10 kwietnia 1862 r., rok po rozpoczęciu wojny secesyjnej, prezydent Abraham Lincoln podpisał proklamację o emancypacji przyznającą wolność amerykańskim niewolnikom. W tamtym momencie nie miała ona jednak dużego znaczenia praktycznego. Skonfederowane Stany Ameryki wciąż uważały się za oddzielne państwo, dowódca wojsk Południa gen. Robert Lee nieźle radził sobie na froncie, a głowa nowego państwa, które odłączyło się od Unii – Jefferson Davis – nie miał zamiaru poddawać się dyktatom Waszyngtonu. Faktyczna abolicja nastąpiła dopiero w grudniu 1865 r., już po zakończeniu wojny i śmierci Lincolna, wraz z ratyfikacją przez Kongres 13. poprawki do konstytucji znoszącej niewolnictwo na terenie całych USA. Wizja abolicjonistów z Północy (tam niewolnictwo obalono już w 1790 r.) zakładała, że z wojennej pożogi wyłoni się Ameryka, o jaką chodziło ojcom założycielom i twórcom konstytucji: kraj ludzi wolnych i równych wobec prawa. A tym samym dyskryminacja rasowa trwająca prawie 400 lat dobiegnie końca.

Czarne kodeksy

Nikt się jednak nie łudził, że przegrane stany pogodzą się z nowym porządkiem. Stawką był w końcu model gospodarczy i społeczny, który stanowił ważny element tożsamości konfederatów. W przeciwieństwie do Północy, która intensywnie się uprzemysławiała i urbanizowała, Południe wciąż zasadzało się na feudalnym systemie plantacyjnym obsługiwanym przez niewolników. Skalę darmowej siły roboczej dobrze pokazuje spis ludności z 1860 r. W całej Ameryce mieszkało wówczas około 26 mln osób. 4,4 mln, czyli niemal 17 proc. populacji, stanowili Afroamerykanie. Tylko około 400 tys. z nich było ludźmi wolnymi, w większości osiedlonymi na Północy kraju. Reszta była na własność przypisana do południowych latyfundystów.

Już w październiku 1865 r. legislatura stanowa Mississippi przegłosowała tzw. czarny kodeks (Black Codes) – zestaw praw regulujących życie wyzwoleńców. Jak argumentowali ich autorzy, służyły one temu, by „chronić nas oraz nasz stan przed złem, jakie może wyniknąć z ich nagłej emancypacji” (Laws of the State of Mississippi, 1865). Rzeczywisty cel był całkiem inny. – Chodziło wyłącznie o to, by zmusić wyzwoleńców do dalszej pracy na plantacjach w warunkach bardzo zbliżonych do niewolnictwa. Kodeks był niemal kopią funkcjonujących wcześniej rozporządzeń dotyczących traktowania niewolników – wyjaśnia prof. Eric Foner, historyk z Uniwersytetu Columbii, autor wielu publikacji na temat niewolnictwa w USA.

Blokowanie wyzwoleńcom drogi do ekonomicznej niezależności odbywało się na wiele sposobów. Przede wszystkim ograniczono im prawa do nabywania ziemi i nieruchomości, zakładania firm oraz korzystania z obiektów publicznych. Czarny kodeks w Luizjanie stanowił: „Każdy czarnuch musi pozostawać na stałe na służbie u człowieka białego, np. swego byłego właściciela, który odpowiada za jego zachowanie (…), Czarnuch nie ma prawa samodzielnie wynajmować ani kupować domu w okręgu, z którego pochodzi. Złamanie tego prawa grozi natychmiastowym wyrzuceniem z lokalu i utratą pracy. Za wynajem lub odstąpienie domu czarnuchowi grozi grzywna w wysokości pięciu dolarów”.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP