Kandydata Koalicji Obywatelskiej, który w przyszłym roku rzuci wyzwanie prezydentowi Andrzejowi Dudzie, wyłoni 14 grudnia konwencja krajowa partii. Tam również kandydaci będą mieli okazję zaprezentować swą wizję prezydentury.

Sobotnia debata rozpoczęła się o godz. 11.00 i trwała nieco ponad godzinę. Poprowadził ją były dziennikarz m.in. "Trybuny", TVP i Polskiego Radia Przemysław Szubartowicz. Część zadanych przez niego pytań pochodziła od internautów.

Na początku dyskusji wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak dostali czas na swobodną wypowiedź. Mieli w niej okazję przedstawić się i wyjaśnić, dlaczego chcą ubiegać się o urząd prezydenta. Kidawa-Błońska mówiła m.in., że kandyduje, bo nie zgadza się na "kolejnych Banasiów, Misiewiczów czy Piotrowiczów".

Reklama

"Państwo musi się przed tym bronić, a obrońcą tego jest prezydent, który jest strażnikiem konstytucji" – zaznaczyła wicemarszałek Sejmu. Dodała, że chce także odbudowy pozycji Polski i godności jej obywateli. "Prezydent ma być prezydentem wszystkich Polaków. Tych, z którymi się zgadza, i tych, z którymi się nie zgadza" – podkreśliła.

"Kandyduję, bo wierzę, że łączy nas więcej niż anty-PIS, bo anty-PIS to za mało, my chcemy budować rzeczy wielkie" – zadeklarowała Kidawa-Błońska. Przekonywała przy tym, że służba zdrowia, środowisko, bezpieczeństwo i nasza pozycja na świecie "nie ma szyldu partyjnego".

Wicemarszałek Sejmu kilkakrotnie, także w dalszej części debaty, podkreślała, że jest kobietą, co uznaje za swój atut. "Uważam, że w tych trudnych czasach kobieta lepiej da radę z tym, żeby stworzyć Polsce możliwość do dialogu, rozmowy, współpracy i to kobieta pozwoli zasypywać podziały, które są w naszym społeczeństwie. To kobieta ma większe szanse na odbudowę zaufania obywateli między sobą i zaufania do instytucji publicznych" – przekonywała posłanka Koalicji Obywatelskiej.

Jaśkowiak żartował, że atmosfera na sali jest "jak na meczu Lecha Poznań z Legią Warszawa". Prezentując swą kandydaturę, przypomniał, że od pięciu lat jest prezydentem Poznania i zaznaczył, że sam, wywodząc się z ruchów miejskich, postanowił pozostać z obywatelami. I to z nimi – jak przekonywał – stara się zarządzać miastem.

"Prezydent nie musi chować się za urzędem, może iść razem z obywatelami w obronie konstytucji, niezależnych mediów, trójpodziału władzy i może być również wtedy, kiedy rządzący robią nagonkę na nauczycieli i mniejszości" – mówił Jaśkowiak. Obiecał, że jeśli wygra wybory prezydenckie, "pozostanie z obywatelami".

Zaprezentował też swe prawyborcze hasło: "Prawdziwy prezydent, silna Polska". Prawdziwy prezydent to – według niego – prezydent, który jest wśród ludzi, ale który potrafi też rozmawiać z tymi, którzy nie podzielają jego przekonań. Taki, który nie jest antyklerykałem, jednak potrafi rozmawiać z Kościołem "w wyprostowanej pozycji". "Prawdziwy prezydent to taki, który potrafi współdziałać na rzecz najuboższych, wykluczanych; prawdziwy to taki, który nie zakłamuje historii" – mówił Jaśkowiak.

W dalszej części debaty kandydaci odpowiadali m.in. na pytania o to, jak pozyskać wyborców Andrzeja Dudy oraz o ewentualne rozliczenie rządów PiS. Oboje zgodzili się, że takie rozliczenie jest potrzebne.

"Każda osoba, która łamie prawo, narusza konstytucję, powinna być osądzona. Nie może być tak, że politycy są dziś bezkarni, bezkarnie niszczą Polskę" – wskazała Kidawa-Błońska. Zaznaczyła jednak przy tym, że należy też starać się przekonać wyborców PiS, że mają wybór. "Musimy pokazać do jakiej sytuacji doszło, jaka to jest demoralizacja" – powiedziała Kidawa-Błońska.

Bardziej jednoznacznie zaprezentował się w tej kwestii Jaśkowiak. "Nie mam żadnych wątpliwości, że należy postawić przed Trybunałem Stanu prezydenta Andrzeja Dudę za łamanie konstytucji" – oświadczył samorządowiec. Jak dodał, do odpowiedzialności karnej powinni zostać pociągnięci wszyscy ci, którzy łamali prawo. Zauważył przy tym, że nawet sami politycy PiS widzą potrzebę osądzenia – jak to określił – czarnych owiec w swych szeregach.

"Nawet wśród rządzących nie ma wątpliwości, że należy postawić akt oskarżenia Marianowi Banasiowi" – dodał. Przekonywał, że tego typu rozliczenia oczekuje nawet elektorat Prawa i Sprawiedliwości. "Elektorat PiS z pewnością zrozumie rozliczenie tych, którzy doprowadzali do naruszeń prawa" – zaznaczył Jaśkowiak.

Oboje byli też zgodni, że przyszły kandydat PO na prezydenta powinien zawalczyć o dzisiejszych zwolenników Andrzeja Dudy. "Sam anty-PIS nie wystarczy" – powtórzyła wicemarszałek Sejmu. Dodała, że przyszłoroczne wybory wygra ten, kto znajdzie odpowiedni język rozmowy z obywatelami. Jaśkowiak przekonywał, że jako prezydent Poznania był w stanie doprowadzić do kompromisu nie tylko z Kościołem, kibicami, ale też z wywodzącym się z PiS wojewodą wielkopolskim. Zapewnił, że nigdy nie ucieka od trudnych pytań. "Ale ja mówię to samo w Warszawie i w Świebodzinie" – zaznaczył Jaśkowiak.

Seria dalszych pytań dotyczyła m.in. wieku emerytalnego. Kidawa-Błońska oceniła m.in., że decyzja rządu Donalda Tuska w 2012 r. o podwyższeniu wieku emerytalnego była "bardzo mądrym rozwiązaniem", za które – jednak – jak przyznała – PO zapłaciła wysoką cenę, bo utraciła władzę.

"Zrobiliśmy wtedy błąd, bo nie przekonaliśmy Polaków, że dla ich dobra lepsza jest dłuższa praca, bo nie tylko będziemy jako kraj się bogacili, ale także ich emerytury będą zdecydowanie większe" – mówiła wicemarszałek Sejmu. Dodała, że obecnie nie wyobraża sobie ponownego podniesienia wieku emerytalnego, ale jest za tym, aby zachęcać ludzi, aby pracowali dłużej.

Jaśkowiak opowiedział się za zróżnicowaniem czasu pracy ze względu na wykonywany zawód. "Są zawody i są osoby, które dysponują takim zdrowiem, że można im umożliwić pracę w dłuższym zakresie, ale są oczywiście też takie zawody, gdzie przy pracy fizycznej – a ja też pracowałem fizycznie i wiem jak to wygląda, gdy pracuje się na budowach na wolnym powietrzu – w tych zawodach trudno jest oczekiwać, że ktoś będzie przechodził na emeryturę w wieku późniejszym" – wskazywał prezydent Poznania. "Ja bym nie chciał za 10 lat być na emeryturze" – dodał.

Oboje zaprezentowali się jako przeciwnicy szybkich zmian w ustawie antyaborcyjnej. Wicemarszałek Sejmu przyznała, że obowiązujące prawo w tym zakresie nie działa. "Ta ustawa powinna działać, powinna być wprowadzana edukacja seksualna, powinna być dostępna antykoncepcja, antykoncepcja awaryjna, kobieta powinna mieć wsparcie – nie może być zostawiana sama sobie. A jeżeli uda nam się to zrobić, to nie będziemy wtedy rozmawiali o problemach aborcji" – dodała posłanka KO.

Jaśkowiak uzależnił liberalizację prawa antyaborcyjnego od tego, czy będzie przyzwolenie społeczne i odpowiednia większość w parlamencie na taką zmianę. "I wtedy takie rozwiązanie, jak w chadeckich państwach niemieckich: przede wszystkim dobro kobiety i opieka nad kobietą, danie jej możliwości podjęcia pewnych dramatycznych decyzji, ale tylko w bardzo ograniczonym zakresie i w wyjątkowych sytuacjach, ze wsparciem psychologa, tak jak to jest na przykład Niemczech" – powiedział Jaśkowiak.

Różnice między kandydatami zarysowały się w części debaty związanej z energetyką i ochroną środowiska. Kidawa-Błońska opowiedziała się za całkowitą rezygnacją z węgla do 2035 r. "Do 2035 r. musimy korzystać z czystych źródeł i wycofać się z węgla" – powiedziała. Przyznała, że są to trudne decyzje, ale – jak przekonywała – nie można ich odkładać, tym bardziej że złoża węgla się kończą. "Nie ma powodu, żebyśmy sprowadzali węgiel z Rosji" – podkreśliła Kidawa-Błońska.

Jaśkowiak ocenił, że z węgla nie uda się zrezygnować wcześniej niż za 20 – 30 lat. "Patrzmy na to realistycznie" – zaapelował. Dodał, że łatwo się składa pewne deklaracje, ale trzeba też zwracać uwagę na problem ubóstwa energetycznego, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Argumentował, że można korzystać z węgla, eliminując np. najbardziej szkodliwe formy emisji.

W kwestii polityki zagranicznej oboje kandydaci opowiedzieli się za wzmacnianiem integracji Polski z Unią Europejską, a także za odbudową relacji z Ukrainą. Kidawa-Błońska chciałaby na początku swej prezydentury zaprosić do Polski przywódców liczących się państw europejskich. "Mam wrażenie, że w krajach europejskich czekają na dialog z nami, chcą rozmawiać, chcą, żebyśmy przedstawiali rozwiązania, a nie zachowywali się jak rozkapryszony dzieciak, który wszystko krytykuje" – zaznaczyła Kidawa-Błońska.

Posłanka uważa ponadto, że nowego otwarcia wymagają polskie relacje w ramach Trójkąta Weimarskiego i Grupy Wyszehradzkiej. Jaśkowiak zwrócił z kolei uwagę na potrzebę poprawy relacji Polski z Rosją.

W kwestii obronności wicemarszałek Sejmu chciałaby jako prezydent zaproponować narodowy pakt dla obronności. Oboje mówili też o potrzebie przywrócenia do wojska żołnierzy, którzy odeszli z niej w czasach rządów PiS.

"Macierewicz zrobił coś podobnego, co Stalin w latach 30. w Związku Radzieckim. Musimy przywrócić prawdziwą apolityczność armii. Armia ma nas bronić niezależnie od tego czy rządzi taka, czy inna formacja. Nasze bezpieczeństwo to sprawny i dobry wywiad i kontrwywiad, bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni będzie w najbliższych latach odgrywało wielką rolę" – mówił prezydent Poznania.

W ostatniej, podsumowującej części sobotniej debaty, oboje kandydaci przekonywali, że są gotowi do startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Jaśkowiak przyznał, że zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory prezydenckie będą "potężnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym", ale – jak przypomniał – przebiegł w życiu wiele maratonów, w tym takie na 90 kilometrów. "Wiem, jak rozłożyć siły na takim długim dystansie" – dodał samorządowiec.

Kidawa-Błońska powiedziała, że "nie biega długich dystansów, ale jako kobieta wie, co to jest codzienna żmudna praca". "I tak jak miliony polskich kobiet, mam dużo siły, odporności i dystansu do samej siebie" – zapewniła wicemarszałek Sejmu. "I na koniec Jacku, ja nie zamierzam rezygnować z sympatii do ludzi" – zaznaczyła Kidawa-Błońska.

Kidawie-Błońskiej towarzyszył podczas debaty jej mąż, reżyser Jan Kidawa-Błoński i liczne grono zwolenników, w tym m.in. wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Jaśkowiak przybył na sobotnie spotkanie w towarzystwie najbliższych współpracowników i popierającego go posła Jakuba Rutnickiego. Debacie przysłuchiwał się szef PO Grzegorz Schetyna. Nie chciał jednak zdradzać, który z kandydatów jest mu bliższy.