Co druga droga nie będzie na czas. Kto jest winny?

Aż 146 z 286 inwestycji drogowych jest opóźnionych – dowiedział się „Forsal”. GDDKiA wydłuża co drugi kontrakt o co najmniej pół roku. Chodzi o budowę dróg ekspresowych i autostrad. Sytuacja jest niepokojąca, tym bardziej że w większości przypadków opóźnienia nie wynikają z winy wykonawców.

Główną przyczyną problemów, jak podaje Ministerstwo Infrastruktury, są opóźnienia urzędów w wydawaniu decyzji ZRID. To kluczowy dokument, który pozwala m.in. na zajęcie nieruchomości i faktyczne rozpoczęcie prac. Budowę stopują także ciągnące się badania archeologiczne. Skrajnym przykładem jest tu droga z Warszawy nad Zegrze (DK 61), nad którą prace ciągną się od 2020 roku.

Ponad rok czekania na zgodę

Ponurym standardem jest czekanie ok. 12–14 miesięcy na uzyskanie decyzji ZRID. Jak słyszymy od przedstawiciela branży, zdarzają się przypadki, gdy potencjalny wykonawca czeka ponad dwa lata. To znacząco hamuje cały proces inwestycyjny.

„Jeśli chodzi o kwestie dotyczące działań planowanych w celu skrócenia czasu przygotowania i realizacji inwestycji drogowych, Ministerstwo Infrastruktury na bieżąco dokonuje oceny funkcjonującego systemu budowy dróg. Trzeba jednak pamiętać, że jest on złożony, a część tego procesu leży poza kompetencjami resortu infrastruktury” – odpowiada Stanisław Bukowiec, wiceminister, w odpowiedzi na pytania radnego.

Jak dodaje, to nie ministerstwo odpowiada za decyzje administracyjne. Resort – jak czytamy – nie ma też wpływu na prawo zamówień publicznych ani na liczne protesty i odwołania. Bukowiec zaznacza, że protesty mają swoje dobre strony, ponieważ wskazują „na demokratyczność całego procesu”, ale z drugiej strony znacznie go wydłużają.

Ekspert: „Instytucje są niemal kompletnie sparaliżowane”

– Zdecydowana większość opóźnień, liczonych w latach, jakie obserwujemy na kontraktach typu „projektuj i buduj”, ma swoją genezę jeszcze zanim ruszą roboty budowlane. Przyczyną jest znacząco zbyt długie oczekiwanie na wydanie decyzji ZRID, która łączy w sobie podziały nieruchomości, wykupy gruntów i pozwolenia na budowę. Ustawowo na wydanie decyzji jest teoretycznie 90 dni, ale nie wlicza się do tego okresu tzw. ponownej oceny oddziaływania na środowisko, za którą odpowiada RDOŚ – mówi „Forsalowi” Daniel Radomski, ekspert ds. budownictwa i projektant drogowy.

Jak wspomina, średni czas oczekiwania na ZRID to ponad rok. Kolejnym „hamulcowym” są Wody Polskie, czyli instytucja procedująca pozwolenia wodnoprawne. Niektóre urzędy wojewódzkie, jak zauważa Radomski, oczekują takiego pozwolenia wraz z wnioskiem o ZRID, co jeszcze bardziej opóźnia cały proces.

Wisienką na torcie jest zaś przeciągające się latami procedowanie odwołań od DŚU (decyzja środowiskowa – red.) w sądach administracyjnych. Instytucje państwowe są tutaj niemal kompletnie sparaliżowane. Politycy kolejnych rządów zamiast podjąć próbę naprawy problemów systemowych, dolewają tylko oliwy do ognia w postaci tworzenia kolejnych specustaw, z kolejnymi drogami „na skróty”. W efekcie mamy dziś inne zasady wywłaszczeń pod drogi, inne pod CPK, a jeszcze inne przy inwestycjach energetycznych. Społeczeństwo nie jest w stanie się w tym połapać, co zwiększa skalę negatywnych reakcji – dodaje Radomski.

Co ciekawe, ministerstwo wspomina o tym, że pewnego rodzaju uproszczenia administracyjne są wdrażane właśnie za pośrednictwem specustaw. We wspomnianej interpelacji wiceminister Bukowiec przyznaje, że resort analizuje możliwość usprawnienia tego procesu. „Musimy (jednak – red.) uważać, aby uproszczenia nie były odbierane jako sprzeczne z przepisami dotyczącymi ochrony środowiska czy dostępu do informacji lub konsultacji” – czytamy.