Krótkie kadencje rządów stają się problemem dla zatrzymania zmian klimatycznych. Nawet jeśli cele klimatyczne są prawnie określone, często wystarczy zaledwie parę pro-węglowych polityków, by powstrzymać kolejne rządy przed podejmowaniem ekologicznych decyzji. To zaś prowadzi do zaprzepaszczenia działań przeciwko kryzysowi. Jak pisze redakcja BBC, nowa, ambitna ustawa klimatyczna uchwalona w Danii próbuje znaleźć wyjście z tej pułapki ustaw klimatycznych. Prawo to może sprawić, że zmiany klimatyczne – a przynajmniej brak wysiłków, by je powstrzymać – stałyby się nielegalne.

W styczniu 2019 r. została złożona petycja w sprawie ustawy klimatycznej, która dostosuje Danię do porozumienia paryskiego. Po tygodniu została ona podpisana przez ponad 50 tys. osób – to około 1 proc. ludności Danii. Żądania zawarte w petycji nie zyskały wówczas ogólnego poparcia parlamentarnego, ale stały się częścią rosnącego ruchu klimatycznego, który ogarnął Danię w zeszłym roku – podobnie jak znaczną część świata. Do wyborów w Danii, które odbyły się w czerwcu, zmiany klimatyczne stały się najważniejszą kwestią wyborczą. Po objęciu urzędu nowy rząd Danii – koalicja partii lewicowych kierowana przez socjaldemokratów – rozpoczęła prace nad ambitną ustawą klimatyczną, która weszła w życie w czerwcu.

Jak ustawa może pomóc w uniknięciu scenariusza, w którym kraj wyznacza sobie cel na 10 lub 20 lat w przyszłości, ale w rzeczywistości go nie realizuje? Polityka redukcji emisji jest potrzebna już wiele lat wcześniej, aby osiągnąć cele klimatyczne. „Chodzi o coś więcej niż tylko wyznaczenie celu” – mówi Tessa Khan, prawniczka ds. klimatu w holenderskiej organizacji charytatywnej Urgenda zajmującej się prawem ochrony środowiska. „Chodzi również o to, aby rządy podjęły w międzyczasie działania niezbędne do osiągnięcia tego celu i aby proces ten był prawnie wiążący” – dodaje.

Przykładowo, rząd Wielkiej Brytanii od lat zaniedbuje politykę konieczną, by zrealizować cele klimatyczne w ciągu najbliższych 12 lat. Duńskie prawo ma kilka zabezpieczeń w tym celu. Każdego roku rząd będzie musiał znaleźć większościowe poparcie parlamentu dla swoich globalnych i krajowych strategii klimatycznych. „Każdego roku rząd będzie rozliczany przez parlament” – mówi Dan Jørgensen, duński minister ds. klimatu i energii.

Reklama

Ambicje klimatyczne jednego rządu mogą być zagrożone, jeśli przyszły rząd ich nie poprze. Pokazał to przykład USA, kiedy prezydent Donald Trump wszedł do Białego Domu i wygasił wiele inicjatyw środowiskowych swojego poprzednika. Dania próbowała zminimalizować to ryzyko, negocjując ponadpartyjne wsparcie dla swojego prawa klimatycznego. Osiem z dziesięciu partii w duńskim parlamencie (razem stanowią około 95 proc. miejsc) ostatecznie głosowało za ustawą (posłowie z dwóch małych partii głosowali przeciwko niej).

„Nawet jeśli znów popadniemy w kryzys finansowy; nawet jeśli partie polityczne zmienią się, a temat klimatu nie będzie tak ważny jak teraz – ustawa, którą teraz wprowadziliśmy, gwarantuje, że postęp w walce ze zmianami klimatu nie zostanie zatrzymany” – twierdzi Jørgensen.

Kolejną kluczową różnicą w nowym prawie duńskim jest oparte na dowodach podejście do tego, jaki udział w globalnej redukcji emisji ma Dania. Globalne emisje będą musiały zostać zmniejszone o połowę w ciągu najbliższych 10 lat, aby utrzymać świat na dobrej drodze do ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5°C, co jest kluczowym celem porozumienia paryskiego. Obliczenie „sprawiedliwego udziału” w redukcji emisji potrzebnych w każdym kraju jest skomplikowane i różni się w zależności od metody zastosowanej do podziału odpowiedzialności. Kraje uznały jednak, że od bogatych krajów o większych emisjach historycznych należy wymagać szybszego ograniczenia emisji niż od krajów biedniejszych, które emitowały mniej. Kraje z wiarygodnymi planami klimatycznymi muszą więc podjąć próbę obliczenia swojego sprawiedliwego udziału. To właśnie zrobiła Dania, stwierdzając, że powinna zredukować emisje o 70 proc. do 2030 roku, na podstawie poziomów z 1990 roku. Ten prawnie wiążący, oparty na dowodach naukowych cel jest podstawą nowego prawa. Do tej pory Dania osiągnęła zaledwie 35 proc. spadek emisji.

Według Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) światowe emisje będą musiały osiągnąć poziom „zero netto” około roku 2050. Wszelkie emisje gazów cieplarnianych, które nadal będą występować później, będą musiały zostać zrównoważone taką samą ilością emisji z atmosfery. W ostatnich latach wyznaczono wiele nowych celów klimatycznych „zero netto”, m.in. przez Wielką Brytanię, Francję, Szwecję, Nową Zelandię, całą UE oraz państwa w USA, w tym Kalifornię i Nowy Jork. Surinam i Bhutan osiągnęły już poziom zerowej emisji netto. Norwegia planuje, że do 2030 r. stanie się „neutralna dla klimatu”.

Zmiany klimatu to problem globalny – jeśli nie zostanie on rozwiązany wszędzie, będzie miał wpływ na wszystkich. Współczesny świat jest również niewiarygodnie spleciony: produkty – i wynikające z nich emisje – wytwarzane w jednym miejscu są konsumowane w innym, podczas gdy dzielenie się zielonymi technologiami ponad granicami może pomóc innym krajom w ograniczeniu ich emisji. Wiele argumentów przemawia za tym, że rządy muszą zrobić więcej niż tylko ograniczyć emisje ściśle w obrębie swoich granic. Nowe prawo duńskie wymaga włączenia zmian klimatycznych do zagranicznej pomocy rozwojowej i polityki handlowej, a także uwzględnienia wpływu duńskiego importu i konsumpcji na klimat.

Rządy nie są jednomyślne w zielonej transformacji. Często niektóre departamenty wspierają inwestycje w paliwa kopalne lub budowę dróg, podczas gdy inne naciskają na czystą energię i transport. Na przykład rząd Wielkiej Brytanii ma ustawę o zmianach klimatycznych obowiązującą od 2008 roku, ale jest krytykowany za to, że nie bierze pod uwagę wpływu swoich decyzji o wydatkach na środowisko oraz za finansowanie paliw kopalnych za granicą. Zaś rząd Nowej Zelandii zapowiedział w zeszłym roku, że wszystkie jego główne decyzje będą teraz podejmowane w kontekście zmian klimatu. Duńskie prawo ma również na celu zapewnienie, że wszystkie polityki będą wspierać ekologiczny zrównoważony rozwój. Powstała komisja ds. „zielonej transformacji”, której zadaniem jest sprawdzanie, czy wszystkie obszary polityki są zrównoważone. Dania stara się również włączyć do swoich planów przedsiębiorstwa i społeczeństwo. Publiczna Rada ds. Klimatu, składająca się z 99 osób, zostanie zaproszona do dyskusji na temat potencjalnych planów dotyczących klimatu. Trzynaście „partnerstw klimatycznych”, z których każde prowadzone jest przez inny sektor, miało za zadanie przedstawić rozwiązania mające na celu redukcję emisji w ich przemyśle.

Prawo klimatyczne staje się coraz bardziej powszechnym narzędziem walki ze zmianami klimatu. Ale co się stanie, jeśli rządy nie będą w stanie ich uchwalić? W tym przypadku sądy okazują się być potężnym mechanizmem zmuszającym rządy do podjęcia działań. Przykładowo, w 2015 r. sąd w Hadze nakazał rządowi holenderskiemu ograniczenie emisji o co najmniej 25 proc. w ciągu pięciu lat. Sprawa, którą wniósł Urgenda, opierała się na prawnym zobowiązaniu rządu do wykonywania obowiązku opieki nad obywatelami Holandii. Od 2015 roku liczba spraw sądowych dotyczących klimatu gwałtownie wzrosła. W marcu brytyjski sąd apelacyjny stwierdził, że plany rozbudowy lotniska Heathrow są niezgodne z prawem, ponieważ nie uwzględniają one porozumienia paryskiego. W USA, Kanadzie, Kolumbii i Korei Południowej wszczęto postępowania sądowe przeciwko młodzieży klimatycznej za naruszenie ich praw konstytucyjnych – a kilka z nich wygrało.

Przypadek Urgendy udowodnił, że wpływy zmian klimatycznych – czy to teraz, czy w przyszłości – są niezgodne z prawem, ponieważ rządy mają obowiązek chronić swoich mieszkańców przed szkodą dla ich środków do życia, zdrowia i mieszkań. Pod wieloma względami mamy już zobowiązania i narzędzia potrzebne do pociągnięcia rządów do odpowiedzialności.