Orlen rezygnuje z planów otwierania swoich stacji na Łotwie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 listopada 2008, 03:00
Miliardy dolarów wydane na ekspansję PKN Orlen w krajach bałtyckich na razie przynoszą koncernowi same straty. Spółka właśnie wycofuje się z planów wejścia na Łotwę.

Sprzedaż na stacjach Orlenu na Litwie spadła aż o 20-proc. Ambitne plany zdobycia tego rynku już od kliku miesięcy stają się coraz mniej realne.

Koncern zamierzał zainwestować 200 mln dol. w rozwój sieci detalicznej na Litwie. Teraz pod znakiem zapytania staje program budowy sieci liczącej 230 obiektów. Dotąd poniesione nakłady na rebranding i modernizację 35 stacji Ventus okazały się zupełnie nietrafne.

Od czasu zmiany logo na Orlen utrzymuje się bowiem spadkowy trend sprzedaży. Tymczasem inwestycja ta miała przynieść korzyść przede wszystkim właśnie w postaci zwiększonych wolumenów. Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes Orlenu ds. finansowych, tłumaczy to złą sytuacją makroekonomiczną na Litwie.

- Po okresie bardzo dynamicznych wzrostów w tej chwili mamy do czynienia z recesją. To ma bezpośrednie przełożenie na konsumpcję paliw - przekonuje.

O skali problemu niech świadczy fakt, że przeciętna stacja Orlenu na Litwie sprzedaje niecałe 2 mln litrów paliw rocznie, a więc dwa razy mniej niż przeciętna niemiecka stacja płockiej spółki. Tymczasem PKN zakładał, że sprzedaż na Litwie na koniec roku wyniesie średnio 2,8 mln litrów.

Czy trudna sytuacja PKN-u na Litwie sprawi, że plan dalszych inwestycji na tym rynku zniknie z nowej strategii koncernu, nie wiadomo. Niemal pewne jest natomiast, że Orlen wycofa się z deklarowanego od wielu miesięcy wejścia na rynki innych krajów bałtyckich.

Pierwsza na celowniku miała być Łotwa; były prezes Orlenu Wojciech Heydel przekonywał, że pierwsza stacja koncernu pojawi się tam jeszcze z końcem 2008 r. Dziś wiadomo już, że te zapowiedzi nie będą zrealizowane.

- Nie ukrywam, że rewidujemy strategię i obszar krajów bałtyckich nie jest tym, który wydaje się najbardziej atrakcyjny. Patrząc na cały segment detalu jesteśmy w stanie znaleźć lepsze miejsca na inwestycje - powiedział GP wiceprezes Jędrzejczyk.

Eksperci są zdania, że od początku zakup Możejek był błędem.

- Wiadomym było, że przejęcie samej rafinerii, bez sieci, która miałaby silną pozycję na rynku detalicznym, rodzić będzie problemy. Orlen zdecydował się na kosztowną akwizycję, ale - poza zwiększeniem przewagi konkurencyjnej na polskim rynku - nic koncernowi to nie dało - ocenia Przemysław Wipler, dyrektor generalny Instytutu Jagiellońskiego i były dyrektor Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki.

Za wejście na rynek litewski Orlen zapłacił prawie 2,3 mld dol. Tyle w 2006 roku kosztowało przejęcie rafinerii w Możejkach (płocka spółka ma obecnie 90 proc. jej akcji). Władze koncernu zdecydowały się na przejęcie, mimo że wcześniej w niejasnych okolicznościach wybuchł pożar, który zniszczył instalację produkcyjną, a Rosja wstrzymała dostawy ropy do zakładu.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj