Niemcy zabiegają o dofinansowanie z unijnego budżetu gazociągu Nord Stream po dnie Morza Bałtyckiego - dowiedziała się PAP w środę ze źródeł dyplomatycznych w Brukseli.

Jak wynika z informacji PAP, Niemcy zabiegają o wpisanie gazociągu Nord Stream na listę projektów energetycznych, które mają być dofinansowane kwotą 5 mld euro z unijnego budżetu w ramach walki z kryzysem.

Unijny dyplomata relacjonował PAP, że Niemcy podniosły ten temat w ramach prac roboczych w Radzie UE (gdzie reprezentowane są rządy UE), sugerując w zamian poparcie dla zaproponowanej przez Komisję Europejską listy. Polska poparta przez kilka innych krajów ostro wówczas zaprotestowała. "Temat wywołał prawdziwą burzę" - powiedział jeden z dyplomatów.

Jego zdaniem, Niemcy starają się wywrzeć nacisk na Polskę i inne kraje przeciwne projektowi Nord Stream (Gazociąg Północny), by zgodziły się na udzielenie kredytów na tę kontrowersyjną inwestycję przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI). Obecnie na dofinansowanie projektów w krajach trzecich przez EBI muszą zgodzić się jednomyślnie wszystkie kraje członkowskie. Dopiero Traktat z Lizbony wprowadza głosowanie kwalifikowaną większością głosów, uniemożliwiając pojedynczemu krajowi zawetowanie kredytu.

EIB wielokrotnie deklarował, że jest gotów dofinansować Nord Stream, jeśli zyska polityczne poparcie wszystkich "27" krajów członkowskich.

Informacji o niemieckich naciskach nie udało się potwierdzić PAP ani w Komisji Europejskiej, ani w źródłach Rady UE.

Pytane przez PAP źródła niemieckie podtrzymały generalny sprzeciw Berlina wobec propozycji KE w sprawie wydatkowania 5 mld euro, podając w wątpliwość metody finansowania (wg KE z niewykorzystanych funduszy na lata 2009-10, co oznacza, że 20 proc. pokryje składka z Berlina), wpływ inwestycji na środowisko, ich "europejską wartość dodaną" oraz realny wpływ dofinansowania na pobudzenie gospodarki.

"Dlatego jesteśmy sceptyczni" - powiedział dyplomata.

Pod koniec stycznia sama kanclerz Niemiec Angela Merkel zażądała poparcia UE dla projektu Nord Stream, choć nie łączyła tematu z listą dotyczącą 5 mld euro. Wystosowała pismo do przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso i premiera Czech Mirka Topolanka, w którym argumentuje, że niedawny konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą pokazał, iż "w dziedzinie zaopatrzenia w energię Unia Europejska musi stać się bardziej niezależna i odporna na kryzysy".

Merkel wskazała na potrzebę "silnej dywersyfikacji państw- dostawców i szlaków transportowych". Dlatego też - jej zdaniem - decydujące znaczenie mają projekty gazociągów Nabucco, Nord Stream i South Stream. Kanclerz podkreśliła wielkie znaczenie politycznej woli i wsparcia dla tych projektów ze strony wszystkich państw UE.

Nabucco i tak jest aktywnie wspieranym "pierwszoplanowym priorytetem" dla Unii Europejskiej, bo daje szansę na dostawy surowca z regionu Morza Kaspijskiego, zmniejszając uzależnienie od dostaw z Rosji; Nord Stream i tak już jest wpisany na listę priorytetowych projektów unijnych, bo będzie nową drogą przesyłową, a South Stream - unijnym priorytetem nie jest.

Zaproponowana przez KE lista projektów, głównie energetycznych, które mają być dofinansowane w ramach walki z kryzysem, nie ma na razie wymaganego poparcia większości państw UE. Niemcy, wraz z Wielką Brytanią, Włochami, a także Szwecją, Holandią i Austrią zgłosiły sprzeciw podczas ostatniego posiedzenia ministrów finansów państw UE w Brukseli 10 lutego. Główni płatnicy netto obawiają się, że do unijnego planu pobudzania gospodarki musieli dołożyć.

Lista nie podoba się też Hiszpanii, która krytykuje jej brak "równowagi geograficznej", czyli zbyt duży nacisk na projekty na wschodzie i północy Europy.

Polska poparła propozycję KE, choć dopiero po tym, jak okazało się, że jest na niej wiele projektów dotyczących Polski, w tym 250 mln euro dla elektrowni w Bełchatowie i 80 mln euro dla terminalu gazowego LNG w Świnoujściu.