Forsal logo

Jak zwiększyć bezpieczeństwo uczniów i pracowników szkół? Internauci mają na to pomysł, tyle że... w świetle obecnych przepisów niedozwolony

Subiektywnie
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
dzisiaj, 19:00
Kalisz, Policja
Jak zwiększyć bezpieczeństwo uczniów w szkołach? Doraźne patrole policji nie wystarczą. Zdj. ilustracyjne/Shutterstock
Gdy na lotnisku padnie słowo "bomba", na nic się zdadzą tłumaczenia. Niejeden żartowniś z tego powodu musiał zmienić plany urlopowe. W ostatnich dniach w szkołach również funkcjonuje swego rodzaju hasło, po którym uruchamiane są procedury. Czy jest sposób, by nie doszło do kolejnych ataków? Zdaniem części internautów: bardzo prosty.

Przeglądając nagłówki polskich (i nie tylko polskich) mediów można odnieść wrażenie, że posyłanie dziś dzieci do szkół wiąże się z niemałym ryzykiem. Już nie rówieśnicze bójki czy hejt są problemem, ale prawdopodobieństwo ataków z użyciem niebezpiecznych narzędzi.

Po serii ataków w szkołach, zwłaszcza tragicznej śmierci woźnej ze szkoły w Leszczydole-Nowinach k. Wyszkowa na Mazowszu, część placówek w piątek 9 października zamknięto. Niektóre samorządy wprost zaleciły rodzicom, którzy mają taką możliwość, pozostawienie dzieci w domach. Trudno nie odnieść wrażenia, że wpisy w mediach społecznościowych tylko nakręcają swoistą spiralę strachu. Do tej pory policja oficjalnie nie potwierdziła, że mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją inspirowaną przez kogokolwiek w sieci.

Czy potrzeba tragedii, by w kwestii bezpieczeństwa w szkołach i ochrony najsłabszych przed przemocą, coś się zmieniło? Tak jak w przypadku głośnych wypadków drogowych, w których giną niewinni ludzie, zmiany w prawie i organizacji ruchu pojawiają się dopiero po tragedii, tak i tu, dopiero, gdy sprawy przybrały poważny obrót, rząd przyjął ustawę o blokadzie niedozwolonych treści.

Groźne wyzwania na TikToku. Sygnały, które pozostały bez odpowiedzi

Kinga Szostko, twórczyni aplikacji alertowej dla rodziców KidsAlert i portalu bezpiecznedziecko.org od lat zajmuje się cyberbezpieczeństwem dzieci. Na temat popularnych na platformach internetowych wyzwań wie sporo, jednak jej głos bywa niesłyszalny. W 2024 roku organizacja KidsAlert apelowała o wycofanie z TikToka brutalnej gry, w którą grały miliony dzieci na świecie, a która swoją popularność zaczęła zdobywać również w Polsce. Mimo wielokrotnych zgłoszeń, platforma nie zrobiła z tym nic, tematem nie zajęli się również politycy.

Dziś Kinga Szostko, pytana o przyczyny ostatnich tragicznych wydarzeń nie ma wątpliwości, że to efekt "pełnej ingorancji wszystkich decydentów". Właściwie nieograniczony dostęp do niebezpiecznych treści i brak należytej kontroli ze strony rodziców sprawia, że młode osoby, mające kontakt z przemocą w sieci (w tym w grach), mogą oswajać się z zachowaniami przemocowymi. Jako przykład podaje brutalne zabójstwo 11-letniej uczennicy w Jeleniej Górze z grudnia 2025 roku, dokonane przez o rok starszą koleżankę. 12-letnia oprawczyni na swoim kocie w mediach społecznościowych prezentowała sceny ze zgłaszanej przez KidsAlert gry. Wspomniana gra wciąż jest dostępna w przeglądarkach internetowych.

Dziś w całej Polsce w okolicach szkół zaroiło się od funkcjonariuszy policji i straży miejskiej. Trudno oczekiwać, by stało się to normą, chociaż dzisiejsze zatrzymania nastolatków pokazują, że mogło dojść do kolejnych ataków.

Ochroniarz, przeszukiwanie plecaków, szkoły zamknięte dla rodziców. To tylko część pomysłów na zwiększenie bezpieczeństwa

Jak przy okazji każdej głośnej tragedii nie brakuje "ekspertów", którzy wiedzą, jak uzdrowić cały system i co zrobić, by podobne ataki w przyszłości się nie powtarzały. Zdecydowanie więcej miejsca w internetowych dyskusjach poświęca się jednak nie na merytoryczną rozmowę o tym, co warto zmienić, lecz na wskazywanie winnych. "Bezstresowe wychowanie", brak dyscypliny czy "latanie z każdym problemem do psychologa" to tylko niektóre z przykładów.

Do tej pory słysząc o tym, że uczeń dokonał "masakry" w szkole, w pierwszej kolejności pomyślelibyśmy o USA. Strzelaniny, ataki ostrymi narzędziami, podkładanie ładunków wybuchowych? - To na pewno nie u nas. Dzisiaj ten obraz wygląda nieco inaczej, a część rodziców ze strachu przed "krwawym piątkiem" postanowiła zostawić swoje dzieci w domach.

W sieci nie brakuje pomysłów na to, jak przywrócić poczucie bezpieczeństwa. Wymieniane są rozwiązania stosowane w innych krajach: obecność uzbrojonego ochroniarza na wejściu (USA) czy kontrola zawartości plecaków.

Ochroniarz zamiast otwartych drzwi? Wyobraźmy sobie szkołę, do której nie można wejść niezauważonym. Przy wejściu dyżuruje przeszkolony pracownik ochrony. Rodzice i goście zgłaszają cel wizyty, okazują dokument tożsamości i otrzymują identyfikator. Drzwi pozostają zamknięte, a osoby z zewnątrz nie przemieszczają się swobodnie po korytarzach. To nie futurystyczna wizja. W Stanach Zjednoczonych kontrolowanie dostępu do budynków i rejestrowanie gości to powszechne praktyki. Europa stawia jednak na prewencję, a to, co w innych krajach jest standardem, w Polsce jest niezgodne z przepisami.

Nie sposób nie wspomnieć o aspekcie finansowym. W obecnej sytuacji niedoboru nauczycieli i ciągłego niedofinansowania oświaty trudno wyobrazić sobie dodatkowy etat w każdej polskiej szkole. To oznaczałoby konieczność zatrudnienia ok. 10 tys. ochroniarzy.

Przykład

Przyjmijmy orientacyjnie, że szkoła zatrudnia jednego pracownika ochrony na osiem godzin dziennie, przez pięć dni w tygodniu. To około 168 godzin miesięcznie. Kalkulacja kosztów ochrony na 2026 rok wskazuje stawkę około 41,68 zł za godzinę przy pracy dziennej. Oznacza to około 7000 zł miesięcznie za jeden taki punkt ochrony, czyli około 84 tys. zł rocznie. Kalkulacja kosztów ochrony na 2026 r. Przy założeniu objęcia programem tylko 10 tys. szkół rachunek wyniósłby około 70 mln zł miesięcznie i 840 mln zł rocznie.

Czy nauczyciel może przeszukać plecak ucznia?

W ostatnich dniach nie brakuje informacji o zatrzymaniach nastolatków, którzy swoim kolegom pokazują noże i inne niebezpieczne narzędzia, które wnieśli na teren szkoły. Można byłoby temu zapobiec, gdyby zawartość plecaków była kontrolowana. Problem w tym, że w świetle przepisów żaden nauczyciel w Polsce nie ma prawa przeszukać plecaka ucznia, nawet jeśli ma podejrzenia, że uczeń posiada niebezpieczny przedmiot. Może jedynie poprosić go o okazanie jego zawartości i to w obecności innej osoby dorosłej. Przeszukania może dokonać wyłącznie policja, uprzednio wezwana do szkoły. Trudno oczekiwać, by w takiej sekwencji prewencja zadziałała.

Jak na razie (poza przyjętą "na szybko" ustawą o blokadzie nielegalnych treści w internecie), skutek tragicznych wydarzeń jest jeden: większa czujność i uważność na to, co robią młodzi ludzie. Nie tylko liczne patrole policji interesują się tym, co robią i planują zrobić uczniowie. Coraz częściej to rówieśnicy i nauczyciele alarmują, gdy zauważą coś niepokojącego. To może być z pozoru niewinny żart, jak ten, którym swoich kolegów uraczył uczeń ze szkoły w Szczęsnem k. Grodziska Mazowieckiego. Informacja o posiadaniu noża okazała się blefem, na miejscu pojawili się jednak policjanci.

Być może hasło "nóż w plecaku" zacznie działać podobnie jak hasło "bomba" na lotnisku i będzie oznaczać zero tolerancji dla tego typu ponurych żartów. Oby tylko wszystkim nam wystarczyło zapału, by takie sytuacje zgłaszać i nie znieczulić się jak na przemoc czy hejt, które najwyraźniej nie szokują już tak jak dawniej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Bezpieczeństwo” i otrzymuj najważniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa w Polsce i na świecie.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj