Te cztery kraje wydały wspólne oświadczenie.

Stany Zjednoczone oskarżają Iran m.in. o zachęcanie swych sojuszników w Jemenie do atakowania celów w Arabii Saudyjskiej. Międzynarodowa koalicja krajów, w której dominują sunnickie państwa: Bahrajn, Bangladesz, Egipt, Jordania, Katar, Kuwejt, Maroko, Senegal, Sudan i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a której przewodzi Arabia Saudyjska, walczy w Jemenie ze wspieranymi przez szyicki Iran rebeliantami Huti pod hasłem przywrócenia do władzy prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego.

Konflikt jemeński jest w dużej mierze postrzegany jako wojna zastępcza między sunnicką Arabią Saudyjską i szyickim Iranem w ich walce o wpływy w regionie. Huti twierdzą jednak, że nie wykonują rozkazów władz w Teheranie, a za broń chwycili w proteście wobec panującej w Jemenie korupcji.

Według ONZ wojna w Jemenie od 2015 roku pochłonęła dotąd ponad 10 tys. ofiar i wywołała jeden z "największych kryzysów humanitarnych na świecie".

Waszyngton obciąża też Teheran odpowiedzialnością za niedawne ataki na tankowce w Zatoce Omańskiej; Iran odpiera te zarzuty.

Reklama

W poniedziałek Stany Zjednoczone poinformowały, że budują z sojusznikami koalicję, by chronić szlaki żeglugowe w Zatoce Perskiej. Koalicja wniesie wkład materialny i finansowy do tego programu - powiedział wysoki rangą przedstawiciel Departamentu Stanu USA, nie wymieniając - jak wskazuje Reuters - krajów mających znaleźć się w tej koalicji.

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo, który w poniedziałek przybył do Arabii Saudyjskiej, przed odlotem z Waszyngtonu deklarował, że Stany Zjednoczone są gotowe na negocjacje z Iranem bez żadnych warunków wstępnych. W Arabii Saudyjskiej, a następnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, szef amerykańskiej dyplomacji miał rozmawiać o Iranie. Zapowiadał, że rozmowy będą dotyczyły m.in. tego, "jak możemy zbudować globalną koalicję (...), by odeprzeć największego na świecie sponsora terroru", tzn. Iran - relacjonuje Reuters.

W ostatnich tygodniach obserwowany jest znaczący wzrost napięcia między Waszyngtonem i Teheranem, do czego przyczynił się zwłaszcza atak z 13 czerwca na dwa tankowce w Zatoce Omańskiej oraz zestrzelenie amerykańskiego drona w ostatni czwartek.

W obu przypadkach USA winę przypisują Iranowi. Ten kategorycznie odrzuca oskarżenia o zaatakowanie tankowców, a w przypadku drona twierdzi, że zestrzelił ten bezzałogowy samolot, bo wtargnął w jego przestrzeń powietrzną. USA przekonują, że do zestrzelenia doszło w międzynarodowej przestrzeni powietrznej.

W niedzielę prezydent Iranu Hasan Rowhani zarzucił USA, że podsycają napięcie w regionie Zatoki Perskiej, a irański dowódca wojskowy ostrzegł przed niekontrolowanym rozlaniem się konfliktu. Dwa dni wcześniej prezydent USA Donald Trump potwierdził, że planował atak na Iran, ale zawiesił go, gdy usłyszał, że oznaczałby on śmierć ok. 150 osób.

W poniedziałek Trump ogłosił, że USA wprowadzają nowy pakiet "surowych" sankcji przeciw Iranowi, które obejmą m.in. najwyższego duchowo-politycznego przywódcę tego kraju ajatollaha Alego Chameneia. Ostrzegł, że sankcje mogą obowiązywać latami.

Szef resortu finansów USA Steven Mnuchin ogłosił, że nowy pakiet restrykcji zablokuje irańskie aktywa opiewające na miliardy dolarów. Mnuchin wyjaśnił, że choć pakiet tych sankcji był przygotowywany przez Stany Zjednoczone jeszcze przed zestrzeleniem w czwartek przez Iran amerykańskiego drona i tak jest on odpowiedzą na to zdarzenie, jak i na poprzednie działania Iranu w Zatoce Perskiej. (PAP)