Bułgaria w strefie euro - rząd obiecywał pomoc na każdym etapie
Bułgarska debata na temat wprowadzenia w ich kraju waluty euro niespecjalnie zdawała się różnić od tych, które standardowo występują w takich przypadkach. Główną obawą były tutaj prognozy dotyczące podwyżek cen, które miały oczywiście wystąpić we wszystkich częściach gospodarki. Przeciwnikiem wprowadzenia nowej waluty nie brakowało. W gronie tym znalazł się - poza szeregiem bardziej narodowych partii - także prezydent Bułgarii, Rumen Radew.
Mimo wszystko bułgarscy politycy zapewniali, że państwo będzie robić wszystko, aby zagwarantować obywatelom bezpieczeństwo i bezproblemowy proces adaptacji kraju do nowej waluty. Pomoc ta także ma objawiać się już po samym wydarzeniu tak, aby poradzić sobie zapewne z wyzwaniami, które niesie ze sobą zmiana waluty. W ostateczności miało to doprowadzić do sytuacji, w której Bułgarzy nie tylko będą spokojni o ceny, ale też o swoje oszczędności.
I część osób rzeczywiście te zapewnienia mogły uspokoić, zwłaszcza że ewentualne fiasko może doprowadzić do gospodarczej katastrofy całego kraju. Okazuje się jednak, że nie wszystko poszło zgodnie z planem.
Euro po bułgarsku, czyli pierwsze przypadki manipulacji cenami
Jedną z rzeczy, przed którą ostrzegali eksperci, było zjawisko manipulowania cenami przez sprzedawców. Taki scenariusz niestety się ziścił, bo według niektórych doniesień, w niektórych częściach kraju dało się zauważyć próby sztucznego podwyższania cen w związku ze zmianą waluty. A jak w ogóle zostało to dostrzeżone?
Serwis novonite.com, powołując się na Bogomila Nikolova ze Stowarzyszenia Akrytwnych Konsumentów, zwraca uwagę, że popularnej sieci sklepów jeden z popularnych rodzajów chleba podrożał w zaledwie dwa dni o 33%. Mowa o wzroście z 0,89 lewa (około 0,46 euro) do 1,19 lewa (0,61 euro). Jest to dość duży wzrost, którego - zdaniem serwisu - naprawdę trudno uzasadnić. Jeszcze dobitniej widać to w przypadku zamawiania pizzy.
Ten dość popularny posiłek okazuje się aktualnie dwa razy droższy, niż sugerowałby to oficjalny kurs wymiany walut. Co jest jeszcze bardziej kuriozalne, to fakt, że przed wejściem euro to samo danie kosztowało czterokrotnie mniej, niż teraz. To pokazuje ewidentny przykład tego, jak daleko mogą zajść przedsiębiorcy w przypadku manipulacji cen, korzystając z dogodnych dla siebie warunków. Na tym się jednak nie kończy, bo dalsze obserwacje wykazały, że podobne działania da się zauważyć w przestrzeni internetowej i zakupach online. Przykładem jest tutaj cena zwykłych pudełek do przechowywania, które także zaliczyły także wzrost ceny o 100%.
Jest to o tyle ciekawe, że w kontekście prawnym Bułgaria zabezpieczyła się przed takim wzrostem cen. Przepisy prawne jasno zakładają granice i każda nieuzasadniona podwyżka może być karana. Tutaj mowa o nałożeniu grzywny w wysokości do nawet 51 tysięcy euro. Mimo wszystko niektórych przedsiębiorcom to nie przeszkadza i w tej sytuacji mimo wszystko próbują windować ceny.
Kiedy euro w Polsce? Rząd dostosowuje się do opinii publicznej
W obliczu tego można zacząć zastanawiać się, jak będzie wyglądała sytuacja Polski, jeśli w pewnym momencie stanie w obliczu przyjęcia tej waluty. W końcu był to jeden z warunków akcesyjnych, dzięki któremu nasz kraj w ogóle wszedł w struktury UE.
Na razie jednak w ogóle się na to nie zanosi i to w przypadku każdej ze stron. Według badania IBRiS aż 62% Polaków sprzeciwia się przyjęciu euro w ciągu najbliższej dekady. Wielu z nas postrzega bowiem to zjawisko jako ryzyko drastycznego pogorszenia się stanu gospodarki, która i tak zaczęła łapać poważną zadyszkę.
Wobec tego pomysł przyjęcia euro nie ma swoich zwolenników w polskim Sejmie, a przynajmniej nikt nie mówi tego głośno. Widać bowiem, że nasi przedstawiciele w rządzie chcą dostosować się do nastrojów społecznych, nie ryzykując przy tym utratą poparcia.
Wreszcie, jakakolwiek dyskusja tego rodzaju w aktualnej sytuacji nie ma sensu, bo nie spełniamy ku temu konkretnych wymagań. Nasz kraj aktualnie objęty jest unijną procedurą nadmiernego deficytu i nie mamy też odpowiedniej stabilności fiskalnej. Według prognoz w 2029 roku deficyt sektora finansów publicznych spadnie do progu 4,7 procent, a to nadal zbyt dużo, aby pozwolić sobie na wejście do strefy euro.
Dla Polaków więc scenariusz sztucznego podbijania i manipulacji wydaje się więc dosyć nierealny. Jest to coś, czego raczej nie powinniśmy się obawiać, bo rozmowy o "polskim euro" zahamowane zostały na dość długi czas.