nie dzielą tego samego losu. Jeśli zatem nie podzielają tego samego losu, to jaki jest cel istnienia Unii Europejskiej?

Unia Europejska – w przeciwieństwie do USA – nigdy nie odnosiła się do „prawa dążenia do szczęścia” (chodzi o fragment tekstu amerykańskiej Deklarację Niepodległości – przyp. tłum.). Zamiast tego UE odnosiła się do obietnicy „pokoju i dobrobytu”. Obietnica nie jest prawem do „dążenia”, ale prawem do „posiadania”, a to ogromna różnica.

Hymnem Unii Europejskiej jest „Oda do radości” – finałowa kantata z IX symfonii Ludwiga van Beethovena, której słowa stanowi poemat niemieckiego poety Fryderyka Schillera (słowa, w przeciwieństwie do muzyki, nie zostały nigdy zatwierdzone jako oficjalna część hymnu Europy – przyp. tłum.). Jej fragment brzmi:

„O, radości, iskro bogów,
Kwiecie Elizejskich pól,
Święta, na twym świętym progu
Staje nasz natchniony chór.
Jasność twoja wszystko zaćmi,
Złączy, co rozdzielił los,
Wszyscy ludzie będą braćmi
Tam, gdzie twój przemówi głos.”






W swojej najnowszej książce pt.: „Flashpoint: The Coming Crisis in Europe”, napisałem:

“Radość płynąca z połączenia tego, co wcześniej było podzielone, w efekcie prowadzi do braterstwa ludzi. Braterstwo jednak oznacza wspólny los. Jeśli wszystkim co nas łączy, jest pokój i dobrobyt, te dwa czynniki nie mogą zniknąć, bo wraz z ich zanikiem zanika także i braterstwo. Jeśli jedni są biedni, a inni bogaci, jeśli jedni idą na wojnę, a inni nie, to gdzie tu mamy wspólny los?”

>>> Polecamy: To już koniec Europy, jaką znamy. Przed nami okres wielkich zmian

Kryzys braterstwa

Europejski kryzys nie jest ostatecznie kryzysem tylko gospodarczym. Każdy – rodziny i państwa – mają problemy gospodarcze. Kryzys nie oznacza wojny, która – co tragiczne – jest równie powszechna jak bieda. Problem Europy polega na tym, że UE obiecała radość pomimo różnic, radość która wytwarza braterstwo i znosi wojnę. UE obiecała też dobrobyt. Tymczasem nie da się zagwarantować ani wiecznego pokoju, ani wiecznego dobrobytu, zatem radość, która istnieje mimo różnic i ma łączyć ludzi w ramach braterstwa, jest budowaniem zamków na piasku.

Kompromis Europejskiego Banku Centralnego z Niemcami jest przejawem nie tylko budowania zamków z piasku, ale także walącego się europejskiego braterstwa. W sercu tego kompromisu leży bowiem założenie, że Niemcy nie będą dzielić losu Grecji, ani Francji, ani Włoch. Koniec końców, są to różne narody, różne kraje. Różnice można pokonać, ale jeśli zabraknie radości jednoczenia, pokoju albo dobrobytu, nie pozostaje nic, co mogłoby łączyć te kraje.

Testem dla wartości republikańskich Ameryki było zderzenie idei, że wszyscy ludzie zostali stworzeni jako równi i obdarowani przez Stwórcę niezbywalnymi prawami z prymitywnością niewolnictwa. Zanim nastała amerykańska rewolucja, Ameryka była podzielona tak głęboko, że poszczególne stany postrzegały się jako zupełnie odrębne byty, nie związane ze sobą Deklaracją Niepodległości. Stany rościły sobie prawo do wystąpienia z federacji, gdy nie podobała im interpretacja Deklaracji Niepodległości w wykonaniu innych. Wywiązała się z tego amerykańska wojna domowa (wojna secesyjna). Jak ujął to Abraham Lincoln, wojna była testem na to, czy powstały w ten sposób naród mógł dalej przetrwać.

Dokładnie to samo dotyczy dzisiejszej Unii Europejskiej. Czy ten polityczny byt, złożony z krajów o tak różnych tradycjach, oczekiwaniach i gospodarkach może dalej przetrwać i dzielić wspólny los?

W przypadku UE w suchych, technicznych szczegółach kształtu polityki luzowania ilościowego EBC widzimy, że Europa określiła granice swojego braterstwa. Jedną z tych granic jest dobrobyt. Każdy kraj zdecyduje o tym, jak potoczy się jego dalszy los. Co prawda pieniądze z polityki luzowania ilościowego zapewni Europejski Bank Centralny, ale ich dystrybucja odbędzie się według reguł każdego z krajów i bez zmuszania kogokolwiek do ponoszenia odpowiedzialności za innych.

Na wspólnej walucie euro nie ma postaci historycznych, ponieważ europejskie kraje są bardzo podzielone w kwestii swoich bohaterów. Amerykanie natomiast wiedzą, że ich bohaterami byli Waszyngton, Lincoln, Hamilton, Jackson, Grant, Franklin. Skoro w Europie nie ma tego typu wspólnych wartości, to w europejskich różnicach nie przejawia się transcendencja.

Strategia luzowania ilościowego w Europie jest wielkim kompromisem i może rozwiązać problem natury gospodarczej. Ale jeśli chodzi o swój pierwszy test z braterstwa, czyli opartej o transcendentne wartości wspólnoty, Europa go oblała.

Niektórzy powiedzą, że takie rozważania jak moje są niepotrzebne do budowy politycznego kompromisu, a na tym opierają się europejskie instytucje. Taki punkt widzenia mija się jednak z czymś fundamentalnym.

Europa nigdy nie spodziewała się, że będzie musiała się mierzyć z obecnym kryzysem, a pokój i dobrobyt będą trwały wiecznie. Otóż pokój i dobrobyt nie będą trwały wiecznie, bo nie mogą trwać wiecznie. Program luzowania ilościowego jest nie tylko chęcią uniknięcia odpowiedzialności za dobrobyt. W Europie nie ma zwyczajnie jedności – czy to w kwestii stosunku do Rosji i Ukrainy, czy też w odniesieniu do islamskiego terroryzmu.

Jeśli Europa w imię dążenia do dobrobytu jest w stanie na chłodno rozważyć secesję jednego z jej członków – Grecji – to jakie europejskie instytucje mogą mieć gwarancję, że zostaną nienaruszone? Jeśli można wyrzucić kogoś ze strefy euro i jeśli można zamknąć granice dla Słowaków szukających pracy w Danii, to pewnie można też zamknąć granice dla niemieckich produktów. A jeśli to wszystko jest możliwe, to jaki jest los Niemiec, które przecież polegają na eksporcie swoich dóbr do Europy? W końcu ryzyko dotyczy nie tylko tych najsłabszych i najbiedniejszych.

Podsumowując, Europa staje się nie tyle projektem moralnym, ile pewną korzyścią, traktatem, z którego dane państwo może wedle własnej woli wystąpić, jeśli uzna to za zgodne ze swoimi interesami. Gdy południowe stany były gotowe oderwać się od północy, ludzie z północy byli gotowi ginąć za jedność amerykańskiej unii. Czy ktokolwiek w Europie jest dziś w stanie umierać jedność Unii Europejskiej?

Co prawda przewidywałem nadejście decydującego dla Europy momentu, ale nie sądziłem, że nastanie on tak szybko. Spodziewam się, że europejskie instytucje przetrwają jeszcze przez jakiś czas, a większość ludzi uzna moje rozważania za przesadzone. To możliwe, ale nie sądzę.

Bez względu na polityczne i techniczne cele stojące za polityką luzowania ilościowego, i bez względu na racjonalne uzasadnienia takiej polityki, okazało się, że Europa ostatecznie jest tylko kontynentem, a nie ideą.

W ubiegłym tygodniu pytanie brzmiało, dlaczego Europa ma tak duże problemy z asymilacją imigrantów i dlaczego wprowadziła politykę multikulturalizmu. Jedną z odpowiedzi było to, że samo państwo narodowe uniemożliwiło osobom urodzonym poza nim stać się prawdziwą częścią wspólnoty.

W tym tygodniu pytanie brzmi, dlaczego Europejski Bank Centralny nie może sam rozdystrybuować pieniędzy, które drukuje, ale przekaże je w zarządzanie narodowym bankom centralnym. Odpowiedź brzmi, że żadne państwo w Europie nie chce być odpowiedzialne za długi innych państw. Nie jest to podejście pozbawione sensu, ale jednocześnie czyni budowę unii niemożliwą, a istniejące różnice są nie do przekroczenia.

W swojej książce „Flashpoint: The Coming Crisis in Europe” piszę:

“Widzimy, że dzisiejsza Europa przechodzi test. Tak jak wszystkie stworzone przez człowieka instytucje, Unia Europejska zmaga się z intensywnymi problemami, obecnie głównie o charakterze gospodarczym. UE została założona na wartościach <<pokoju i dobrobytu>>. Jeśli zniknie dobrobyt, albo jeśli zniknie w kilku krajach, to co stanie się z pokojem? Tym zajmuję się w tej książce. Częściowo chodzi o zbadanie europejskiej wyjątkowości. Idei, w myśl której Europa uporała się z problemem wojny i niedostatku, a reszta świata nie”.

A jeśli Europa nie jest pod tym względem wyjątkowa, to co nas czeka w przyszłości? Historia Starego Kontynentu nie daje powodów do optymizmu.

Tekst opublikowano za zgodą ośrodka Stratfor.

"The European Union, Nationalism and the Crisis of Europe" is republished with permission of Stratfor.