Minister środowiska: Śmieci mają być cenne. Każdy będzie je mógł oddać do skupu [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
17 czerwca 2019, 09:17
śmieci
śmieci/ShutterStock
Każdy będzie mógł oddać do skupu papier, szkło, plastik. Dostanie za to pieniądze pochodzące z opłaty recyklingowej - mówi w wywiadzie Henryk Kowalczyk, minister środowiska. 

Nie przewidujemy takiej opcji. Kolejne gminy wprowadzają system selektywnej zbiórki, więc to tempo będzie przyśpieszać. Jestem przekonany, że wymagane poziomy recyklingu uda nam się osiągnąć. Zgodnie z unijnym prawem w 2035 r. ma to być 65 proc.

Zdajemy sobie sprawę, że będzie trudno. Natomiast jeśli już dziś mówilibyśmy, że się nie uda – to zwolniłoby wszystkich z wysiłku. Ten ambitny cel chcemy zrealizować.

Stwarza wiele zachęt. Co więcej, pozwoli na zwolnienie w części z opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi właścicieli nieruchomości, którzy zagospodarowują bioodpady w przydomowych kompostownikach. Zmiany mają na celu przede wszystkim zmniejszenie opłat za odpady pobieranych od mieszkańców.

Przyczyn pewnie jest wiele. Jedna z istotniejszych jest taka, że RIPOK-i stały się monopolistami. Każda instalacja jest przywiązana do regionu, a gmina na nią skazana. Stąd gwałtowny wzrost cen. Ustawa znosi regionalizację. To jedno. Ponadto będą mogły powstawać samorządowe instalacje przetwarzania odpadów komunalnych – wtedy konkurencja będzie większa.

Każda gmina musi zapewnić odpowiednie pojemniki do selektywnej zbiórki i właściwą instrukcję dla mieszkańców. To jest w interesie samorządów. Należy też zapomnieć o zsypach w blokach. W ustawie przewidujemy możliwość sprzedaży surowców wtórnych, które gminy zbiorą w selektywnej zbiórce. Dochody z tej sprzedaży mogą wspierać system, a tym samym opłaty za śmieci mogą być dużo niższe.

W II półroczu tego roku ruszy akcja informacyjna i edukacyjna poświęcona gospodarce odpadami. Będziemy wyjaśniać, jak prawidłowo segregować odpady, jakie są ich rodzaje. Będzie to między innymi kampania telewizyjna, radiowa.

Liczę, że zostanie uchwalona przed wakacjami parlamentarnymi.

Obowiązujące przepisy były nieszczelne. Nie spowodowały oczekiwanego ograniczenia ilości reklamówek, bo producenci przerzucili się na te nieco grubsze niż 50 mikrometrów.

Około 70 mln zł.

Ministerstwo Finansów przyjęło, że będzie to miliard dwieście milionów złotych za wszystkie reklamówki. Cieszyłbym się, gdyby tych pieniędzy było mniej. To by oznaczało, że zużywamy mniej foliówek. Opłata recyklingowa nie ma celu fiskalnego, a zmianę nawyków mieszkańców naszego kraju. Zależy nam przede wszystkim na tym, aby Polacy coraz chętniej sięgali po torby wielokrotnego użytku, rezygnując z foliówek.

Na razie nie można się przywiązywać do żadnej liczby. Kaucja czy opłata recyklingowa – to są różne mechanizmy, których celem jest wzmocnienie recyklingu, ale też stworzenie zachęt dla mieszkańców. Analizujemy różne rozwiązania, także te nazwy proszę traktować niezobowiązująco. Jesteśmy na wstępnym etapie prac. Kwota będzie w wysokości, która wystarczy na system zbiórki, na recykling, tak aby opłaciło się oddać opakowania do automatu czy do punktu skupu.

Prawdopodobnie tak. Jesteśmy w trakcie ustalania rozwiązań możliwie najbardziej korzystnych dla środowiska, gmin i mieszkańców. Chcemy opłatą objąć wszystkie surowce wtórne, tak aby nadać im wartość. Wstępnie zastanawiamy się nad tym, aby konsument miał możliwość zwrócenia takiego surowca, aby móc odzyskać jakąś część pieniędzy. Tak jest w przypadku złomu, który nie leży na ulicach, bo ma swoją wartość. Nikt go nie wyrzuca, a nawet jeśli gdzieś leży, to znajdzie się osoba, która chętnie go zbierze.

Analizujemy wiele możliwości, być może mogłaby to być ogólna organizacja odzysku, która zajęłaby się zbieraniem, skupem surowców wtórnych. Powstałaby sieć skupów, sieć zbiórek.

Jesteśmy na wstępnym etapie prac, jest za wcześnie, aby mówić o szczegółach. Raczej widziałbym tu większą rolę samorządów niż rządu, a także przedsiębiorców, którzy zajmują się recyklingiem.

Oczywiście odpady zebrane w punktach zbiórki czy punktach skupu można, a nawet trzeba uwzględniać przy obliczaniu poziomu recyklingu. Pozwoliłyby też obniżyć koszty ponoszone przez mieszkańców za odbiór odpadów. Wtedy do zagospodarowania pozostaną już tylko te, z którymi nie da się nic zrobić.

Wdrożenie dyrektywy odpadowej to lipiec 2020 r.

Tak.

Po wstępnych rozmowach z ministrem zdrowia ustaliliśmy, że musimy dojść do wspólnego stanowiska. Założenia resortu zdrowia są bardzo ambitne. Moim zdaniem poziomy powinny być bardziej realistyczne. Nie może być tak, że alarm będzie ogłaszany co drugi dzień – wtedy wszyscy się do niego przyzwyczają. Alarmowanie i informowanie przy poziomach 80 mikrogramów i 60 mikrogramów będzie dobre, gdy za kilka lat odczujemy rezultaty wdrożenia programu „Czyste powietrze”.

Jesteśmy gotowi dyskutować, bo już następuje poprawa jakości powietrza. Jednak do poziomów proponowanych przez resort zdrowia należy dochodzić stopniowo. Musimy uzgodnić poziom, który jest ambitny, ale nie uśpi czujności. Wskaźnikami nic nie zrobimy. Od nich nie poprawi się jakość powietrza.

W ciągu dwóch tygodni powinniśmy coś ustalić.

>>> Czytaj też: Leki zdrożeją przez Chińczyków. Zamykają fabryki, a substancji czynnych brakuje

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj