Zastępowanie emerytur minimalnych przez jeszcze niższe świadczenia wyraźniej widać, jeśli porówna się liczbę gołych emerytur minimalnych, które są wypłacane bez żadnych dodatków, z tymi niższymi od minimalnej. W przypadku tych pierwszych od 2012 r. nastąpił spadek łącznie o 36 proc., do 79,9 tys. Liczba osób, które pobierają emerytury niższe od minimalnej, praktycznie się z nimi zrównała – w zeszłym roku było ich 76,3 tys.

W tym roku zapewne osób pobierających świadczenia mniejsze od minimalnego będzie już więcej niż tych, którzy dostają emeryturę minimalną (bez dodatków). Między 2012 a 2014 r. liczba emerytur poniżej minimalnej rosła o 12–13 tys. rocznie. W ubiegłym roku przyrost przekroczył już 15 tys. Jeśli w tym roku będzie podobnie, to takich osób będzie już ponad 90 tys.

>>> Czytaj też: Emerytalna szarada Morawieckiego. Co trzeba wiedzieć o programie budowy kapitału?

Po pierwsze: zdobyć informacje

Na pytanie, co robić z tym zjawiskiem, eksperci odpowiadają, że najpierw trzeba zdobyć szczegółową wiedzę na jego temat.

Największy problem z rosnącą liczbą emerytur niższych od minimalnej polega na tym, że nie wiadomo, kim są otrzymujące je osoby i dla ilu z nich nawet niskie świadczenie jest ważnym źródłem utrzymania. Wiadomo tylko, że to osoby, które krótko odprowadzały składki (problem dotyczy osób, które objęła reforma emerytalna z 1999 r.). Z jednej strony to Polacy, którzy pracowali krótko w kraju i wyjechali za granicę. Może to dotyczyć także cudzoziemców, którzy mieli epizod pracy w Polsce.

– To mogły być też osoby pracujące przez lata na umowy o dzieło, od których nie jest odprowadzana składka, dlatego nie będą miały odpowiedniego stażu. Mogą to być także sytuacje patologiczne, gdy osoba musi gdzieś pracować, a pracodawca wykorzystuje to, by nie płacić składki – zauważa Andrzej Szybkie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Ta ostatnia sytuacja może dotyczyć zwłaszcza kobiet. A to one stanowią przeważająca większość emerytów, którym ZUS wypłaca emerytury niższe od minimalnej. – To niepokojące zjawisko może sygnalizować wykorzystywanie kobiet, które godzą na pracę na czarno, bo ważniejszy dla nich jest dochód niż składka – zauważa Szybkie. Może tak się zdarzyć, gdy matka miała krótki staż pracy przed urodzeniem dwójki czy trójki dzieci, potem zajmowała się ich wychowywaniem, a gdy próbowała wrócić na rynek pracy, to była zatrudniana na czarno.

– ZUS powinien przeprowadzić dokładne rozeznawanie, kim są te osoby i z jakich powodów ich świadczenia są tak niskie. Jeśli ktoś pracował miesiąc, rok czy nawet pięć lat, to pojawia się pytanie, czy dopłacać mu do minimalnej emerytury. Chyba nie – uważa Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy i była prezes ZUS.

Zakład może odpowiedzieć w zasadzie jedynie na pytania dotyczące tego, jak duża była odprowadzona składka, z jakich tytułów oraz czy emeryturę wypłaca w Polsce czy za granicą. Nie dysponuje natomiast istotnymi informacjami o sytuacji majątkowej i dochodowej a to może być istotne zwłaszcza w przypadku osób pracujących na umowach o dzieło. Często tego typu umowa była ucieczką od płacenia daniny od naprawdę dużych dochodów.

Z drugiej strony rząd a konkretnie resort rodziny pracy i polityki społecznej nie ma informacji o tym, ilu z tych emerytów korzysta ze świadczeń pomocy społecznej, co pokazywałaby, że nie mają innych środków utrzymania. Dlatego istotne, by rząd podjął próbę zbadania, kim są osoby otrzymujące emerytury niższe od minimalnej, by wyciągnąć wnioski, co dalej robić z tym zjawiskiem.

>>> Czytaj też: Kto daje więcej zarobić: ZUS czy OFE?

Argument przeciwko obniżce

Zdaniem ekspertów główną receptą na dłuższą metę jest oskładkowanie różnych typów umów i w ten sposób dopilnowanie, by pracujący mieli jak najmniejszy problem z wypracowaniem stażu emerytalnego. Chodzi o utrzymanie podstawowej zasady w systemie emerytalnym, że świadczenie jest pochodną aktywności zawodowej. Różne luki, które istniały do tej pory – od prawnych po słabą determinację administracji, by zwalczać patologię w niepłaceniu składek – wzmacniały złe tendencje.

– Od lat mówimy, że badanie oskładkowania umów z pracownikami u pracodawców powinno być priorytetem Państwowej Inspekcji Pracy i PIP powinna srogo karać za próby unikania płacenia składek. Był moment, gdy powszechne było nakłanianie pracowników do samozatrudnienia. Tak pracowali ludzie na budowach czy nawet nauczyciele. Ale zwalczanie tego zjawiska przyniosło rezultaty – podkreśla Aleksandra Wiktorow. Postulowany przez nią priorytet PIP ma wdrażać w tym roku.

Zwiększeniu opłacania składek ma służyć także wprowadzenie jednolitej daniny, co rząd planuje od 2018 r. Ponieważ w zamyśle autorów tego rozwiązania od wszystkich typów umów ma być odprowadzana składka emerytalna, to z czasem część problemu powinna się rozwiązać: każdy pracujący – o ile nie będzie zatrudniony na czarno – będzie miał odprowadzaną składkę.

Dane o liczbie osób pobierających najniższe świadczenia mają też znaczenie w dyskusji na temat obniżki wieku emerytalnego. Pokazują bowiem, że nie warto decydować się na takie posunięcie. A jeśli już miałby on być obniżony, to warto połączyć ten ruch z kryterium stażu, by minimalizować liczbę osób, które nie wypracują emerytury minimalnej.

Ale to wszystko kroki istotne dla osób, które są ciągle na rynku pracy i mają jeszcze szanse na to, by wypracować odpowiedni staż do otrzymania emerytury minimalnej. Inna jest sytuacja tych, którzy już są na emeryturze. Dziś ci, których sytuacja dochodowa jest zła, mogą liczyć na świadczenia pomocy społecznej. Zostają jeszcze osoby, które nie będą korzystały z pomocy społecznej, bo ich sytuacja materialna jest niezła.

– Problem można ograniczyć, gdybyśmy wprowadzili minimalny staż uprawniający do świadczenia emerytalnego. Będziemy się nad tym zastanawiać i rozważać wprowadzenie takiego rozwiązania w ramach przeglądu emerytalnego – zauważa wiceminister rodziny pracy i polityki społecznej Marcin Zieleniecki.

W takim przypadku osoby, które nie wypracowały minimalnego stażu nie otrzymywałby emerytury, a ZUS mógłby im wypłacić zgromadzone środki w formie jednorazowej. – W niektórych krajach jak np. w Niemczech kwoty składki za kilka lat czy miesięcy są wypłacane jednorazowo. Wtedy nie udajemy, że wypłacamy emeryturę, a koszty dla instytucji są niższe – zauważa Andrzej Szybkie. W takim przypadku trzeba też rozwiązać kwestię ubezpieczenia zdrowotnego czy uprawnień do rozmaitych ulg, bo dziś te kwestie są powiązane z otrzymywaniem świadczenia emerytalnego.

>>> Czytaj też: Drugi skok na OFE poprawi wskaźniki. Poza tym niesie zagrożenia. Jakie?