Forsal logo

Czy mieszkania pójdą w górę przed końcem 2027 roku? Kupujący obawiają się ruchów deweloperów

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
43 minut temu
TBS budownictwo nieruchomości mieszkanie
Czy mieszkania pójdą w górę przed końcem 2027 roku? Kupujący obawiają się ruchów deweloperów/Forsal.pl
Końcówka 2027 roku może sprzyjać podejmowaniu decyzji związanych z zakupem mieszkania. Wielu chce w ten sposób zapewnić sobie własne mieszkanie jeszcze przed początkiem nowego roku. Niektórzy jednak obawiają się, że na ostatniej prostej ceny nieruchomości pójdą do góry. Czy jednak jest się czego obawiać?

Solidne miesiące wakacyjne i uspokojenie na koniec - tak rynek widzą deweloperzy

Dane przedstawione przez serwis Tabelaofert, które opisane zostały przez "Rzeczpospolitą", pokazują, że deweloperzy z 7 największych miast i aglomeracji (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto i Łódź i aglomeracja katowicka) w okresie od lipca do września dali znaleźli łącznie 12,9 tys. kupujących na lokale, które mieli w swojej ofercie. Dane te pokrywają się z tymi, które przedstawił portal Otodom.pl, według którego mieszkań w tych miastach sprzedało się około 13 tysięcy. Wyniki te są nie tylko wysokie, ale przede wszystkim zaskakujące, ponieważ akurat na ten okres spodziewano się zwolnienia tempa sprzedaży ze względu na wakacje.

Według Indeksu Zmiany Tempa Sprzedaży w 2026 roku w sierpniu wskaźnik deweloperów pozytywnie nastawionych co do zmian tempa sprzedaży uplasował się na poziomie 0,53 w stosunku o 0,26 w lipcu. Dane za październik pokazują, że wskaźnik ten uplasował się na pułapie 0,15. Z drugiej strony, odsetek tych, którzy liczyli na dalsze przyśpieszenia, spadł z 40 do 30 niecałych 30%. Najwięcej deweloperów spodziewa się jednak, że tempo sprzedaży utrzyma się na tym samym poziomie (ok. 55%).

Popyt rośnie, ale ceny stoją w miejscu

W takiej sytuacji rosnąca sprzedaż z okresu letniego powinna przełożyć się także na kwestie cen mieszkań, czyli, innymi słowy, powinny pójść do góry. Okazuje się jednak, że nic takiego nie ma miejsca, bo autorzy indeksu podkreślają, że nie zauważyli żadnych oznak presji cenowej. Co bardzo ciekawe, nawet same firmy nie spodziewają się zbyt wielkich zmian, bo zaledwie 16,4% z nich zakłada wzrost cen. Skąd jednak to kontrintuicyjne zachowanie rynku?

Przede wszystkim z aktualnej sytuacji na rynku, która - wbrew pozorm - nie rozpieszcza deweloperów. Aktualnie w sprzedaży jest wyjątkowo dużo mieszkań, więc kupujący mają szersze możliwości wybrania oferty, która odpowiada im najbardziej. W takich warunkach trudno jest jednocześnie zachęcać kupujących do swoich ofert, jednocześnie podnosząc ceny swoich mieszkań. Do tego dochodzi także kwestia tego, że sami kupujący stali bardziej wymagający. Aktualnie nie wystarczy samo mieszkanie, bo coraz bardziej liczą się takie kwestie jak lokalizacja, metraż, cena całkowita i wysokość miesięcznej raty. Zasada jest prosta, jeśli klientów po prostu nie stać na raty kredytów, to mieszkanie po prostu się nie sprzeda.

Na rynku działają dziś dwie przeciwstawne siły. Z jednej strony mamy bardzo dużą ofertę mieszkań, klientów oczekujących rabatów i deweloperów, którym zależy na sprzedaży gotowych lokali. To ogranicza przestrzeń do podnoszenia cen. Z drugiej strony wysokie ceny gruntów i rosnące koszty realizacji nowych inwestycji ograniczają możliwość ich obniżania. Dlatego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe miesiące pozostaje stabilizacja cen. Po bardzo dobrych wakacjach rynek dostał dwa nowe czynniki ryzyka: perspektywę droższego kredytu i wzrost napięcia geopolitycznego.

- Robert Chojnacki, założyciel portalu mieszkaniowego Tabelaofert

Z drugiej strony wielu deweloperów jest po prostu w impasie, bo z drugiej strony rosnące ceny gruntów i samych budów niespecjalnie sprzyjają obniżkom cen. Z tego też powodu wiele osób spodziewa się, że w aktualnej formie rynek się po prostu ustabilizuje.

Ceny stabilne, ale nie niższe

Choć stabilizacja cen brzmi obiecująco, to jednak nie należy podchodzić do tego z przesadną ekscytacją. Trzeba bowiem podchodzić do nich z odpowiednim dystansem i pamiętać, że cały czas mowa nie tyle o obniżkach, a stabilizacji. Te dodatkowo odnoszą się do aktualnych ofert, które już od jakiegoś czasu są na rynku. Zupełnie inaczej wyglądać może sytuacja nowych ofert, które trafią do sprzedaży w najbliższym czasie.

Jeśli tylko w ofertach inwestorów pojawiać się będą nowe i droższe mieszkania, a dotychczasowe będą się sprzedawać, to możemy być świadkami tzw. pełzającego wzrostu cen mieszkań. Takie warunki nie są szczególnie optymistyczne dla kupujących, zwłaszcza jeśli podczas takiej stabilizacji z rynku zniknie wiele tańszych mieszkań.

Źródło: forsal.pl
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Przemysław Paterek
Przemysław Paterek

Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor zawodu i pasji. Zajmuje się tematami technologicznymi, branżą gier oraz nowymi mediami. Wolne chwile lubi spędzać nie tylko przy grach, ale także na odkrywaniu i analizowaniu fikcyjnych światów, ewentualnie na składaniu komputerów.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraCzy mieszkania pójdą w górę przed końcem 2027 roku? Kupujący obawiają się ruchów deweloperów »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj