Gospodarka w 2015 roku: czego się spodziewać, co nas zaskoczy?
W 2015 roku świat powinien rozwijać się nieco szybciej, niż w poprzednim. Pod warunkiem że Europa poradzi sobie z deflacją, kraje arabskie – z tanią ropą, USA wyczują dobry moment na podniesienie stóp, a chiński juan się nie zdewaluuje.
W 2015 roku świat powinien rozwijać się nieco szybciej, niż w poprzednim. Pod warunkiem że Europa poradzi sobie z deflacją, kraje arabskie – z tanią ropą, USA wyczują dobry moment na podniesienie stóp, a chiński juan się nie zdewaluuje.
1 W szczególności te problemy dotyczyć będą krajów, dla których eksport ropy naftowej jest głównym źródłem dochodów budżetowych. O ile bankructwo Rosji jest mało prawdopodobne, o tyle niewypłacalność Wenezueli jest jak najbardziej realna, a to wystarczy, by wywołać lokalny wstrząs. Niemal wszystkie państwa naftowe będą musiały ograniczyć kosztowe projekty infrastrukturalne, co spowolni ich wzrost gospodarczy, albo wycofać się z równie kosztownego subsydiowania cen podstawowych produktów. W skrajnym przypadku grozi to wybuchem niepokojów społecznych porównywalnych do arabskiej wiosny.
ShutterStock
2 Wpływ wojny w Donbasie czy ekspansji Państwa Islamskiego na światową gospodarkę zależeć będzie od intensywności obydwu konfliktów. To samo dotyczy też innych czynników geopolitycznych, jak potencjalne ataki terrorystyczne, cyberataki na dużą skalę czy zaostrzenie się stosunków między Chinami a Japonią. Na zdj. Pomnik w Doniecku. Autor: Andrew Butko. CCA-SA 3.0 via Wikimedia Commons
Wikimedia Commons
3 W prognozowaniu wydarzeń mało prawdopodobnych, lecz potencjalnie mających ogromny wpływ na gospodarkę, specjalizuje się Saxo Bank. Jako tego typu zdarzenia na przyszły rok jego analitycy wytypowali m.in. bankructwo Rosji, odejście Mario Draghiego ze stanowiska szefa europejskiego Banku Centralnego, dewaluację chińskiego juana o 20 proc. czy ataki hakerskie na dużą skalę, które doprowadzą do załamania się handlu internetowego. Na szczęście tego typu szokujące prognozy rzadko się sprawdzają. Mało realne jest zresztą też to, że wszystkie te bardziej prawdopodobne czynniki ryzyka wystąpią jednocześnie.
ShutterStock
4
– Byłoby błędem przypuszczać, że po naftowej euforii z lat 2007–2008 nie nastąpi w pewnym momencie długoterminowa korekta podobna do załamania się cen z lat 80. – napisała na początku lipca na swoim blogu Amy Myers Jaffe, ekspertka energetyczna z University of California-Davis. Przewidywała ona, że w ciągu najbliższych trzech – pięciu lat normą stanie się cena baryłki na poziomie 50–70 dol., zaś okazjonalnie może ona nawet spadać w okolice 30 dol.
Bardziej konserwatywny w swoich prognozach był Jeremy Warner, publicysta ekonomiczny brytyjskiego dziennika „Daily Telegraph”, który w grudniu 2013 r. w prognozach na nowy rok przewidywał cenę 80 dol. za baryłkę, co też oznaczało spory spadek wobec ówczesnych cen.
Nad możliwością spadku cen zastanawiali się też Rosjanie. W grudniu zeszłego roku „Prawda” przepytała pod tym kątem rosyjskich analityków. Żaden wprawdzie nie dopuścił wersji, że cena może dojść do 20–30 dol. za baryłkę, ale 80 dol. – jak najbardziej tak.
Na mapie: Produkcja ropy naftowej na świecie
Forsal.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama