Chociaż wciąż nie ma konkretnych szacunków dotyczących skutków finansowych wybuchu epidemii koronawirusa w Chinach, wiele wskazuje na to, że ostateczny koszt znacznie przewyższy straty związane z epidemią SARS w 2003 r. Wtedy chiński rynek motoryzacyjny był jedną szóstą dzisiejszego.

Już od kilku lat chiński rynek motoryzacyjny przeżywa trudny okres. Sprzedaż samochodów w Chinach zbliża się do najniższych poziomów od co najmniej pięciu lat, a odcięcie od świata regionu Wuhan jeszcze bardziej pogłębi ten kryzys.

Zagraniczne firmy motoryzacyjne takie jak Tesla, Volkswagen czy Toyota ostrzegły, że spodziewają się zakłóceń w dostawach, a główny dostawca części przewiduje, że producenci samochodów zmniejszą w tym kwartale produkcję w Chinach o 15 proc.

Reklama

„Ryzyko jest ogromne ze względu na wielką wagę Chin na rynku globalnym i ich znaczenie dla handlu”, powiedział Jean-Louis Sempe, paryski analityk z Invest Securities. „Przewidywanie powagi epidemii jest bardzo trudne, ale nie ma wątpliwości, że mocno uderzy ona w fabryki, łańcuchy dostaw i krajową sprzedaż samochodów”.

>>> Czytaj też: Rejsy PLL LOT do Chin zawieszone. Fikcja kontroli ws. koronawirusa trwa

Jeśli sprzedaż samochodów osobowych w Chinach spadnie o 20 proc. w porównaniu z zeszłorocznymi 21,4 milionami sztuk, Państwo Środka mogłoby utracić status największego rynku samochodowego na świecie.

General Motors i Honda należą do producentów, którzy mają swoje fabrykami w regionie Wuhan. Także chińska państwowa firma Dongfeng Motor Corp ma siedzibę w tym 11-milionowym mieście, które stało się ogniskiem groźnego wirusa.cNissan Motor i PSA Group (Peugeot) są partnerami Dongfeng i również mają swoje montażownie w Wuhan i prowincji Hubei.

Robin Zhu, analityk z Sanford C. Bernstein & Co., wyróżnił Dongfeng PSA jako „zdecydowanie najbardziej narażonego” na straty związane z epidemią wirusa, ze względu na wysoki odsetek pojazdów produkowanych w regionie.

„Inwestorzy będą musieli przygotować się na szersze spowolnienie poziomu aktywności w Chinach”, napisał Zhu w raporcie z 27 stycznia. „Oczekujemy, że najbliższe miesiące będą dla chińskiego przemysłu motoryzacyjnego traumatyczne".

Według Aptiv Plc, po przedłużeniu świątecznej przerwy z powodu wirusa, w tym kwartale producenci samochodów w Chinach prawdopodobnie ograniczą produkcję o 15 proc. Aptiv, do którego klientów należą m.in. GM i Volkswagen, spodziewa się, że jego produkcja spadnie o 11 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.

Epidemia przychodzi w ciężkim momencie dla przemysłu samochodowego. Branża boryka się ze spadkami sprzedaży także poza Chinami i presją na dokonywanie dużych inwestycji w samochody elektryczne i autonomiczne. Zagrożeniem dla producentów samochodów jest ogólne spowolnienie gospodarcze, w którym wirus może potencjalnie obniżyć wzrost produktu krajowego brutto Chin o ponad 1 punkt procentowy w pierwszym kwartale.

Chiny to także największy na świecie rynek pojazdów elektrycznych. Popyt na e-auta i tradycyjne modele premium ucierpi najbardziej, ponieważ sprzedaż tych pojazdów koncentruje się w największych miastach, które są najbardziej dotknięte epidemią, powiedział Zhu.

Efekt wirusa jest odczuwalny także daleko poza regionem Wuhan. Wśród koncernów, które odczują negatywne skutki przedłużonego święta noworocznego może być Tesla, która co prawda nie ma zakładów w samym Wuhan, ale znalazła się wśród firm, które są uzależnione od łańcucha dostaw z Państwa Środka. Z powodu przedłużonej przerwy noworocznej Tesla spodziewa się 10-dniowego opóźnienia w zwiększeniu produkcji w nowej fabryce w Szanghaju - pierwszej poza USA.

GM, Toyota i Volkswagen także wzięły pod uwagę apele o wstrzymanie się ze wznawianiem działalności i również zamknęły swoje zakłady co najmniej do 9 lutego.

JPMorgan Chase & Co. szacuje że każdy miesiąc wstrzymywania produkcji w Chinach powodowałby spadek zysku operacyjnego o około 6,1 proc. w przypadku Hondy i 11 proc. w przypadku Nissana. JPMorgan ocenia, że japońskie firmy w Chinach - Aisin Seiki i Koito Manufacturing - są najbardziej narażone na zatrzymanie produkcji.

>>> Czytaj też: Koronawirus zainfekował giełdy. Jak rynki reagowały na epidemię?