Biedni to osobna klasa wykluczonych, która dziedziczy ubóstwo? Lubimy tak myśleć

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
6 stycznia 2020, 07:03
bieda
bieda/ShutterStock
Gospodarcze kryzysy obnażają nikłą wartość bezpieczników, które miały dawać ludziom pewność, że nie osuną się nagle w otchłań i nie dołączą do odstręczającej subkultury ubóstwa.

4408571-u7478e-sprzataczka-20-p.jpg

Lubimy sobie wyobrażać biednych ludzi w świecie Zachodu jako odrębną klasę wykluczonych, którzy z pokolenia na pokolenie dziedziczą ubóstwo, stanowiąc systemowe obciążenie dla całego społeczeństwa. Jak każda półprawda, ta również ma na celu poprawę czyjegoś samopoczucia, w tym wypadku: samopoczucia aspirującej klasy średniej. Wystarczy rozpocząć dyskusję na ten temat, by usłyszeć litanię potępienia pod adresem biedaków, tych przedstawicieli dziwnego, obcego plemienia, którzy mnożą się jak króliki, pasożytują na państwowych finansach, przeżerają nasze podatki, kradną i nie chcą pracować. Tymczasem, rzecz jasna, rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana.

4408587-u74785-eksmitowani-p.jpg

Po pierwsze – granica między biedą a niebiedą jest tyleż względna, ile mocno przepuszczalna: momenty egzystencjalnych i gospodarczych kryzysów boleśnie obnażają wartość rozmaitych bezpieczników, które miały dawać ludziom pewność, że nie osuną się oni nagle w otchłań i nie dołączą do odstręczającej subkultury ubóstwa.

Po drugie – poziom oburzenia zachowaniem biedaków nic nie mówi o samej biedzie, ale jest niezłą miarą gotowości do społecznego solidaryzmu z tymi, którym się gorzej wiedzie (solidaryzmu prawdziwego – nie tego, który finalnie okazuje się ultraliberalną próbą przerzucenia na obywateli finansowej odpowiedzialności za funkcjonowanie najważniejszych usług socjalnych w rodzaju edukacji, ochrony zdrowia czy transportu publicznego).

Po trzecie – nietrudno sobie przecież uzmysłowić ten paradoks – bycie biednym i wykluczonym jest drogie. W polskich realiach to choćby niemożność wzięcia kredytu czy nisko oprocentowanej pożyczki, brak ubezpieczenia albo po prostu jakichkolwiek oszczędności. Antysystemowe, czarnorynkowe strategie są w takiej sytuacji nie tyle wyborem, ile koniecznością.

Po czwarte wreszcie – bieda nie jest ściśle zależna od bezrobocia: możliwy jest świat, w którym ludzie pracują w pocie czoła, a i tak nie starcza im pieniędzy na podstawowe potrzeby. W sumie: to nasz świat. Ten sam, w którym o bogactwie także nie decyduje ciężka praca, lecz odpowiednia lokalizacja na drabinie społecznego statusu i łut szczęścia.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj