Od tygodnia kierowcy jeżdżą nową 19-kilometrową obwodnicą Gniezna, której budowa kosztowała ponad pół miliarda złotych. Stanowi ona przedłużenie istniejącego odcinka trasy ekspresowej S5, biegnącego od strony Poznania i autostrady A2 w kierunku Bydgoszczy i Grudziądza. A to dopiero początek tegorocznego przecinania wstęg. Jak wyliczyła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, w 2017 r. kierowcy zaczną korzystać z prawie 400 km nowych dróg. W budowie jest ich dziś ponad 1,3 tys. km. Łącznie z wykupem gruntów mają kosztować ponad 51 mld zł.

– Każdą nawierzchnię nowej drogi przed upływem gwarancji sprawdzimy przy użyciu laboratoriów drogowych, na wyposażenie których wydaliśmy od 2009 r. ponad 100 mln zł. Gdyby okazało się, że standardy technologiczne nie zostały dotrzymane, wykonawcy będą musieli poprawiać zrealizowane inwestycje – zapowiada Krzysztof Kondraciuk, dyr. GDDKiA.

Większym wyzwaniem dla Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa (MIB) niż skończenie już budowanych tras jest jednak to, jak wygospodarować pieniądze na budowę następnych. W trakcie postępowań przetargowych jest w tej chwili ponad 700 km dróg szybkiego ruchu o łącznej wartości ponad 30 mld zł. Rozstrzygnięcie niektórych jest wstrzymane od wielu miesięcy. Powód: finansowa kołdra jest za krótka. Gdyby uruchomić wszystkie inwestycje, mogłoby zabraknąć pieniędzy na priorytetowe trasy, które mają być realizowane z funduszy unijnych na lata 2014–2020.

Rządowy plan drogowy uchwalony w 2015 r., w czasie kampanii wyborczej, zakładał wybudowanie do 2023 r. 3,9 tys. km szybkich tras za 107 mld zł. Ale z wyliczeń dokonanych po wyborach przez nową ekipę wynika, że prawdziwy koszt to 198 mld zł. Gdyby przyjąć te liczby, wychodzi na to, że nowy rząd otrzymał w spadku niemal dwukrotnie przeszacowany program. Część luki finansowej zostanie zasypana oszczędnościami w przetargach, bo zwycięska oferta jest zwykle niższa niż kosztorys inwestorski. Resort infrastruktury zlecił też odchudzanie niektórych projektów. – Rzeczywista wielkość dziury w programie drogowym to ok. 50 mld zł – szacuje Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych „Tor”.

Jak wybrnąć z tej sytuacji? Na razie MIB wciąż oficjalnie nie przedstawił znowelizowanego programu budowy dróg do 2023 r. Wiadomo jednak, że zostanie wprowadzony podział na dwie kategorie: na liście podstawowej będą drogi z pewnym finansowaniem, na rezerwowej – te, które będą budowane, jeśli znajdą się pieniądze.

Spośród dróg, na które zostały ogłoszone przetargi, pewność finansowania ma np. trasa S61, czyli Via Baltica – od S8 w rejonie Ostrowi Mazowieckiej do granicy z Litwą w Budziskach (w budowie jest obwodnica Suwałk). MIB sygnalizuje, że pieniądze będą też m.in. na autostradę A2 z Warszawy do Mińska Mazowieckiego, na S7: z Napierek do Płońska oraz między Lotniskiem Chopina a Grójcem, a także S19 (Via Carpatia) z Lublina do Rzeszowa. Z inwestycji, na które ruszyły już przetargi, MIB wykreśliło na najbliższe lata budowę S6 między Koszalinem a Trójmiastem (możliwe jest powstanie jedynie fragmentu: od strony Gdańska do Bożegopola lub ewentualnie Lęborka). Zapadła też decyzja o unieważnieniu przetargu na trasę S14, czyli zachodnią obwodnicę Łodzi. Projekt zostanie odchudzony, a przetarg powtórzony.

Czy w ramach obecnego budżetu UE będą przetargi na nowe zadania? Na pewno nie na tyle, do ilu rząd zobowiązał się w ramach poprzedniej wersji programu drogowego. Ale jest kilka tras, co do których wiadomo, że dofinansowanie zostanie zapewnione. Pewny jest ponad 80-km odcinek autostrady A1 między Piotrkowem Trybunalskim a Częstochową. Na budowę potrzeba ok. 3,5 mld zł, ale rząd zakłada, że wpływy z opłat od kierowców aut osobowych i ciężarowych na tym odcinku wyniosą 150 mln zł rocznie. Drogowcy mają też przyzwolenie, żeby ruszyć w tym roku z postępowaniem na trasę między Bolkowem a Lubawką, czyli ostatni na południu odcinek S3 – szlaku łączącego polsko-czeskie pogranicze z portami w Szczecinie i Świnoujściu. Wśród priorytetów zapewne znajdą się też fragmenty S19, czyli tzw. Via Carpatia, chociaż w tej sprawie deklaracji nie ma. GDDKiA czeka w szczególności na zielone światło dla trudnego górskiego fragmentu: od Rzeszowa do granicy ze Słowacją.

Nie powinno zabraknąć pieniędzy na bieżące utrzymanie dróg, których w porównaniu z poprzednimi latami będzie więcej. – W każdym państwie europejskim obowiązuje zasada, że infrastrukturę utrzymują ci, którzy z niej korzystają. Tak też jest w Polsce, gdzie dzięki elektronicznemu systemowi opłat drogowych viaTOLL do kasy Krajowego Funduszu Drogowego wpłynęło już z tego tytułu ponad 7,6 mld zł. Te środki służą wyłącznie utrzymaniu i rozbudowie dróg – twierdzi Marek Cywiński, prezes Kapsch Telematic Services.

O budowie i finansowaniu dróg będą dyskutować podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego uczestnicy panelu „Inwestycje infrastrukturalne – nowe otwarcie na drogach”, który odbędzie się 11 maja o godz. 13.30.

Konrad Majszyk

konrad.majszyk@infor.pl