Bezpośrednie straty, spowodowane bankructwem Lehman, nie były szczególnie dotkliwe, lecz w ich następstwie rynki finansowe, banki i spółki ogarnęła panika, która uderzyła w światową gospodarkę silniej niż kryzys OPEC z połowy lat siedemdziesiątych, nieokiełznana inflacja z końca lat siedemdziesiątych czy krach dotkomów na przełomie tysiąclecia. Przemawiając latem w City, prezes Bank of England Mervyn King podsumował: To dopiero był rok!

Cisza przed burzą

Gospodarczy krajobraz u progu lata 2008 r. był złożony. W czerwcu Międzynarodowy Fundusz Walutowy zastanawiał się, korygując w górę swą prognozę światowego wzrostu, czy popyt w rozwiniętych i wschodzących gospodarkach nie okaże się – podobnie, jak w pierwszym kwartale 2008 r. – bardziej odporny, niż prognozowano, na ostatnie szoki w postaci cen surowców i wstrząsów finansowych. Zarazem MFW zaznacza, że gospodarka światowa jest w trudnej sytuacji – między młotem gwałtownego spadku dynamiki popytu w wielu rozwiniętych krajach, a kowadłem powszechnego wzrostu inflacji.

Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jak ciężkie idą czasy. Problem zaczął się od USA, gdzie rząd przegrał walkę o zmuszenie sektora prywatnego, by uporał się z bolączkami dwóch największych wspieranych przez rząd instytucji gwarantujących kredyty hipoteczne: Fannie Mae i Freddie Mac. W innych krajach cena ropy naftowej, sięgająca do 147 dol. za baryłkę, czyniła wyrwy w dochodach gospodarstw domowych i spółek, osłabiając gospodarkę.

Jednak ostatecznym ciosem dla światowej gospodarki okazało się bankructwo Lehman Brothers w połowie września. W październiku 2008 r. widać już było, że martwota rynków kredytowych, niemożność pozyskania przez spółki kapitału obrotowego, zanik finansowania handlu i strach prowadzą do stanu, sprawiającego wrażenie zatrzymania działalności gospodarczej. Odkładano decyzje inwestycyjne, produkcja przemysłowa gwałtownie spadała, załamał się światowy handel.

Politycy szybko docenili niebezpieczeństwo. Kraje, tworzące Grupę Siedmiu, obniżyły stopy procentowe, zobowiązały sie nie dopuścić do kolejnych upadłości banków, zasiliły zagrożone banki zastrzykami kapitału i gwarancjami finansowania. Jednak mimo tych środków reszta 2008 r. upłynęła pod znakiem lęku przed powstaniem spirali cięć wydatków i finansowej paniki.

Krach i ożywienie

Pod koniec 2008 r. światowa gospodarka skurczyła się po raz pierwszy od zakończenia drugiej wojny światowej – lecz najgorsze miało dopiero nadejść. Gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa odkładały poważne zakupy, pozostawiając producentów z niemożliwymi do upłynnienia zapasami. Na początku 2009 r. ci ostatni rozwiązali problem, ostro ograniczając produkcję. W I kwartale 2009 r. gospodarki G7 kurczyły się w tempie 8,4 proc. w ujęciu rocznym; nastąpił gwałtowny wzrost bezrobocia.

Jednak ten bezlitosny proces korekty w przemyśle niesie w sobie, obok dramatycznej, skoordynowanej ekspansjonistycznej polityki fiskalnej i pieniężnej rządów, nasiona kolejnej stabilizacji gospodarki światowej i widoczne już dziś przebłyski ożywienia.

Wschodzący prymusi

Wschodzące gospodarki wyprowadzają świat z recesji. W lutym w Chinach wzrosła produkcja przemysłowa. Podobnie było w Brazylii.

II kwartał przyniósł nieoczekiwany wzrost gospodarczy w Japonii, Francji i Niemczech. W ciągu lata pojawiły się pierwsze oznaki, świadczące o tym, że w USA rynek mieszkaniowy osiągnął dno i największa gospodarka świata zaczyna wzrastać.

Głębokość recesji przekroczyła przewidywania ekonomistów, z których niektórzy wydają się teraz zaskoczeni raptownym powrotem wzrostu. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju twierdzi, że jej modele wskazują na wcześniejsze ożywienie, niż przewidywano kilka miesięcy temu.

– Atmosfera zaufania i stabilności, jaka powstała we wrześniu, bardzo się różni od paraliżującego strachu i paniki z września 2008 r. Daleko jeszcze do prawdziwego, trwałego ożywienia – powiedział Tim Geithner, sekretarz Skarbu USA w Kongresie.

– Udało się uniknąć najgorszego, ale proces leczenia bynajmniej się nie zakończył. Perspektywy wzrostu w przyszłym roku zależą od zakładanego wdrożenia zespołu istotnych działań politycznych, za którymi powinny pójść działania sektora prywatnego – potwierdza John Lipsky, zastępca dyrektora naczelnego MFW.

Poza tym wielu ekonomistów ciągle jeszcze powątpiewa w trwałość szans na silne ożywienie.

– Wzrost będzie anemiczny, ponieważ trzeba będzie zmniejszyć zadłużenie sektora gospodarstw domowych, uporać się z problemami systemu finansowego i niektórych części sektora przedsiębiorstw, z wzrostem zadłużenia sektora publicznego i z nierównowagami światowymi – mówi Nouriel Roubini, jeden z niewielu ekonomistów, którzy przewidzieli kryzys.