„Ideologicznie Chiny są blisko Łukaszenki, a propagandowo popierają autorytarny reżim tłumiący protesty, ale oba te wymiary nie skłonią ich do realnego wspierania Łukaszenki. Nie widzą w tym wyraźnego interesu dla siebie. To nie jest dla nich region o strategicznym charakterze, lecz strefa wpływów Moskwy” – ocenił Jakóbowski w rozmowie z PAP.

Łukaszenka rozwijał w ostatnich latach kontakty z Pekinem, poszukując przeciwwagi dla zależności od Moskwy. Chiny uznają natomiast Białoruś za istotny element Inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI), flagowego projektu polityki zagranicznej przywódcy ChRL Xi Jinpinga. Według chińskich mediów chińsko-białoruski park przemysłowy pod Mińskiem, znany jako „Wielki Kamień”, jest jednym z największych takich projektów realizowanych przez Chiny za granicą. Przez Białoruś przechodzi też zdecydowana większość połączeń kolejowych pomiędzy Chinami a krajami UE, w tym Polską.

„Jeśli (pod wpływem protestów na Białorusi) nastąpi zmiana rządu na korzyść opozycji, mogłoby to potencjalnie stanowić problem dla tamtejszych projektów Pasa i Szlaku, zwłaszcza, jeśli następny rząd zacznie się zbliżać do Zachodu” – ocenił politolog z Uniwersytetu w Tromso Marc Lanteigne, cytowany przez dziennik „South China Morning Post”.

Z kolei zdaniem Jakóbowskiego Pekin jest jednak generalnie niezadowolony ze współpracy ekonomicznej z Mińskiem, a politycznie uznaje Białoruś – podobnie jak Ukrainę - za strefę wpływów Moskwy, i nie będzie chciał wchodzić Rosji w drogę, jeśli ta zechce wykorzystać niestabilność, by wymusić głębszą integrację.

„Obecność gospodarcza Chin na Białorusi jest poważnie nadmuchana, zarówno przez Łukaszenkę, który potrzebuje politycznej dźwigni, jak i przez Xi Jinpinga, który łaknie sukcesu BRI” – ocenił ekspert w komentarzu w mediach społecznościowych. Zaznaczył, że łączna suma pożyczek udzielonych Białorusi przez Chiny to około 3,5 mld dolarów, w porównaniu z 62,5 mld dolarów pożyczonych Wenezueli.

Reklama

„Jedynym elementem BRI, który rzeczywiście całkowicie zależy od Białorusi, są kwitnące połączenia kolejowe UE-Chiny, spośród których ponad 90 proc. przechodzi przez Białoruś. Jeśli zostaną one wstrzymane, może to uderzyć w chiński sektor logistyczny, a wiele europejskich (głównie niemieckich) łańcuchów wartości będzie zakłóconych” – napisał Jakóbowski.

Xi jako jeden z pierwszych przywódców pogratulował Łukaszence „zwycięstwa w wyborach” prezydenckich z 9 sierpnia. Później jednak chińscy urzędnicy nie komentowali sytuacji na Białorusi aż do 19 sierpnia, gdy rzecznik chińskiego MSZ Zhao Lijian odniósł się do tej sprawy na briefingu prasowym.

Zhao zaznaczył, że Chiny „szanują drogę rozwoju wybraną przez Białorusinów” i ich „wysiłki na rzecz utrzymania niepodległości” kraju. „Jako dobry przyjaciel i partner, nie chcemy chaosu na Białorusi. Sprzeciwiamy się próbom wywołania podziałów i niepokojów na Białorusi przez obce siły. Chiny mają nadzieję i wierzą, że Białoruś utrzyma stabilność polityczną i spokój społeczny we własnym zakresie” – powiedział.

Według Jakóbowskiego wypowiedź MSZ sugeruje, że Chiny postrzegają niepokoje na Białorusi jako próbę zewnętrznej destabilizacji kraju przez Zachód. „Stonowany i oszczędny przekaz wskazuje, że mimo wyrazów poparcia Pekin nie jest zainteresowany bezpośrednim dyplomatycznym wsparciem reżimu Łukaszenki, o czym świadczy również brak oficjalnych wypowiedzi w pierwszych dniach protestów” – ocenił w Jakóbowski w analizie opublikowanej przez Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW).

Państwowe chińskojęzyczne media w ChRL wspominają wprawdzie o niepokojach na Białorusi, ale relacjonują głównie wiece poparcia dla Łukaszenki. Anglojęzyczny chiński tabloid „Global Times” sugeruje natomiast, że za protestami stoją „siły Zachodu”, dla których „obalenie Łukaszenki byłoby uderzeniem w Rosję”.

Według Jakóbowskiego gdyby w Mińsku doszło do zmiany władzy, a nowy rząd zyskałby poparcie Moskwy, również Pekin zakończyłyby swoją „wieczną przyjaźń” z Łukaszenką. Jeśli natomiast dojdzie do rzeczywistej demokratyzacji, Chiny nie zaakceptują takiego wyniku, gdyż będzie on sprzeczny z interesami Rosji, oraz dlatego, że komunistyczny rząd w Pekinie niechętnie odnosi się do demokratycznych przemian na świecie, widząc w nich zagrożenie dla siebie.

Zwycięstwo protestujących oznaczałby dalsze promowanie przez władze Chin narracji o „kolorowej rewolucji” i ingerencji Zachodu w obalanie systemu autorytarnego na Białorusi. Zapewne doszłoby również do ochłodzenia dwustronnych stosunków, po części z powodów polityczno-ideologicznych, a po części z praktycznych, ponieważ Chinom łatwiej jest współpracować z Łukaszenką na ich własnych warunkach ze względu na charakter reżimu, który stworzył – ocenił specjalista z OSW.