Grecja

Grecja

źródło: Bloomberg / Kostas Tsironis

Pewnego poranka budzisz się i odkrywasz, że po Grecji nie ma już żadnego śladu. Brak elektryzujących newsów na stronach internetowych, żadnych wzmianek o problemach greckiej gospodarki na Twitterze, żadnych informacji o negocjacjach z Unią Europejską, żadnych statystyk Eurostatu. Jeden rzut oka na mapę, i wszystko staje się jasne. W basenie Morza Śródziemnego na południe od Bułgarii, Macedonii i Albanii odkrywamy Helladę – jeden z wielu bałkańskich krajów.

Prezes greckiego banku centralnego Yannis Stournaras ostrzegł niedawno, że brak porozumienia z wierzycielami Grecji oznaczać będzie wyjście ze strefy euro, a następnie „prawdopodobne” opuszczenie Unii Europejskiej. Sugeruje on, że było to niezwykle bolesne doświadczenie. W rzeczywistości byłby to jednak ból fantomowy, wynikający z żalu i zawiedzionych nadziei. Z ekonomicznego punktu widzenia koszmarny scenariusz Stournarasa nie byłby bolesny dla nikogo.

Jak zauważa Tim Edwards, dyrektor w S&P Dow Jones Indices: „Jeśli akcje, obligacje oraz greckie PKB nagle by zniknęły, to byłaby to z pewnością tragedia, ale o ograniczonym zasięgu i z całą pewnością nie destruktywna w wymiarze globalnym”. Wynika to m.in. z faktu, że kapitalizacja greckiego rynku akcji wynosi dziś 19 mld euro, co stanowi zaledwie 0,2 proc. rynku kapitałowego UE, PKB Grecji to z kolei tylko 1,5 proc. unijnej gospodarki, a eksport i import oscyluje wokół 1 procenta wolumenu handlowego Wspólnoty.

>>> Czytaj też: Merkel zapewnia: Chcemy, by Grecja została w strefie euro. Porozumienie wciąż możliwe

Jest jeszcze dług – 324 mld euro. Ale tak naprawdę tylko jego niewielka część może zostać upłynniona.

Większość pieniędzy pożyczonych przez Grecję należy do europejskich rządów. Jeśli Ateny nie wywiążą się z tych długów, to z pewnością poskutkuje to określonymi reperkusjami politycznymi – jednak nikt nie zbankrutuje. Żaden z europejskich krajów nie będzie miał problemu ze zbilansowaniem swojego budżetu jedynie z powodu brakujących greckich odsetek, które i tak zostały już odroczone o kolejnych 10 lat. Co do kapitału pożyczek, to może on zostać potraktowany jako koszty utopione (ang. sunk costs). UE podjęła się próby uratowania Grecji, ale co jeszcze można zrobić, gdy ta próba po prostu się nie powiodła? Co do kredytobiorców prywatnych, to doskonale znali oni ryzyko związane z żyrowaniem greckiej gospodarki, więc również i oni powinni pogodzić się z taką sytuacją. 

Gdyby Grecja zniknęła nagle z mapy świata, i pojawiła się na niej ponownie jako niezrzeszony we Wspólnocie kraj, który pozostawił swój dług za sobą, to sytuacja przedstawiałaby się mniej więcej tak, jak w przypadku państw, które wyłoniły się po rozpadzie Związku Radzieckiego. One również otrzymały „czyste karty”, ponieważ to Rosja przejęła odpowiedzialność za długi ZSRR. Oczywiście i w tamtym wypadku nie obyło się bez „psychologicznego krachu” związanego z kompleksem upadłego imperium. Nowe kraje musiały również walczyć ponowne zaufanie ze strony rynków kapitałowych.

Wydaje się jednak, że Unia Europejska zdecydowanie lepiej poradziłaby sobie z problemami, które dotknęły Rosję we wczesnych latach 90-tych. Wspólnota dysponuje znacznie mocniejszą gospodarką i lepiej rozumie współczesny świat. Pozbywając się Grecji, Unia wysłałaby również bardzo wyraźny sygnał do obecnych i potencjalnych członków, że posiada określone standardy.

Również Grecja byłaby lepiej przygotowana do kontynuowania swojej samotnej podróży. To, co premier Aleksis Tsipras określa mianem „katastrofalnych polityk” nałożonych przez wierzycieli na jego kraj, tak naprawdę pomogło zbudować dobrą podstawę do dalszego rozwoju. Zsolt Darvas z brukselskiego think tanku Bruegel podkreśla, że rynek pracy w Grecji jest obecnie bardziej elastyczny od rynku niemieckiego, a korekty jednostkowych kosztów pracy i łatwość prowadzenia działalności gospodarczej uczyniły Grecję bardziej konkurencyjną. Poza tym, sektor sprzedażowy (łącznie z rolnictwem, produkcją, transportem oraz turystyką) posiada obecnie większy udział w greckim PKB niż w przypadku wspomnianych Niemiec. To inne branże (przede wszystkim budownictwo i finanse) w przeszłości ciągnęły grecką gospodarkę w dół.

Nowa Hellada mogłaby naprawić większość gospodarczych problemów m.in. poprzez dewaluację waluty oraz nacjonalizację banków, tak jak zrobiła to Islandia, którą chwalą dziś wszyscy, łącznie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

Jak pisze Darvas, wzrost wynikający ze strukturalnych zmian w greckiej gospodarce będzie w pełni uzależniony od kompleksowego porozumienia z wierzycielami. Trudno jednoznacznie ocenić, co w takiej sytuacji zmieniłby brak jakiegokolwiek porozumienia. Oczywiście Helladzie trudno byłoby finansować się zagranicznym kredytem, ale mogłaby tylko skorzystać na większej samodzielności. Rząd byłby również zmuszony do ścisłej fiskalnej dyscypliny, chyba, że „przyjaciele” tacy jak Władimir Putin, okazaliby się zbyt chętni w kwestii pomocy finansowej, na którą Rosję i tak prawdopodobnie nie stać.

Wiele europejskich krajów z powodzeniem funkcjonuje poza strefą euro i Unią Europejską. Nie ma powodu, dla którego nie mogłaby tego uczynić również Grecja. Pozbycie się brzemienia zadłużenia może okazać się warte podjęcia ryzyka.