GUS podał, że przeciętne wynagrodzenie brutto w marcu 2018 roku wyniosło 4 tys. 886,56 zł, co oznacza, że rdr wzrosło o 6,7 proc. po wzroście o 6,8 proc. w lutym. Zatrudnienie rdr wzrosło zaś o 3,7 proc., czyli tyle samo, co w lutym.

"Po zakończeniu pierwszego kwartału i zimy, rynek pracy wchodzi w fazę jeszcze większego rozgrzania. Popyt na pracowników będzie wzmagany czynnikami sezonowymi, a już wstępne dane Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej za marzec pokazują, że sam początek wiosny przyczynił się do otwierania nowych rekrutacji" - oceni Andrzej Kubisiak z Work Service.

Jego zdaniem należy podkreślić, że podobnie jak w marcu, w kolejnych miesiącach będzie trudno o dynamiczną poprawę poziomów zatrudnienia, ze względu na coraz silniej kurczącą się podaż pracy.

"Jeszcze na początku roku analizy Komisji Europejskiej pokazywały, że w całej Unii Europejskiej większe trudności rekrutacyjne niż w Polsce występowały już tylko na Węgrzech, gdzie na znacznie mniejszą skalę wykorzystywana jest imigracja zarobkowa. Rosnące deficyty kadrowe na naszym rodzimym rynku pracy stają się coraz poważniejszą barierą rozwojowa, na co wskazują zarówno badania koniunktury GUS, jak i ostatnie analizy Europejskiego Banku Inwestycyjnego" - napisał w komentarzu.

Zdaniem Kubisiaka przy utrzymującej się od kilku miesięcy stosunkowo niskiej inflacji, wzrost nominalnego poziomu przeciętnego wynagrodzenia na poziomie 6,7 proc., pozwala na realną poprawę dochodową wielu Polaków o ponad 5 proc.

"Oczywiście analizując przeciętne wynagrodzenie mamy do czynienia jedynie z pracownikami średnich i dużych firm, a więc podmiotów, które relatywnie lepiej płacą na rynku. Stąd nie wszyscy odczuwają równomiernie wzrost płac. Wystarczy wspomnieć, że jeszcze w 2016 roku, połowa Polaków zarabiała poniżej 3511 zł brutto" - wskazał. Podkreślił, że od tego czasu zaszły niemałe zmiany rynkowe.

"Według Eurostatu na koniec 2017 roku w całej gospodarce nominalne koszty pracy wzrosły o 6,5 proc. r/r. Na poziomie poszczególnych sektorów ten wzrost był jeszcze wyższy, bo w przypadku przemysłu a dynamika wynosiła 9,1 proc., a w budownictwie nawet 14 proc. I o ile dla pracowników to dobra informacja, bo ich dochody wzrastają, to dla przedsiębiorców tak szybko rosnące koszty pracy, przy braku masowego podnoszenia cen, stają się kolejną i zyskującą na znaczeniu barierą hamującą rozwój firm" - zauważył Kubisiak.

>>> Czytaj też: Ekspert: Rosnący niedobór pracowników podtrzyma presję na wzrost wynagrodzeń