Osoby zainteresowane zakupem mieszkania powinny analizować zmiany cen na lokalnym rynku. Nie można bowiem przekładać zmian cen nieruchomości w Warszawie na rynek opolski czy białostocki. Zgodnie z ogólną tendencją, z jaką mamy do czynienia od wielu lat na rynku nieruchomości, początek roku to wyjątkowo zły okres na obrót nieruchomościami. Najlepszym okresem na sprzedaż mieszkania lub domu jest październik lub listopad.

Wzrosty w dużych miastach

Według najnowszego raportu przygotowanego przez portal oferty.net, ceny mieszkań oferowanych na sprzedaż wzrosły w Białymstoku, Katowicach, Krakowie, Opolu, Rzeszowie lub Szczecinie. Jednak w niektórych regionach Polski ceny mieszkań spadły. Największe spadki cen zanotowano w ciągu ostatniego miesiąca w Gdyni, Olsztynie, Sopocie czy Bydgoszczy.

Znikają oferty sprzedaży

- Niepewność tego, co wydarzy się w najbliższych miesiącach, sprawia, że wielu właścicieli rezygnuje z pozbywania się nieruchomości i wycofuje oferty sprzedaży. Na transakcje, często kosztem znacznych ustępstw cenowych, decydują się głównie ci, którzy pilnie potrzebują gotówki - mówi Marcin Drohomirecki z serwisu oferty.net.

Jednocześnie obecna sytuacja na rynku nieruchomości po raz kolejny udowodniła, że największy wpływ na cenę nieruchomości ma lokalizacja. Doskonale to widać, gdy porównamy średnie ceny ofert zlokalizowanych w centralnych i peryferyjnych dzielnicach miast (patrz tabela).

Według Marcina Drohomireckiego, różnice w cenie metra kwadratowego mieszkania zlokalizowanego przy prestiżowej ulicy i mieszkania na peryferyjnym osiedlu mogą sięgać nawet kilkuset procent. W przypadku mieszkań o zbliżonym standardzie (w blokach wzniesionych w okresie PRL-u) rozpiętość cenowa wynikająca z różnic w lokalizacji może sięgać nawet 60 proc. Jednak czasami osoby sprzedające mieszkania zlokalizowane w najbardziej luksusowych miejscach wystawiają ceny, które niewiele mają wspólnego ze stanem technicznym lokalu czy całego budynku. Z tego też powodu osoby kupujące mieszkania, jak i je sprzedające, muszą wykazać się dużą rozwagą. W Polsce nie można bowiem oczekiwać, że ceny nieruchomości spadną podobnie jak to miało miejsce w Stanach Zjednoczonych.

Wynika to z ogromnych różnic w strukturze zadłużenia z tytułu zaciągniętych kredytów hipotecznych w obu krajach. Według raportu InfoMonitora i Biura Informacji Kredytowej z lutego tego roku, nieterminowo spłacanych jest zaledwie 0,9 proc. ogólnej liczby kredytów hipotecznych, których wartość stanowi zaledwie 0,35 proc. całkowitej wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (oznacza to, że częściej niespłacane są małe kredyty hipoteczne). W świetle tych danych skala problemu złych kredytów jest w Polsce kilkanaście razy mniejsza niż w USA. Tam, zgodnie z szacunkami CNN Money, problem ze spłatą dotyczy 11 proc. kredytów hipotecznych. Wierzyciele - głównie banki - aby wyegzekwować należności, masowo przejmują od dłużników nieruchomości i sprzedają je na licytacjach po cenach niższych od cen rynkowych. W Polsce takie sytuacje należą do rzadkości.