Okrucieństwa Buczy i późniejsze dowody tortur z terenów po Charkowem, które niedawno zostały odbite przez ukraińskie wojsko, stwarzają wrażenie, że Rosjanie mają ludobójczy zapał, który wykazywały nazistowskie niemieckie wojska na zajętych terytoriach albo, powiedzmy, włoskie faszystowskie wojska w Etiopii. Działania Putina w Ukrainie są jednak takim fiaskiem właśnie dlatego, że nie udało mu się rozpalić w rosyjskim narodzie nienawiści i przekonania o własnej nieomylności, którymi Adolf Hitler i Benito Mussolini zainspirowali Niemców i Włochów.

Reklama

Czarne Koszule a rosyjskie bataliony ochotnicze

Włoskie imperium miało w latach 30. populację o wielkości 56 milionów osób, dla porównania – we współczesnej Rosji żyje 140 milionów ludzi. To jednak wojska szturmowe Czarnych Koszul Mussoliniego walczące w Etiopii szybko rozrosły się (w przeciwieństwie do rosyjskich ochotniczych batalionów – przyp. red.) z 20 do 115 tys. żołnierzy w latach 1935-36 – napisali Pier Paolo Battistelli oraz Piero Crociani w książce „Włoskie Czarne Koszule w latach 1935-45”. Wolontariuszy nie brakowało.

W Niemczech, które miały populację o wielkości 85 miliona, zbrojne oddziały partii nazistowskiej Waffen-SS zwiększyły się w pierwszym roku trwania II wojny światowej z 28 do 150 tys. pomimo ówczesnej ekstremalnej selekcji do oddziałów SS – napisał z kolei George Stein w „Waffen-SS: elitarna straż Hitlera na wojnie, 1939-45”.

Zarówno w Niemczech, jak i we Włoszech, zawodowi żołnierze zazdrościli partyjnym oddziałom dyktatorów, do których dobrowolnie zgłaszały się osoby na znacznie dłuższą służbę, niż dekretowano dla zwykłych żołnierzy. Hitler i Mussolini musieli pójść na kompromis i zmniejszyć liczebność Waffen-SS oraz Czarnych Koszul, przenosząc część żołnierzy pod dowództwo wojskowych w terenie. Jednak nawet regularni żołnierze, przynajmniej w Niemczech, byli przesiąknięci nazistowską ideologią. Istnieje wiele dowodów na podyktowane ideologią okrucieństwa żołnierzy Wehrmachtu, mimo że jego poborowi mogli nie być członkami nazistowskiej partii.

Putin może tylko pomarzyć o liczbie ochotników, jaką były zdolne zgromadzić faszystowskie reżimy XX wieku. Kilka miesięcy od wybuchu wojny łączne siły ochotniczych batalionów sformowanych w rosyjskich regionach wynosiły zaledwie kilkadziesiąt tysięcy i trudno powiedzieć, czy wielu ochotników kierowało się przy podejmowaniu decyzji o pójściu na wojnę patriotyzmem w rozumieniu Putina lub rosyjskiej skrajnej prawicy.

Główną przynętą na sprawnych fizycznie mężczyzn była raczej obietnica wynagrodzeń, na jakie nie mogli liczyć w swoich rodzinnych regionach. Przesłanie, które prywatna firma wojskowa Grupa Wagnera promuje w swoich reklamach, to romantyczna, napędzana testosteronem przygoda jako alternatywa dla nudnej pracy w fabryce, ale rzeczywiste korzyści ze służby wiążą się również z wysokimi, wiarygodnymi dochodami. Nawet więźniom, których Wagner rekrutuje by wzmocnić swoją prywatną armię, oprócz ułaskawienia oferuje się znaczną gotówkę po sześciu miesiącach na linii frontu.

Można powiedzieć, że Rosjanie nie przyłączają się do wojny Putina w takiej skali jak ochotnicy w nazistowskich Niemczech tylko dlatego, że boją się o swoje życie, dlatego, że słyszeli historie o tym, jak słabo wyposażona i dowodzona jest rosyjska armia albo po prostu dlatego, że nie wygląda na to, by Rosja miała wygrać. Można jednak argumentować, że silna ideologiczna motywacja mogłaby odsunąć te obawy na dalszy plan. Stale rozrastające się oddziały Waffen-SS miały całkowicie ochotniczy charakter jeszcze w 1942 roku. Wiara w wyższość niemieckiego narodu i „aryjskiej rasy”, a tym samym w ich ostateczne zwycięstwo, dominowała przez wiele miesięcy po tym, jak armie Hitlera przestały być niepokonane.

Rosjanie lubią Ukraińców

Rosjanie w nic podobnego nie wierzą. Nie nienawidzą także Ukraińców. W sierpniu 2022 r. Centrum Lewady, jeden z ostatnich ośrodków badania opinii społecznej próbujących prowadzić obiektywne badania w Rosji, podało, że 68 proc. Rosjan ma pozytywną opinię o Ukraińcach ̶ to spadek z 83 proc. w październiku 2021 r., ale wciąż przytłaczająca większość, zwłaszcza biorąc pod uwagę realia opresyjnego reżimu. Wielu respondentów mogło zawahać się by powiedzieć ankieterowi (który może być funkcjonariuszem tajnej policji lub innego typu informatorem), że lubią ludzi, z którymi rosyjskie wojsko walczyło przez ostatnie siedem miesięcy.

Stosunek do Ukrainy jako państwa był w większości negatywny na długo przed wojną: według Lewady w lutym 2019 r. tylko 34 proc. Rosjan sympatyzowało z sąsiednim państwem, a w sierpniu 2022 r. było to już 23 proc. Nie jest to jednak raczej solidna podstawą do dokonania ludobójstwa: rosyjski żołnierz musi przecież strzelać do prawdziwych Ukraińców, a nie do abstrakcyjnego państwa czy rządu.

Przywiązanie do pieniędzy jest jedynym prawdziwym ideologicznym uzasadnieniem rządów Putina. Według ostatniej edycji badania World Values Survey wielu Rosjan (48,8 proc. w porównaniu z 37,9 proc. w rzekomo bardziej materialistycznych Stanach Zjednoczonych) uważa wzrost gospodarczy za najważniejszy cel kraju. Rosjanie nauczyli się samowystarczalności w latach 90., gdy rozpadło się paternalistyczne państwo sowieckie i rozkoszowali się tą samowystarczalnością w miarę stopniowego odbudowywania gospodarki kraju. „Każdy mężczyzna i kobieta dla siebie” to nieoficjalna dewiza narodu: najpierw refren przetrwania, a potem przepis na dobre samopoczucie. Tak więc, kiedy reżim zaczął potrzebować czegoś w stylu nacjonalistycznego, imperialistycznego odrodzenia w stylu Mussoliniego lub Hitlera, usiłował zaoferować swoim ochotnikom coś bardziej przekonującego niż gotówka.

Ideologiczna wojna Rosji z Zachodem

Rosyjscy ultranacjonaliści zdają sobie sprawę z braku ideologicznych pomysłów i narracji, które mobilizowałyby rodaków do narażania życia. Filozof Aleksander Dugin, którego córka niedawno zginęła w zamachu terrorystycznym, o który rosyjskie władze obwiniają na Ukrainkę, napisał w artykule na nacjonalistycznym portalu Tsargrad.tv:

Rosja znajduje się w stanie ideologicznej wojny. Wartości bronione przez globalistyczny Zachód — LGBT, legalizacja perwersji i narkotyków, połączenie człowieka z maszyną, wszechobecne mieszanie kultur spowodowane niekontrolowaną migracją — są nierozerwalnie związane z jego militarną i polityczną hegemonią oraz jednobiegunowym systemem. Zachodni liberalizm i globalna militarna, polityczna i gospodarcza dominacja USA i NATO to jedno i to samo. Walczyć z Zachodem i jednocześnie akceptować (choćby częściowo) jego wartości, w imię których prowadzi z nami wojnę, eksterminacyjną wojnę, jest po prostu absurdem. Nasza własna, w pełni rozwinięta ideologia to nie tylko coś, co warto mieć. Jeśli jej nie rozwiniemy, przegramy.

Nie ma tu niczego, z czym Putin by polemizował. Na kilka dni przed pojawieniem się artykułu Dugina prezydent podpisał „Koncepcję polityki humanitarnej”, według której Rosja toczy „bitwę o supremację kulturową” z Zachodem.

Trudność w sprzedaży Rosjanom pewnego rodzaju postfaszystowskiej pseudokonserwatywnej ideologii ma dwojaki charakter. Po pierwsze, propagandyści muszą skłonić ludzi do uwewnętrznienia idei, że obecna wojna nie jest tak naprawdę wymierzona w Ukraińców (których, pamiętajmy, ponad dwie trzecie Rosjan tak naprawdę lubi), ale przeciwko USA i NATO, które dostarczają Ukraińcom broń. Ta narracja jest już szeroko rozpowszechniona w państwowej telewizji i prokremlowskich kanałach na Telegramie jako wyjaśnienie niedawnych rosyjskich niepowodzeń. Jej wadą jest jednak to, że na Ukrainie nie ma żołnierzy NATO, a wsparcie jakie otrzymuje od Zachodu, można było zaobserwować już przed inwazją, więc uzasadnienie nim decyzji o ataku jest coraz trudniejsze do obrony. Zarówno Putin, jak i Dugin powiedzieli, że Rosja nie miała innego wyjścia, jak rozpocząć wojnę. Jednak żaden z nich nie wyjaśnił w przekonujący sposób, dlaczego jakikolwiek rodzaj wyprzedzającego uderzenia przeciwko wyraźnie silniejszemu przeciwnikowi (a nie tylko przeciwko przypuszczalnie słabszej od Rosji Ukrainie) miał praktyczny sens.

Nawet jeśli Rosjanie zaakceptują tę narrację, indywidualistyczne i samozachowawcze części ich osobowości z pewnością będą się zastanawiać, dlaczego warto umrzeć w tej wojnie. Czy zakaz małżeństw osób tej samej płci lub marihuany są warte ostatecznego poświęcenia? Czy przyjąłbym kulę, aby zapobiec „połączeniu człowieka i maszyny”? Czy tak bardzo zależy mi na zatrzymaniu globalnej migracji? Żadna z „tradycjonalistycznych” idei, których mieliby według woli Dugina i Putina bronić Rosjanie własnym życiem, nie jest tak potężna, jak konstrukty zła, które XX-wieczni faszystowscy przywódcy tak dobrze wbijali do umysłów swoich narodów. Żaden z powyższych Rosjan nie ma też charyzmy, by powstrzymać ludzi przed zadawaniem najbardziej podstawowych praktycznych pytań: „Dlaczego ma to być dla mnie kwestia życia i śmierci?” A co najważniejsze, Putin nie osiągnął militarnych zwycięstw o takiej skali jak Mussolini i Hitler, które uczyniły ich retorykę o wiele bardziej atrakcyjną, niż powinna być.

W tym momencie wojny każda podawana w locie ideologiczna rewizja wygląda na próbę usprawiedliwienia porażek. Putin przegapił swoją szansę na zostanie ideologicznym, populistycznym przywódcą wiele lat temu, kiedy jeszcze odnosił zwycięstwa.

Warto również przypomnieć, że pomimo wybitnych populistycznych umiejętności i silnych relacji z milionami swoich rodaków, Hitlerowi i Mussoliniemu nie udało się uzyskać władzy nad światem, ani nawet skutecznie obronić pozycji Niemiec i Włoch na jego mapie. Putin, jako mniej kompetentny „führer”, ryzykuje, że jego działania będą co najmniej tak samo złe dla Rosji.