Media

Elektryk za 100 tys. zł

O ile jeszcze kilka lat temu ceny najtańszych aut na prąd startowały z poziomu ok. 150 tys. zł i były to modele z mizernymi zasięgami ledwie przekraczającymi 100 km, to obecnie jest znacznie lepiej.

Najtańszym modelem jest Skoda Citigo-E IV za 81 900 zł, której deklarowany zasięg to sensowne 260 KM. W wyposażeniu seryjnym jest już klimatyzacja automatyczna, radio, elektryczne szyby, centralny zamek i… to właściwie już wszystko. Do miasta wystarczy, a raczej nikt takim autkiem nie będzie wybierał się poza nie bo to w końcu tylko segment A i nie oferuje ani zbyt dużo miejsca we wnętrzu, ani nie jest zbyt komfortowe. Natomiast zdecydowanie większym problemem jest fakt, że… auta nie można kupić. Widnieje na oficjalnej stronie Skody, ale już w konfiguratorze go nie ma, a dealerzy nie przyjmują zamówień. Podobno problem z dostępnością baterii sprawił, że auto niby jest, ale go nie ma.

Drugi w kolejności jest Smart EQ w wersji dwu- (ForTwo) lub czteroosobowej (ForFour). Zasięg w obu przypadkach to ok. 150 km, co do jazdy po mieście wystarczy. Ceny? Odpowiednio 96,9 oraz 98,4 tys. zł. Sporo jak za wersje, które są bardzo słabo wyposażone (w standardzie nie ma nawet manualnej klimatyzacji, a lusterka trzeba regulować ręcznie) i w żadnym wypadku nie nadają się do wyjazdów poza miasto. Nie tylko ze względu na zasięg (w trasie kurczy się do ok. 100 km), ale również osiągi – prędkość maksymalna to raptem 130 km/h.

Reklama

Na placu boju pozostaje jeszcze Volkswagen e-up! za 97 990 zł, który jest bratem bliźniakiem Skody Citigo-E, ale w odróżnieniu od niej jego można kupić. Problemem też może być jednak mizerny komfort oraz prędkość maksymalna wynosząca jedynie 130 km/h. Na autostradzie będzie po prostu zawalidrogą.

W praktyce zatem wybór ogranicza się do dwóch modeli kosztujących poniżej 100 tys. zł. Następny w kolejce byłby Nissan Leaf, ale jego ceny zaczynają się już od 118 tys. zł a to kwota przekraczająca nasze założenia.

Plug-in za 100 tys. zł

Choć PHEV (z ang. Plug-in Hybrid Electric Vehicle) rozwijane są od wielu lat to nadal technologia ta jest stosunkowo droga. Najtańszy plug-in dostępny na polskim rynku to Kia Ceed kombi PHEV za 127 990 zł. Sporo, jak na kompaktowe auto, ale trzeba przyznać, że w tym wypadku dostajemy w standardzie bogate wyposażenie i baterię pozwalającą przejechać tylko na prądzie ok. 50 km (z prędkością do 120 km/h). Po wyładowaniu akumulatora napęd działa w trybie hybrydowym, ale ponieważ PHEV jest aż o 230 kg cięższy od wersji benzynowej 1.4 TGD-i to zużywa zauważalnie więcej paliwa niż klasyczne hybrydy z małymi bateriami.

Media

Hybryda za 100 tys. zł

Dawniej uchodziły za drogie, dzisiaj ich ceny są porównywalne z modelami na benzynę czy olej napędowy. Łącznie w cenie poniżej 100 tys. zł mamy do wyboru sześć modeli czterech marek.

Najtańsza jest Toyota Yaris III Hybrid, czyli schodząca generacja modelu. Najtańszy hybrydowy Yaris kosztuje zaledwie 69 900 zł, choć jest słabiutko wyposażony, przede wszystkim w opcje podnoszące komfort. Za 10 tys. zł więcej możemy mieć znacznie lepszą wersję Premium. Nowa generacja modelu jest mocniejsza (układ hybrydowy ma 116 KM w porównaniu do 100 KM w poprzedniku), samochód w serii ma mnóstwo systemów bezpieczeństwa, ale cena też jest odpowiednio wyższa – hybrydowy Yaris IV Hybrid kosztuje minimum 76 900 zł.

Drugie miejsce zajmuje Toyota Corolla Hybrid generująca łącznie 122 konie. 89 900 zł za kompaktowe auto z ekologicznym napędem? Bardzo dobra oferta. Kombi jest droższe o 3 tys, a sedan o 4 tys. Wyposażenie? Powiedzmy dyplomatycznie, że ascetom wystarczy. Lepsza wersja Komfort kosztuje 98 900 zł, więc nadal mieścimy się w budżecie. No i jest jeszcze mocniejsza hybrydowa Corolla, której układ spalinowo-elektryczny ma łącznie 180 koni, ale to już wydatek 108 tys. zł

Lexus CT 200h. Jedyny reprezentant segmentu premium w całym zestawieniu, co sprawia, że jest wart szczególnej uwagi. Konstrukcyjnie może nie jest to najmłodsze auto, ale nadal wygląda atrakcyjnie. Za 94 900 zł dostajemy układ hybrydowy generujący łącznie 136 koni, które wystarczą, by do setki przyspieszyć w 10 sekund. Wyposażenie? Dwustrefowa klimatyzacja, 7-calowy ekran multimedialny, oczywiście skrzynia automatyczna, czujniki parkowania z przodu i z tyłu, czujnik deszczu, 16-calowe aluminiowe felgi. Czego chcieć więcej? Zdecydowanej większości użytkowników to wystarczy. A jeśli nie to są też lepsze wersje – ich ceny przekraczają już jednak 100 tys. zł (np. 106 900 za Business Edition). To jednak nadal o 20-30 proc. mniej niż porównywalne diesle od Audi, czy BMW.

Kia Niro HEV to crossover koreańskiej marki od podstaw zaprojektowany jako hybryda. Za podstawową wersję M zapłacić trzeba 97 990 zł i jest ona nieźle wyposażona (klimatyzacja automatyczna, kamera cofania, ekran multimedialny etc). Osiągi mogłyby być ciut lepsze bo pierwsza setka pojawia się na liczniku po prawie 12 sekundach.

Listę hybryd w przystępnej cenie zamyka inny Koreańczyk – Hyundai Kona Hybrid za 97 200 zł. Jako, że Hyundai to bliźniak Kii, to mamy tu ten sam napęd (łącznie 141 KM) co w Niro, niemal identyczne osiągi, ale trochę gorsze wyposażenie (np. klimatyzacja jest tylko manualna).

Podsumowanie

Jeśli chcemy kupić auto z alternatywnym napędem do 100 tys. zł to mamy do wyboru dziewięć modeli, z czego jednego fizycznie nie można zamówić (elektrycznej Skody). Ale osiem to nadal nieźle, wziąwszy pod uwagę, że mówimy o niecodziennych technologiach. 70-80 proc. tej oferty to hybrydy i jednocześnie reprezentanci tylko dwóch koncernów: Toyoty oraz Kia-Hyundai. To pokazuje, kto rozdaje karty w segmencie „ekologicznych samochodów dla ludu”. Największym zaskoczeniem natomiast jest fakt, że w tym wąskim gronie znalazł się Lexus ze swoim kompaktowym CT 200h.

>>> Czytaj też: Auta nie przestają drożeć. Średnia cena osobowego przekroczyła 130 tys. zł