Nielegalne wprowadzanie wód opadowych do kanalizacji sanitarnej stało się w wielu miastach poważnym problemem. Samorządy alarmują, że skala zjawiska rośnie, a skutki bywają kosztowne i niebezpieczne.

Dlaczego to takie groźne?

Jak tłumaczą specjaliści, kanalizacja sanitarna nie jest przystosowana do odbioru dużych ilości wód opadowych. Ma mniejsze średnice rur niż kanalizacja deszczowa, dlatego w czasie intensywnych opadów system może zostać przeciążony.

Efekt? Podtopienia, cofki ścieków, awarie infrastruktury i uszkodzenia urządzeń. Wody opadowe niosą ze sobą piasek, kamienie i inne zanieczyszczenia, które przyspieszają zużycie elementów sieci. Rośnie również zużycie energii elektrycznej, ponieważ oczyszczalnie i przepompownie muszą radzić sobie z dodatkowymi ilościami wody. To z kolei przekłada się bezpośrednio na koszty funkcjonowania systemu i cenę odbioru ścieków sanitarnych.

Samorządy podkreślają, że „nadprogramowe” obciążanie kanalizacji sanitarnej wodą deszczową to nie tylko kwestia przepisów, lecz także realne zagrożenie dla mieszkańców i miejskiej infrastruktury.

Kontrole z użyciem dymu

W odpowiedzi na rosnącą skalę problemu wiele gmin rozpoczęło zmasowane kontrole. Jak informuje portalsamorzadowy.pl, jedną z metod stosowanych przez Przedsiębiorstwo Inżynierii Komunalnej w Pszczynie jest tzw. próba dymowa.

Na czym polega? Specjaliści wtłaczają dym do studzienki kanalizacyjnej, a następnie obserwują czy wydostaje się on przez przydomowe rynny, kratki odwodnieniowe lub inne elementy instalacji. Jeśli tak się dzieje, oznacza to nielegalne połączenie systemu odprowadzania deszczówki z kanalizacją sanitarną.

Wytwornica produkuje białą mgłę z roztworu płynu posiadającego odpowiednie atesty do stosowania w pomieszczeniach zamkniętych. Jak podkreślają przedstawiciele spółek komunalnych, dym jest bezwonny i nieszkodliwy dla ludzi oraz zwierząt.

Najpierw wezwanie, potem kara

Co dzieje się po wykryciu nielegalnego podłączenia? Jak wyjaśnia portalsamorzadowy.pl, w pierwszej kolejności właściciel posesji otrzymuje pismo zobowiązujące do trwałego odcięcia nielegalnego odprowadzenia wód opadowych.

Następnie musi zagospodarować deszczówkę w inny sposób – na przykład poprzez wykonanie drenażu rozsączającego, montaż zbiornika do gromadzenia wody wykorzystywanej do podlewania ogrodu albo podłączenie instalacji do kanalizacji deszczowej, jeśli taka sieć istnieje.

To jednak łagodniejszy scenariusz. W przypadku uporczywego łamania przepisów sprawa może zakończyć się grzywną sięgającą nawet 10 tysięcy złotych. Samorządy nie ukrywają, że będą konsekwentnie egzekwować przepisy, bo stawką jest bezpieczeństwo mieszkańców i sprawność całego systemu kanalizacyjnego.

Kontrole mają być kontynuowane, a próby dymowe – jak zapewniają spółki komunalne – prowadzone systematycznie w kolejnych rejonach miast.