Przed Sądem dla dzielnicy Peczersk w Kijowie, który miał wybierać środek zapobiegawczy, zebrał się w czwartek tłum zwolenników Poroszenki.

Prokuratura początkowo chciała wnioskować o areszt dla byłego szefa państwa lub kaucję w wysokości 10 mln hrywien (ok. 1,5 mln złotych). W czwartek poinformowano, że na następnym posiedzeniu - 1 lipca - rozpatrzony będzie środek zapobiegawczy w formie zobowiązania osobistego.

"Próbowali nas przekupić. Zamienić areszt piątego prezydenta Ukrainy, powiedzieli, że wystarczy im zobowiązanie osobiste. Ale Poroszenko łapówek nie brał, nie bierze i nie będzie brać. Robią to po to, żeby zabrać paszport i nie było możliwości otrzymać poparcia świata" - powiedział Poroszenko przed sądem.

Były szef państwa określił sprawy, w których figuruje, jako "zemsta drobnych zakompleksionych osób, które nie kochają Ukrainy" - informuje ukraińska redakcja BBC. Według niej takich spraw jest ok. 20.

Środek zapobiegawczy ma być wybrany w związku z nominacją byłego wiceszefa wywiadu zagranicznego Serhija Semoczki. Poroszence zarzuca się, że w 2018 roku wywierał nacisk na szefa wywiadu zagranicznego, którym wtedy był Jehor Bożok, aby ten, przekraczając swoje kompetencje i nadużywając władzy, mianował wiceszefem tej instytucji Semoczkę.

Reklama

Interfax-Ukraina informuje, że w czwartek ambasada USA w Kijowie zwróciła się na Twitterze do ukraińskich władz, podkreślając, że system sądowniczy nie może być wykorzystywany do "wyrównywania politycznych rachunków". Przed "rewanżyzmem" ostrzegli też kanadyjscy dyplomaci - pisze BBC.

Poroszenko, lider opozycyjnej partii Europejska Solidarność, w ubiegłym roku przegrał w wyborach prezydenckich z Wołodymyrem Zełenskim.

Z Kijowa Natalia Dziurdzińska (PAP)

ndz/ ap/