Nauczyciele obawiają się, że ustawowe podwyżki wynagrodzeń w 2027 roku nie zrekompensują im rosnących kosztów życia. Braki kadrowe w szkołach zbiegły się w czasie z wprowadzaniem reformy, za to konkretów w sprawie wzrostu wynagrodzeń brak.
Podwyżki w wysokości 3 proc. nie są tymi, których oczekują nauczyciele. Sieć organizacji społecznych SOS dla Edukacji apeluje do rządu i premiera o wywiązanie się z obietnicy, jaką Donald Tusk złożył przejmując fotel Prezesa Rady Ministrów. Mówił wówczas o powiązaniu wynagrodzeń nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce.
SOS dla Edukacji domaga się wieloletniego planu wzrostu wynagrodzeń nauczycieli
Obywatelski projekt ustawy do tej pory nie doczekał się konkretnych kroków legislacyjnych. Dobrym momentem na zabezpieczenie środków na podwyżki są prowadzone prace nad budżetem na 2027 rok. Wygląda jednak na to, że nauczyciele znów nie będą mogli liczyć na spełnienie obietnicy rządu.
Apelujemy do Pana Premiera i całego rządu o dotrzymanie złożonych wcześniej obietnic: nie w imię interesu jednej grupy zawodowej, lecz w imię przyszłości polskiej szkoły. Okno możliwości – demograficzne i polityczne – nie będzie otwarte wiecznie
– napisano.
W dokumencie, którego adresatami są premier Donald Tusk, Minister Edukacji, Minister Finansów, parlamentarzystki i parlamentarzyści wszystkich klubów, wspomniano o palącej kwestii podwyżek dla nauczycieli. Jak wskazano, kadra szybko się starzeje, jedynie 4 proc. nauczycieli ma mniej niż 30 lat, a co trzeci pedagog ma więcej niż 50 lat.
Wynagrodzenia powinny być atrakcyjne i przyciągać do zawodu młode, wykształcone osoby, tymczasem rosnące obciążenie psychiczne i spadek prestiżu zawodu sprawiają, że nauczyciele odchodzą ze szkół. Autorzy apelu nie mają wątpliwości, że sytuacja nie ulegnie poprawie, jeśli wynagrodzenia nie wzrosną i to jak najszybciej.
Przypominamy: w „100 konkretach” Koalicji Obywatelskiej premier Donald Tusk obiecał nauczycielkom i nauczycielom podwyżkę o co najmniej 30%, nie mniej niż 1500 zł brutto, oraz – co kluczowe – wprowadzenie automatycznej waloryzacji wynagrodzeń. Doceniamy pierwszy krok: podwyżki o 30–33% w 2024 roku były realnym wysiłkiem budżetu państwa i zostały przez środowisko przyjęte z ulgą i nadzieją. Ministerstwo słusznie podkreśla, że łącznie od 2024 roku pensje nauczycieli wzrosły o 41–44%. Skoro jednak, jak przyznaje sama ministra, nawet taka podwyżka „nie powoduje, że nauczyciel zarabia tak, jak uważamy, że zarabiać powinien”, to najlepszy dowód, z jak głębokiej zapaści zawód ten trzeba wyprowadzić – i że jednorazowa podwyżka nie wystarczy
- można przeczytać w apelu skierowanym do rządu.
Apel SOS dla Edukacji zawiera pięć głównych postulatów. To:
- Uchwalenie w 2026 roku ustawowego mechanizmu powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce tak, by prace mogły zakończyć się przed uchwaleniem budżetu na 2027 rok.
- Wieloletnia, zapisana w ustawie ścieżka dojścia: rozłożony na 3–4 lata harmonogram wzrostu, dzięki czemu przywrócona zostanie relacja płac nauczycielskich do przeciętnego wynagrodzenia co najmniej do poziomu z 2012 roku, a każda kolejna waloryzacja nie będzie niższa niż wzrost przeciętnego wynagrodzenia.
- Realna podwyżka w budżecie na 2027 rok: co najmniej na poziomie, o który wnioskowała ministra edukacji, a nie 3 proc.
- Pakiet na rzecz kondycji zawodu: systemowe wsparcie psychologiczne dla nauczycielek i nauczycieli, wsparcie na stracie pracy nauczyciela, odbiurokratyzowanie pracy szkoły.
- Stały dialog ze stroną społeczną powiązany z wdrażaniem reformy Kompas Jutra.
Autorzy apelu chcą, by edukacja zaczęła być postrzegana jako inwestycja, a nie koszt.
Podwyżki tak, ale w zamian... większe pensum?
W ostatnich dniach głośnym echem w mediach odbiła się propozycja byłego wiceministra finansów, polityka PiS prof. Mariusza Andrzejewskiego. Na konwencji programowej PiS przedstawił on sposób na "budżetowe" podwyżki wynagrodzeń nauczycieli. W zamian za wyższe podstawowe wynagrodzenie, zaproponował dobrowolne podniesienie pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo.
Podnieśmy pensum z 18 do 22 godzin. Wtedy wynagrodzenie początkującego niech wynosi 6,1 tys. zł, mianowanego 6,7 tys. zł, a dyplomowanego 8 tys. zł brutto. Przeliczyliśmy, że to rozwiązanie byłoby bezkosztowe dla budżetu państwa
– mówił prof. Andrzejewski.
Propozycja polegająca na powiązaniu wyższych wynagrodzeń z większym pensum nie spotkała się z entuzjazmem przedstawicieli środowiska nauczycielskiego. – Niemal połowa nauczycieli, głównie z racji godzin ponadwymiarowych, wpada już w drugi próg podatkowy nie dlatego, że zarabia dużo, lecz dlatego, że pracuje powyżej jednego etatu - alarmuje SOS dla Edukacji.
Absolwentka filologii polskiej i studiów z zakresu samorządu terytorialnego i polityki regionalnej na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się tematyką społeczną, zdrowotną oraz zagadnieniami związanymi z zabezpieczeniem społecznym i świadczeniami dla rodzin, seniorów oraz osób bezrobotnych. W przeszłości związana z wydawnictwami Edipresse Polska i ZPR Media. W swojej pracy koncentruje się na wyjaśnianiu przepisów w przystępny sposób. Zainteresowana reportażem społecznym i tematyką feministyczną.

