Zasady ładu korporacyjnego? Lubię. Dzięki zapisaniu w regulaminie giełdy formuły „stosuj lub wyjaśnij”, możemy się szybko dowiedzieć, które zasady są lub nie są stosowane. Cenię umiejętność powiedzenia „nie”. Ale tylko z wyprzedzeniem, gdy firmy zawczasu informują, że niektórych zasad trwale nie będą stosowały. Potencjalni inwestorzy o tym wiedzą i mogą to uwzględnić w swoich wycenach - pisze w opinii Artur Sierant.
Problem zaczyna się, gdy spółka przyjęła wybrane zasady corporate governance i później nagle informuje, że nie będzie ich stosowała. Bo obowiązek poinformowania o tym, że właśnie się jakiejś zasady nie zastosowało, działa jak punktowy reflektor. Jest on skierowany dokładnie na tę jedną spółkę. Podjęcie decyzji o odstąpieniu od zasad przynosi więc efekt odwrotny do zamierzonego, gdyż nagle wszyscy dowiadują się, „że jest sprawa”.
W ostatnim dniu czerwca odbyło się zwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy Zakładów Chemicznych Police. Zaczęło się standardowo, czyli od wyboru przewodniczącego. Ale następne głosowanie było już niespodzianką. Wpłynął wniosek od zarządu – a został on poparty przez głównego akcjonariusza (Grupa Azoty) – o wykluczenie z obecności na zgromadzeniu tej spółki mediów. Z rozkładu głosów wynika, że za wykluczeniem dziennikarzy głosowały tylko Azoty, inwestorzy finansowi wstrzymali się zaś od głosu.
Na stronie internetowej Radia Szczecin można znaleźć krótki filmik. Gdy dziennikarka zapytała: „A czy mają państwo coś do ukrycia?”, usłyszała: „W żadnym wypadku! Jest dokładnie odwrotnie. Uchwała została podjęta, mając na uwadze dobro spółki, interes grupy, jak również poszczególnych akcjonariuszy”. Robi się ciekawie, pomyślałem. Oto dla dobra drobnych akcjonariuszy utajnia się obrady. A zaledwie dziesięć dni wcześniej w komunikacie samych Azotów znalazło się następujące sformułowanie: „Realizacja polityki w zakresie komunikacji z rynkiem i przekazywanie naszym akcjonariuszom wszelkich informacji niezbędnych do podejmowania decyzji inwestycyjnych jest jednym z priorytetów Grupy Azoty, zapewniającym transparentność jej działań oraz szeroki dostęp do informacji”. Teraz nie wiem, czy chodziło o Grupę Azoty jako spółkę matkę (bo w cytowanym komunikacie zabrakło „SA”), czy o Grupę Azoty jako grupę kapitałową wraz z podmiotami zależnymi (bo tam ta polityka w zakresie komunikacji różni się od powyższego zapisu).
Pierwszą rzeczą, jaką zrobią dziennikarze, będzie kupienie jednej akcji i rejestrowanie swojego udziału na kolejnych walnych zgromadzeniach. Pojawią się ponownie, ale już jako akcjonariusze. To jest bardzo stare rozwiązanie, które stosowaliśmy, nim wprowadzono zasady ładu korporacyjnego. Pamiętam, jak taką gorącą spółką było PZU i... wszyscy dziennikarze mieli po jednej akcji. Podobnie posiadania i zarejestrowania akcji wymagało wejście na zgromadzenia Elektrimu czy Universalu. Później te pojedyncze akcje przydawały się, gdy spółki były wycofywane z obrotu i można było poprosić o ich wydanie w formie papierowej – do powieszenia na ścianie. Było to możliwe przed wprowadzeniem instytucji przymusowego wykupu. Ale to temat na inny felieton.
Gdy na kolejnym zgromadzeniu pojawią się dziennikarze akcjonariusze, to jak sądzę, zostanie zgłoszony inny wniosek. Tym razem zakazujący robienia zdjęć oraz nagrywania przebiegu posiedzenia. Podpowiem – a pomysł wyniosłem z kina – że w amerykańskich sądach problem zakazu robienia zdjęć rozwiązano przez zatrudnianie sprawozdawców, którzy... robią rysunki. I to one później są prezentowane w mediach. Można oczywiście zakazać robienia rysunków i notatek, a nawet odbierać laptopy, tablety i telefony komórkowe. Ale co zrobić z guzikami od sukienki albo z inteligentnymi okularami?
Coś się w Policach dzieje niedobrego: zmiany w zarządzie, zmiany w radzie nadzorczej, przeszacowania aktywów i odstąpienie od ich przeszacowania, utajnianie obrad walnego zgromadzenia „dla dobra akcjonariuszy”. Do tego gorący Senegal, złoża fosforytów i wyścig po nowe koncesje. Komunikaty tej spółki to scenariusz do niezłej książki sensacyjnej. Mam nadzieję, że nie jest to książka szpiegowska. ⒸⓅ
Dziennik Gazeta Prawna