Śmieci jako dzieło sztuki. Wzorem Kopenhaga
W Warszawie uruchomiono spalarnię śmieci, ale słowo „spalarnia” jest tu zabronione. To obiekt o podwójnym przeznaczeniu. Poza tym, że przetwarza odpady i wytwarza energię, ma być swego rodzaju symbolem zmiany myślenia.
Początku tej zmiany należy szukać w Kopenhadze. W 2010 roku spółka komunalna, zajmująca się utylizacją odpadów w stolicy Danii, zdecydowała się na zamknięcie starej spalarni. W jej miejscu zaplanowano nowy obiekt, który miał być bardziej przyjazny środowisku, a do tego wpasowywać się w dzielnicę, która „wyrosła” w pobliżu poprzedniej instalacji.
Kontrakt zgarnęła pracownia najsłynniejszego duńskiego architekta – Bjarke Ingelsa. Zaproponował on, by nowy budynek stał się symbolem dzielnicy. Spalarnię „opakowano” w elegancką fasadę, skośny dach zamieniono na stok narciarski – z jednej strony oraz ściankę wspinaczkową – z drugiej. Emisję gazów ograniczono do technologicznego minimum, a dym z komina miał układać się w kształt chmury (to ostatecznie nie wyszło).
Warszawa też chce spalarni. Ale nie od Chińczyków
Budowę w Kopenhadze rozpoczęto w 2013 roku. Stok, po pewnych modyfikacjach, uruchomiono w 2019, dwa lata po całej spalarni. „Copenhill”, tak dziś Duńczycy nazywają to miejsce, stało się symbolem zmiany. Obiekt niegdyś uciążliwy, stał się atrakcją turystyczną.
Gdy w Warszawie planowano przetarg na nową spalarnię, patrzono z podziwem na Duńczyków. W 2016 roku wybrano firmę Sweco, której zlecono stworzenie projektu nowego Zakładu Unieszkodliwiania Stałych Odpadków Komunalnych (ZUSOK). Nie był on tak spektakularny jak w Kopenhadze, ale również postawiono na podwójną rolę. Dwa lata później wybrano wykonawcę – firmę z grupy Power China – który za budowę zaoferował nieco ponad 1 mld zł.
Chińczycy nie zdążyli nawet podpisać umowy. Całą procedurę unieważniły sądy. Przetarg powtórzono, a za drugim razem najlepsza okazała się oferta koreańskiego POSCO za 2,051 mld zł brutto (1,668 mld zł netto). Była to jedyna dopuszczona propozycja. Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania (MPO) doceniło Koreańczyków m.in. za zbudowanie podobnej, choć nie tak spektakularnej, instalacji w Krakowie.
Budowa z problemami. Spalarnia w końcu otwarta
Wzorując się na Kopenhadze zaproponowano, by spalarnia w Warszawie została otoczona zielenią. W środku wymyślono centrum edukacyjne, a na szczycie 72-metrowego komina – punkt widokowy. Pierwotnie instalacja miała zostać otwarta w 2023 roku.
Budowa przeciągała się o kolejne miesiące. Przez pandemię i wojnę rosyjsko-ukraińską pojawił się problem z materiałami oraz pracownikami. Termin otwarcia przesunięto najpierw na połowę 2024 roku, potem na koniec 2025. Ostatecznie „Warszawska Wytwórnia Energii” – tak miasto nazywa spalarnię – została odebrana w lutym br.
Do dziś nieznany jest ostateczny koszt budowy. Jak tłumaczy „Forsalowi” biuro prasowe MPO, wykonawca domaga się zwiększenia kwoty kontraktu. Sprawa trafiła do Prokuratorii Generalnej, jednak kwota roszczenia nie jest znana. Miasto, za dwuletnie opóźnienie, naliczyło wykonawcy karę – 157 mln zł.
Śmieci zamienia w energię i ciepło
Pierwsze, próbne spalanie odpadów zaczęło się pod koniec 2024. Przez cały ubiegły rok do utylizacji poszło ok. 200 tys. ton. To jednak dopiero początek. Instalacja można przetworzyć blisko 300 tys. ton, co stanowi jedną trzecią wszystkich odpadów komunalnych w Warszawie.
- Warszawska Wytwórnia Energii to jeden z najnowocześniejszych zakładów przemysłowych w tej części Europy, zbudowany bez złotówki wsparcia zewnętrznego. To 1,6 miliarda złotych zainwestowanych w niezależność energetyczną miasta i w przyszłość, w której odpady przestają być problemem, a stają się paliwem – mówił Rafał Trzaskowski, prezydent m.st. Warszawy. - Zamykamy obieg. Od teraz warszawskie odpady będą ogrzewać warszawskie domy – dodał prezydent Trzaskowski.
Śmieci, a dokładnie „czarne worki”, których nie da się wykorzystywać ponownie, zamieniane są na prąd. WWE prześle do sieci ok. 100 tys. MWh energii elektrycznej rocznie. To zużycie równe 50 tys. gospodarstw domowych. Zakład dostarcza też ok. 200 tys. MWh ciepła, które pozwoli na ogrzanie ok. 30 tys. mieszkań.
Dachy nowego obiektu pokryto zielenią (ok. 20 tys. mkw.) oraz łąką kwietną. W przyszłości wewnątrz uruchomione ma zostać centrum edukacyjne. Niestety, punkt widokowy – umieszczony w kominie, na wysokości 70 metrów, pozostaje niedostępny. To efekt nowych obostrzeń dotyczących infrastruktury krytycznej. Gdy tylko przepisy zostaną „rozluźnione” MPO chce uruchomić tę atrakcję. Na razie budynki można oglądać z zewnątrz – nocą spalarnia jest podświetlana na różne kolory.