Coraz więcej Amerykanów w tarapatach finansowych traktuje własne ciało jako źródło dodatkowego dochodu – przez internet sprzedają włosy i komórki jajowe.

Bezrobotna od 2 lat April Hare w obliczu eksmisji znalazła rozwiązanie rodem z powieści “Małe kobietki” i postanowiła sprzedać swoje długie włosy. Zamieściła na stronie www.buyandsellhair.com zdjęcia swych długich, kasztanowych włosów i cenę wywoławczą: 1 tys. dol. W ciągu paru godzin otrzymała mnóstwo ofert. Hare, która rozważała również sprzedaż swojego mleka, jest jedną z wielu Amerykanek sięgających po niekonwencjonalne sposoby na wiązanie końca z końcem w czasach kryzysu.

>>> Polecamy: Polacy znów zaczynają bać się o swoje miejsca pracy

Reklama

Od 2011 „włosy”, „jajeczka” i „nerki” znajdują się wśród haseł najczęściej wyszukiwanych w Google wraz z frazą „chcę sprzedać swoje…”, jak podaje Nicholas Colas, specjalista strategii rynkowej nowojorskiej ConvergEx Group. Badanie z 2007 r. przeprowadzone przez wykładowców ekonomii z uniwersytetów w Chicago i Buffalo pozwoliło ustalić, że sprzedaż nerki po wprowadzeniu odpowiednich prawnych regulacji mogłaby przynieść 15,2 tys. dol. Sprzedaż włosów, mleka matki i komórek jajowych jest w USA zgodna z prawem, jednak narządów takich jak nerki – nie. Zdaniem Colasa samo zainteresowanie nielegalną procedurą świadczy o tym, jak poważny niepokój o finansową przyszłość panuje w społeczeństwie.

Powolne wychodzenie gospodarki z kryzysu, wysokie podatki i cięcia budżetowe nie poprawiają sytuacji amerykanów. 54 proc. z nich uważa, że ich zarobki nie wskazują na koniec recesji, a 52 proc. ma podobnie złe zdanie na temat rynku pracy. Wg danych Departamentu Pracy obecnie zatrudnionych jest 1,9 mln osób mniej niż w 2008 r., a bezrobocie sięga 7 proc. Dane Departamentu Handlu potwierdzają, że średni dochód rodziny spada konsekwentnie od 5 lat, a Amerykanie zarabiają obecnie mniej niż w 1996 r. Ożywienie gospodarcze następuje znacznie wolniej niż po załamaniu w 2001 r.: od czerwca 2009 r. zarobki pracowników zwiększają się rocznie o 3,2 proc. w porównaniu do 4,5 proc. po poprzedniej recesji. Zasiłki dla bezrobotnych wynoszą często mniej niż poprzednio otrzymywane wynagrodzenie, więc osoby skazane za wsparcie opieki społecznej i bony żywnościowe szukają nieortodoksyjnych rozwiązań. Trudno się zatem dziwić, że matka dwójki małych dzieci rozważa sprzedawanie własnego pokarmu, jeśli osiąga on cenę 5 dol. za uncję (0,35l).

>>> Czytaj więcej: W Internecie mamki oferują wykarmienie cudzych dzieci

W klinice leczenia bezpłodności Shady Grove tylko w tym roku dawczyniami komórek jajowych będzie chciało zostać ponad 13 tys. kobiet, czyli 13 proc. więcej niż w roku ubiegłym. 65 proc z nich utrzymuje, że ich motywacja przynajmniej częściowo jest finansowa, jednak rygorystyczną i długotrwałą selekcję przejdzie zaledwie 3 proc. Z ankiety przeprowadzonej wśród kandydatek wynika, że proces jest na tyle czasochłonny i wymagający, że motywacja nie może być wyłącznie finansowa, ale dawczynie otrzymują wynagrodzenie na każdym kroku procedury i do pierwszego pobrania komórek mogą zarobić 7 tys. dol. oraz do 8 tys. za każdy kolejny z sześciu cykli. Przeciętna dawczyni ma ok. 27 lat, a 78 proc. z nich ukończyła lub studiuje w szkole wyższej. Ponad połowa zgłoszeń pochodzi z sieci. To właśnie internet ułatwił rozwój tego niecodziennego rynku handlu włosami i innymi produktami ludzkiego ciała. Wyszukiwarki znacznie skracają dystans pomiędzy potencjalnymi sprzedającymi, a zainteresowanymi kupnem.

>>> Czytaj też: In vitro - wielki rynek, wielkie tajemnice, wielkie pieniądze

25-letnia Bridie MacDonald również jest ofiarą recesji – niedawno straciła pracę w nieruchomościach. Swoje naturalnie rude, długie włosy zapuszcza od dwóch lat. Zamieściwszy w sieci ogłoszenie o gotowości sprzedaży kosmyków długości pół metra za 1500 dol. otrzymała ponad 100 odpowiedzi. Twierdzi, że jest to zarobek, który prawie nic jej nie kosztuje i jest pewna, że podobną decyzję będzie podejmować coraz więcej osób – w obecnej sytuacji zdesperowani ludzie będą chwytać się każdej dostępnej im opcji.

>>> Czytaj też: Kryzys gospodarczy wpędza Portugalczyków w narkomanię

Człowiek rozmawiający przez komórkę / Bloomberg