Miliardy z KPO dla kolejarzy
Każda z kluczowych spółek należących do PLK S.A. raportuje rekordowe wyniki. Nawet Trakcja S.A., która przechodziła restrukturyzację, wychodzi na prostą. Jej giełdowy kurs wzrósł z 1,80 zł w lutym 2024 roku do obecnych 3,45 zł, choć wcześniej przekraczał nawet 4 zł.
Jak słyszymy, to efekt Krajowego Planu Odbudowy (KPO), który „wpompował” w kolej aż 11 miliardów złotych. Kilkanaście procent z tej puli otrzymały spółki zależne PLK S.A. To podmioty zajmujące się przede wszystkim budową i naprawą infrastruktury, czyli Trakcja S.A., ZRK DOM Poznań, PPM-T Gdańsk, PNUiK Kraków i Dolkom Wrocław. Dlaczego państwowa spółka nie zleca tych zadań na zewnątrz?
Po co PLK spółki zależne?
– Rozwój spółek zależnych nie stoi w sprzeczności z rozwojem rynku budowlanego. 80 proc. prac realizują spółki spoza grupy PLK – przekonuje Piotr Wyborski, prezes PLK S.A. Następnie wymienia między innymi tzw. odporność.
To hasło odmieniane na kolei przez wszystkie przypadki. Można je zdefiniować jako zdolność do szybkiej naprawy infrastruktury. Wyborski podał przykład katastrofy kolejowej w Sokolnikach. W ciągu 72 godzin udało się w pełni naprawić infrastrukturę i usunąć wraki. Zlecenie takiej akcji firmie zewnętrznej nie dawałoby szans na osiągnięcie takiego wyniku.
Drugim powodem jest jednak bolesna historia. W perspektywie unijnej 2007–2013 PLK nie była w stanie zrealizować wielu inwestycji, na które przyznano jej środki z Unii Europejskiej. Wówczas pieniądze te trafiły m.in. do Metra Warszawskiego, które budowało centralny odcinek drugiej linii. Teraz kolejarze nie chcą powtarzać tych błędów. W razie problemów i zatorów na rynku budowlanym będą mogli „ratować się” własnymi spółkami.
W tle pojawia się jeszcze jeden powód. Chodzi o trwającą wojnę hybrydową i możliwe akty dywersji na torach. PLK wzmocniła już monitoring całej sieci. Chce też być gotowa na szybkie naprawy – w tym zakresie bierze przykład z kolei ukraińskich.
Co dało KPO? 1274 km szybszych torów
Przy okazji omawiania projektów zrealizowanych dzięki pieniądzom z KPO kolejarze wymienili te, które poprawią komfort podróży już w najbliższym rozkładzie jazdy, obowiązującym od 13 grudnia 2026 roku.
Jak powiedział Piotr Wyborski, prezes PLK, na 1274 km torów pociągi pojadą szybciej. Największe zmiany dotyczą „Nadodrzanki” (linia kolejowa nr 273 Szczecin–Wrocław), ale także linii nr 3 (Poznań–Zbąszynek) oraz linii nr 1 (Koluszki–Częstochowa). Na tych odcinkach podniesiono prędkość do 140–160 km/h.
Największe zmiany dotyczą ciągnącego się od lat remontu Centralnej Magistrali Kolejowej (CMK). Od września 2027 roku pociągi będą jeździć tam z prędkością 250 km/h. Już teraz Intercity wyłączyło z regularnego kursowania dwa składy Pendolino, które nocami kursują tamtędy z taką prędkością w ramach ćwiczeń.
– Cel po rewizjach KPO wyniósł 500 km. Jednak faktyczne wykonanie to ponad 1,2 tys. km linii objętych pracami, na których mamy zmodernizowaną infrastrukturę – mówił Piotr Wyborski. Jak wylicza, zlikwidowano 41 „wąskich gardeł”, a w 63 lokalizacjach wdrożono zdalne sterowanie i urządzenia sterowania ruchem kolejowym.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
