PIE zawraca uwagę, że po trzech latach napiętych relacji handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską następuje deeskalacja – na razie w postaci zawieszenia ceł związanych z subsydiowaniem europejskiego Airbusa i amerykańskiego Boeinga. "W mocy pozostają jednak inne cła, od których zaczęła się ostatnia eskalacja" - zaznaczyli analitycy w czwartkowym wydaniu "Tygodnika Gospodarczego PIE".

Przypomniano, że konflikt wywołała administracja Donalda Trumpa, która w marcu 2018 r. nałożyła 10 proc. cło na aluminium i 25 proc. na stal w przywozie z wielu państw, w tym Chin, a od czerwca objęła nimi też sojuszników i sąsiadów: Unię Europejską, Kanadę czy Meksyk. UE odpowiedziała wówczas cłami odwetowymi, m.in. na bourbon.

W cytowanym przez PIE badaniu Economic Policy Institute argumentowano, że cła importowe na aluminium były korzystne dla amerykańskiego sektora i nie miały negatywnych skutków dla gospodarki. Wskazano też, że nie doszło do znacznego wzrostu cen wyrobów z aluminium, więc nie sprawdziły się zapowiadane wysokie koszty dla przetwórców. W ocenie PIE nie jest to pełna odpowiedź.

Analitycy wskazują na indeksy cen aluminium oraz żelaza i stali, które rosły od listopada 2017 r. do listopada 2018 r. - odpowiednio o 5 proc. i 18 proc. Następnie zaczęły spadać i w 2019 r. powróciły do poziomu z 2017 r., a nawet niższego. Zdaniem PIE było to możliwe m.in. dzięki wyłączeniu z poboru ceł na określone produkty na wniosek amerykańskich firm; na 27,5 tys. wniosków o wyłączenie z ceł na aluminium, administracja przyznała wyłączenia 60 proc. z nich. Pomogło też wyłączenie z ceł istotnych eksporterów stali i aluminium – Australii i Argentyny w 2018 r. oraz przede wszystkim Meksyku i Kanady rok później.

"Mimo to rosnące koszty produkcji były problemem dla przetwórców, o czym świadczy rozszerzenie ceł w 2020 r. na +pochodne+ produkty ze stali i aluminium np. zderzaki, gwoździe czy kable" - tłumaczy PIE.

Wprowadzenie ceł spowodowało wzrost zatrudnienia w sektorze produkcji i przetwórstwa aluminium o 2,5 tys. pracowników (5 proc.) w latach 2017-2019, ale, jak argumentuje PIE, produktywność w tym samym czasie spadła o 3 proc. W sektorze stali, chociaż zatrudnienie wzrosło o niecałe 5 tys. osób (6 proc.), produktywność spadła aż o 10 proc. - zauważają analitycy. Według nich świadczy to o tym, że tworzone miejsca pracy nie przekładały się na efektywność produkcji, a tylko w sektorze aluminium były związane z faktycznym wzrostem produkcji. Z kolei koszty ponoszone przez konsumentów szacuje się na 900 tys. dol. rocznie za każde utrzymane w ten sposób miejsce pracy - wskazuje PIE, powołując się na dane Peterson Institute for International Economics.

Cła na stal w wysokości 25 proc., jak przyznają eksperci, faktycznie spowodowały załamanie importu z UE – w 2019 r. spadł do 3,6 mld euro, o 15 proc. względem 2017 r. Natomiast eksport aluminium, na który obowiązywały niższe, 10 proc. stawki, wzrósł z 1,7 mld euro w 2017 r. do 2,3 mld euro w 2019 r., czyli o 37 proc. "W 2020 r. w obu sektorach doszło do załamania, chociaż efekty związane z pandemią utrudniają szacunki określające wpływ ceł na ten spadek" - zastrzega PIE.

Zwraca uwagę, że znaczące straty ponieśli eksporterzy amerykańscy. Import amerykańskich dóbr objętych cłami odwetowymi do UE (m.in. bourbon, sok pomarańczowy) spadł w 2019 r. o 0,8 mld euro (18 proc.) wobec 2017 r., a w 2020 r. odnotował dalszy spadek.

W opinii PIE wstrzymanie ceł związanych ze sprawą subsydiów dla Airbusa i Boeinga oraz powołanie Rady ds. Handlu i Technologii świadczy o rozpoczęciu nowego rozdziału w transatlantyckich relacjach gospodarczych. "Należy się spodziewać, że nastąpi dalsze polepszanie wzajemnych stosunków handlowych, co doprowadzi – jeszcze w tym roku – do zniesienia ceł na stal i aluminium oraz europejskich ceł odwetowych" - oceniono.