Informacja z wczorajszego poranka. Dwie największe firmy farmaceutyczne GSK i Novartis zawiązują spółkę joint venture. Jak Pani zareagowała na tę informację?

Muszę powiedzieć, że jestem zaskoczona, ponieważ w ostatnim czasie nie mówiło się na rynku o takiej transakcji, choć wiadomo było od dawna, że Novartis chce zdywersyfikować swój biznes tzw. consumer healthcare. Jednak zaskakujący jest wybór partnera i samej forma prawnej: joint venture. Pamiętajmy, że jest to dopiero propozycja i trzeba poczekać na finalizację transakcji, by ją w pełni ocenić. Jeśli do niej dojdzie, rzeczywiście powstanie gigant w branży farmaceutycznej.

A dlaczego według Pani partner Novartisu jest zaskakujący?

Prognozowało się, że Novartis sprzeda tę część swojego biznesu, a nie zawiąże joint venture, i to akurat z GSK.

Jak to wpłynie na polski rynek?

Zarówno Novartis jak i GSK są bardzo poważnymi graczami w Polsce w zakresie rynku consumer healthcare, więc tego rodzaju konsolidacja w branży farmaceutycznej stworzy ogromne możliwości zdobycia pozycji lidera na naszym rynku.

A kto jest teraz liderem rynku farmaceutycznego w Polsce?

Sanofi jest jednym z liderów rynku farmaceutycznego. W zależności od okresu raportowania znajdujemy się na drugiej lub trzeciej pozycji. Natomiast największym graczem na polskim rynku jest Polpharma, niezwykle silna lokalna firma.

Jak to będzie wyglądało w najbliższych latach, biorąc pod uwagę zmiany, do których przymierza się rząd?

Na przyszłość ma wpływ wiele czynników. Jednym z nich, o zasadniczym znaczeniu, jest polityka lekowa państwa. Jeżeli będzie ona zmierzała w kierunku otwarcia funduszy refundacyjnych na cząsteczki innowacyjne, czyli na naprawdę nowoczesne leczenie, ugruntowane w standardach leczenia w innych krajach, to oczywiście rynek farmaceutyczny będzie rozwijał się szybciej. Innowacyjne terapie są droższe – więc wartościowo rynek pójdzie w górę. Natomiast jeśli polityka państwa będzie zmierzała w kierunku tego, żeby ograniczać dostęp do innowacji, to rynek będzie „pełzał”, czyli rozwijał się w tempie ok. 2 proc. rocznie.

W 2012 roku ustawa refundacyjna mocno podkopała przychody firm farmaceutycznych. Potem sprzedaż wystrzeliła w związku z tym, że pojawiła się nowa lista leków refundowanych. Czy to jest tak, że firmy farmaceutyczne drżą przed tym, jaka to będzie kolejna wersja tej listy, bo ma to diametralny wpływ na biznes?

Na szczęście ten etap mamy już za sobą. Rzeczywiście mieliśmy obawy przed wprowadzeniem ustawy refundacyjno-cenowej. Wiedzieliśmy, nie tylko my jako przemysł, ale także wielu innych graczy na rynku, że nie jest ona doskonała, choć wprowadza też zdrowe zasady, np. przejrzystości procesu refundacyjnego. Ale przypomnę o jednym bardzo istotnym elemencie – ustawa miała zmniejszyć koszty leczenia dla pacjentów oraz miała udostępnić im nowoczesne leczenie. Niestety w tym zakresie nie sprawdziła się, bo współpłacenie pacjenta w Polsce nadal jest najwyższe ze wszystkich krajów europejskich. Warto też zauważyć, że nie zwiększyła się istotnie dostępność do nowoczesnych terapii.

Podsumowując: budżet NFZ zaoszczędził bardzo poważne kwoty (2 mld zł w pierwszym roku obowiązywania ustawy i prawie 1,4 mld zł w drugim roku), ale nie przełożyło to się na refundację innowacyjnego leczenia, o czym rzadko się mówi.

A jeśli mówimy o odbiciu rynku w 2013 roku, to po pierwsze był to efekt bardzo niskiej bazy w 2012 roku, a poza tym mieliśmy bardzo silny sezon chorób infekcyjnych, co zawsze podnosi gwałtownie wartość rynku farmaceutycznego.

Czyli w tym roku, kiedy mieliśmy łagodną zimę i zapewne mniej zachorowań, przychody znów będą niższe?

W pierwszych miesiącach 2014 roku mamy spadek sprzedaży w stosunku do tego samego okresu 2013 roku. Ale to tylko i wyłącznie efekt braku sezonowych zachorowań infekcyjnych.

Jak pani ocenia jeden z pomysłów ministra Arłukowicza, aby to pielęgniarki miały wypisywać recepty?

Takie rozwiązanie stosowane jest z powodzeniem w niektórych krajach europejskich – pielęgniarki mają możliwość przedłużenia leczenia u pacjentów, którzy mają ustaloną terapię i z którymi nic poważnego się nie dzieje. Jak to będzie wyglądało w praktyce w Polsce to wciąż bardzo duży znak zapytania. Nie wiem, czy środowisko lekarskie i pielęgniarskie jest do tego przygotowane, zarówno od strony mentalnej, jak i formalnej.

Czy Pani zdaniem Polacy są hipochondrykami?

Myślę, że nie jesteśmy większymi hipochondrykami niż inne narody europejskie. Spożycie leków na głowę nie jest w Polsce najwyższe. Jeśli mówimy o lekach wypisywanych na receptę to jesteśmy daleko w tyle za Europą. Przeciętny Polak konsumuje 16 opakowań leków refundowanych rocznie, podczas gdy średnia na Starym Kontynencie wynosi 24. Natomiast jeśli chodzi o tzw. samoleczenie (głównie dostęp do leków bez recepty i suplementów diety) to wpływ ma tutaj internet i wszechobecny „doktor Google”. Aż 88 proc. Polaków zasięga opinii ws. leczenia w sieci. W tym segmencie plasujemy się trochę powyżej średniej europejskiej. Natomiast niestety jesteśmy liderami w spożyciu leków przeciwbólowych. Myślę, że leczymy się sami, ponieważ mamy utrudniony dostęp do specjalistów.

>>> Czytaj też: Nie pająki, kryzys czy wojna spędzają sen z powiek. Boimy się siebie. Że nie sprostamy, nie damy rady. Uczciwie kochać, być dobrym i prawym. Skąd to wiemy? Z Google. Czytaj więcej tutaj.

Które obszary rynku farmaceutycznego będą bardziej rosły? Może segment OTC, czyli leków bez recepty?

Według prognoz segment leków OTC będzie rósł szybciej niż segment leków wypisywanych na receptę. Widać to było na przestrzeni ostatnich lat. Ale proszę pamiętać, że rozwija się on głównie poprzez wzrost cen, a nie ilość sprzedawanych opakowań. Krótko mówiąc, ceny w tym segmencie rosną, a wzrost nie jest generowany. Bardzo dynamicznie rośnie segment leków szpitalnych, częściowo dzięki refundacji nowych leków w programach lekowych. Dalszy rozwój tego segmentu będzie się wiązał z zaproponowanym pakietem ustaw Ministra Zdrowia, które dotyczą między innymi onkologii.

W 2012 roku, w związku z refundacją, przez Sanofi przeszła fala zwolnień. Czy po odbiciu na rynku firma będzie zatrudniać?

Sanofi wyprzedziło rynek i dużą restrukturyzację przechodziliśmy w 2010 i 2011 roku. Wynikało to przede wszystkim ze zmiany portfela produktowego naszej firmy, więc nie była to antycypacja wprowadzenia ustawy refundacyjnej, choć zbiegło się to w czasie. Fala zwolnień zakończyła się i w tej chwili nie planujemy redukcji zatrudnienia, wręcz przeciwnie. Już zwiększyliśmy zatrudnienie chociażby w nowej dywizji leków weterynaryjnych, którą uruchomiliśmy od stycznia tego roku.

Planujecie inne inwestycje na polskim rynku?

Od wielu lat inwestujemy w Polsce. W Rzeszowie mamy zakład produkujący ponad 55 mln opakować rocznie i to głównie na eksport. Zainwestowaliśmy tam ok. 60 mln zł na przestrzeni ostatnich lat, a ostatnio właściwie od nowa postawiliśmy zakład produkujący dermo kosmetyki, na co przeznaczyliśmy 11 mln zł.

To chyba znak czasu, że koncerny farmaceutyczne stawiają zakłady produkujące dermo kosmetyki, odchodząc trochę od wizerunku laboratoriów, gdzie pracuje się nad innowacyjnymi lekami na nieuleczalne choroby.

Bardzo różnie z tym bywa. Są firmy, które wchodzą w obszary szeroko pojętego sektora ochrony zdrowia. A są firmy, które pozbywają się tych części biznesu, które nie wpisują się w ich podstawową strategię i koncentrują się na tych obszarach, gdzie mają swój ugruntowanych know-how. Sanofi od lat dywersyfikuje działalność. Dzięki temu pokrywamy bardzo szerokie spektrum: od leków dla zwierząt po bardzo wyrafinowane leki biologiczne stosowane w chorobach rzadkich.

Kilka lat temu głośno było o korumpowaniu lekarzy przez największe firmy farmaceutyczne, co niekorzystnie wpłynęło na wizerunek branży. Czy Sanofi ma jakąś strategię antykorupcyjną?

Jesteśmy sektorem, który jest bardzo silnie uregulowany i działa w bardzo restrykcyjnym otoczeniu prawnym. Mamy obowiązujące wewnątrz firmy zasady i specjalne kodeksy dobrych praktyk. Stawiamy też na edukację pracowników i bardzo wysokie standardy postępowania, szczególnie w kontaktach ze środowiskiem lekarskim. Jest to obszar bardzo delikatny i dlatego kładziemy ogromny nacisk na wewnętrzną edukację i wewnętrzne kodeksy czyli samoregulację. Obowiązuje u nas zasada, że kadra menedżerska jest certyfikowana, przechodząc szkolenia z zakresu dobrych praktyk biznesowych i działań zapobiegających korupcji.

W tym miejscu warto także powiedzieć o Kodeksie Przejrzystości („Disclosure Code”), który jest ważną inicjatywą Europejskiej Federacji Przemysłu i Stowarzyszeń Farmaceutycznych (EFPIA), realizowaną równocześnie przez 33 stowarzyszenia członkowskie. Za jego wdrożenie w Polsce odpowiedzialna jest INFARMA – Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych. Kodeks Przejrzystości ma na celu wzmocnienie standardów transparentnej współpracy innowacyjnych firm farmaceutycznych ze środowiskiem medycznym.

>>> Czy da się zmierzyć skuteczność leczenia? Polecamy felieton Joanny Solskiej.