Według Czerwonego Krzyża ludność dotkniętą ostatnim konfliktem należy liczyć w "setkach tysięcy".

Występując na konferencji prasowej ze swoją szwedzką odpowiedniczką Ann Linde w Ankarze, Cavusoglu powiedział, że spotkanie z udziałem wszystkich 11 członków Grupy Mińskiej OBWE - utworzonej w celu mediacji w konflikcie i kierowanej przez Rosję, USA i Francję - będzie pomocne. "Uważamy, że międzynarodowe wezwania do zawieszenia broni są rozsądne. Ale chęć społeczności międzynarodowej do rozwiązania tego problemu widzimy tylko wtedy, gdy również pojawi się wezwanie do wycofania się Armenii z ziem Azerbejdżanu" - oświadczył.

Armenia i Azerbejdżan oskarżyły się nawzajem o złamanie uzgodnionego trzy dni temu humanitarnego zawieszenia broni w separatystycznym ormiańskim regionie Górskiego Karabachu.

Kilka światowych mocarstw wezwało do natychmiastowego zakończenia krwawych walk. Ale Turcja, która jest jednym z 11 członków Grupy Mińskiej, lecz nie uczestniczy w mediacjach, zdecydowanie wspiera Azerbejdżan i wielokrotnie wzywała do wycofania się Ormian z regionu – zwraca uwagę agencja Reutera.

Reklama

Cavusoglu powiedział, że złożył Linde propozycję rozmów, ponieważ Szwecja obejmie przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), w ramach której działa Grupa Mińska. "Może być dla nas korzystne zorganizowanie spotkania jako Grupa Mińska - zauważył. - Współprzewodniczący Grupy (Rosja, USA, Francja) również powinni przedłożyć sprawozdanie (z sytuacji) Grupie Mińskiej i już należy podjąć kroki" w tej kwestii.

Tymczasem amerykański sekretarz stanu Pompeo wezwał obie strony konfliktu do przestrzegania rozejmu. "Stany Zjednoczone wzywają Armenię i Azerbejdżan do wywiązania się z zobowiązania do zawieszenia broni i zaprzestania ataków na obszary zamieszkane przez ludność cywilną" - napisał na Twitterze Pompeo, podczas gdy we wtorek trwały intensywne walki między separatystami z Górskiego Karabachu z armią azerbejdżańską. Dodał, że USA są "zdeterminowane, aby promować pokojowe rozwiązanie" konfliktu.

Rozmowy dyplomatyczne mające położyć kres najpoważniejszym od 1994 r. działaniom wojennym między wspieranym przez Armenię separatystycznym Górskim Karabachem i Azerbejdżanem przebiegały pod auspicajmi Rosji. W sobotę po 11 godzinach rozmów w Moskwie szefowie MSZ Armenii i Azerbejdżanu osiągnęli porozumienie w sprawie zawieszenia broni. Jednak rozejm nie utrzymał się mimo wezwań Rosji, Unii Europejskiej czy nawet Iranu o jego przestrzeganie.

Do tej pory w walkach, które rozgorzały 27 września, zginęło łącznie po obu stronach ok. 600 osób, w tym żołnierze i 73 cywilów.

Górski Karabach poinformował we wtorek, że kolejnych jego 16 żołnierzy zginęło w walkach, zwiększając ogólny bilans ofiar śmiertelnych od 27 września do 532. Ombudsman Górskiego Karabachu Artak Belgarian informował w poniedziałek o co najmniej 31 ofiarach cywilnych w tym separatystycznym regionie. Setki osób zostało rannych.

Azerbejdżan nie ujawnił do tej pory żadnych strat wśród swoich wojskowych, ale podał, że śmierć poniosło 42 cywilów.

Według Czerwonego Krzyża ludność dotkniętą ostatnim konfliktem należy liczyć w "setkach tysięcy". "Dzisiaj, po dwóch tygodniach intensywnych i niestety nasilających się walk (...) widzimy, że już setki tysięcy ludzi zostały dotknięte w regionie tym konfliktem" - oświadczył dyrektor na Eurazję Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża Martin Schuepp. Według niego trwają "ciągłe dyskusje" na temat wymiany ciał i więźniów pomiędzy walczącymi stronami, co jest celem wynegocjowanego w Moskwie rozejmu.

Na linii frontu separatyści z Górskiego Karabachu oskarżyli azerbejdżańską armię o potrójną ofensywę na południu, północy i północnym wschodzie tej samozwańczej republiki. Baku ze swej strony oświadczyło, że "przestrzega zawieszenia broni", ale "armeński przeciwnik" strzelał w stronę azerbejdżańskich rejonów Goranboy, Terter i Agdam. Wydaje się, że w ciągu nieco ponad dwóch tygodni walki Azerbejdżan zdobył niektóre terytoria, nie uzyskując wszelako znaczącej przewagi nad separatystami, którzy utrzymują sie w górach - zauważa agencja AFP.

"Azerbejdżan odnotował pewne sukcesy militarne, ale nic spektakularnego. Baku jest dalekie od gotowości do przejęcia kontroli nad Karabachem" - ocenia cytowany przez AFP Gela Wasadze, ekspert z Gruzińskiego Centrum Analiz Strategicznych, wskazując na "impas dyplomatyczny i militarny". (PAP)