Merz przyznaje, że odejście od atomu było błędem
Podczas środowego przyjęcia, niemiecki kanclerz z ramienia CDU - Friedrich Merz - zdobył się na gorzką refleksję dotyczącą energetycznych decyzji poprzednich rządów. Przyznał on wprost, że decyzja o sukcesywnym wycofywaniu się Niemiec z energetyki jądrowej było błędem, który jest wyjątkowo kosztowny dla całej gospodarki.
Kanclerz wprost przyznał, że chciałby "ponownie mieć akceptowalne ceny rynkowe za produkcję energii i nie musieć stale dotować cen z budżetu federalnego". Otwarcie też przyznał, że nawet gospodarka taka jak Niemcy nie jest w stanie dofinansowywać cen energii w dłuższej perspektywie czasu.
Samo dotowanie cen energii to tylko jeden z problemów tego niemieckiego kryzysu. Nasi zachodni sąsiedzi zreflektowali się i przeprowadzają odpowiednią dla nich transformację, która - ku braku powszechnego zdziwienia - okazuje się trudna i droga, nawet jak na Niemcy.
Merz wskazuje winnych aktualnego niemieckiego problemu energetycznego
W trakcie przemówienia nie obyło się także wymieniania osób, które odpowiedzialne są za to, w jakim stanie znalazła się Niemiecka gospodarka. Merz za wysokie koszty energii i problematyczną transformację obwinia rządy CDU pod przewodnictwem ówczesnej kanclerz, czyli Angeli Merkel. Decyzję o wycofywaniu się z atomu traktuje jako "poważny strategiczny błąd".
To zaś postawiło aktualny rząd przed trudną sytuacją, w której muszą skorygować działania poprzedników, ale nie jest to wcale zadanie łatwe, bo aktualnie u naszych zachodnich sąsiadów brakuje wystarczających mocy wytwórczych. To stawia przed nimi ogromne wyzwanie, z którym muszą się zmierzyć, jeśli chcą zachować jakąkolwiek konkurencyjność swojej gospodarki.
Jednocześnie kanclerz Merz zapowiedział, że wkrótce rząd uzyska wszystkie niezbędne pozwolenia i będzie mógł rozpoczynać proces odwracania skutków polityki poprzednich włodarzy. Rządzący zakładają powstanie nowej infrastruktury, ale nie wykluczają też, że będą w stanie skorzystać ze starych sieci, a tego poprzedni rząd Niemiec nie chciał zrobić.
Niektóre sektory gospodarki Niemiec są w "krytycznym stanie"
Nie jest to pierwsza sytuacja, w której niemiecki kanclerz dosyć krytycznie odnosi się do sytuacji gospodarczej swojego kraju. W noworocznym liście do koalicjantów wprost napisał, że bez reform jego kraj nie wyjdzie z kryzysu. Wskazał on, że gospodarcze ożywienie musi być dla rządzących priorytetem, a sytuacja niektórych sektorów gospodarki jest "krytyczna".
Celem kanclerza jest "radykalna poprawa warunków" dla prowadzenia działalności gospodarczych. Jak wskazuje, tylko w takich warunkach w ogóle możliwe jest myślenie o tym, że gospodarka zacznie rosnąć i wyjdzie z zadyszki, którą złapała. Dzięki temu możliwe będzie nie tylko zachowanie dotychczasowych miejsc pracy (które w Niemczech się ostatnio kurczą), ale także umożliwienie powstawania nowych.
Faktem jest, że stagnacja naszych zachodnich sąsiadów, których wyjście z covidowego dołka zahamowała wojna na Ukrainie, dobija ichniejszą gospodarkę - powoli, ale skutecznie. Widać to po prognozach wzrostu na 2026 roku, które według instytutu Ifo, które zakładają wzrost PKB na poziomie 0,8 procent, podczas gdy rząd nadal zakłada optymistyczne 1,3 procenta.