Johnson: Nie będziemy zbrojnie walczyć z Rosją na Ukrainie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 marca 2022, 17:27
NATO
<p>flaga NATO</p>/Shutterstock
Brytyjskie wojska nie będą walczyć z siłami rosyjskimi na Ukrainie, a wzmacnianie ich obecności na wschodniej flance NATO ma miejsce w granicach Sojuszu - podkreślił we wtorek premier Boris Johnson podczas wizyty w Estonii.

Johnson przyleciał do Estonii z Warszawy, gdzie o wojnie na Ukrainie rozmawiał z szefem polskiego rządu Mateuszem Morawieckim. W Estonii wraz z premier tego kraju Kają Kallas i sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem odwiedził bazę wojskową Tapa, dokąd przybyła kolejna grupa brytyjskich żołnierzy uczestniczących w NATO-wskiej operacji eFP (Wzmocniona Wysunięta Obecność).

"To nic innego jak środki defensywne, które są istotą NATO od ponad 70 lat. Chcę jasno powiedzieć, że nie będziemy walczyć z siłami rosyjskimi na Ukrainie, a nasze wzmocnienia, takie jak te tutaj w Tapa, mieszczą się zdecydowanie w granicach członków NATO i jest to właściwą rzeczą" - powiedział Johnson.

Zapytany na konferencji prasowej, w jakich okolicznościach NATO mogłoby bezpośrednio zaangażować się w wojnę na Ukrainie, Johnson odparł, że w Wielkiej Brytanii istnieją prawa dotyczące konfliktów międzynarodowych i tego, jak należy je prowadzić. "NATO jest sojuszem obronnym - dla któregokolwiek z członków NATO angażowanie się w konflikt z Rosją to ogromny krok, którego żaden z członków nie rozważa. To nie jest na agendzie" - oświadczył.

Wyjaśnił też, że NATO nie rozważa ustanowienia strefy zakazu lotów nad Ukrainą, bo aby ją egzekwować, nieuchronna byłaby bezpośrednia konfrontacja z lotnictwem rosyjskim. "To jest czas, w którym błędne kalkulacje i nieporozumienia są aż nazbyt możliwe. Musimy uznać fakt, że wymagałoby to zestrzeliwania rosyjskich samolotów. To bardzo, bardzo duży krok. Po prostu nie ma go na agendzie żadnego z państw NATO" - przekonywał. Państwa NATO zapewniały w ostatnim czasie, że nie chcą bezpośrednio angażować się w walkę z siłami rosyjskimi, ponieważ byłoby to sygnałem do wybuchu wojny z Rosją.

Premier Estonii Kaja Kallas wezwała NATO do przygotowania się do obrony najbardziej narażonych sojuszników, w tym krajów bałtyckich. Chociaż, jak powiedziała, nie ma bezpośredniego zagrożenia militarnego na granicach Estonii, Sojusz musi "szybko się dostosować".

Podczas konferencji oświadczyła, że prezydent Rosji Władimir Putin "zmienił się z autokraty w jawnego agresora", a Rosja z "trudnego sąsiada w państwo bandyckie". Wyraziła obawę, że w najbliższym czasie Rosja jeszcze bardziej zaostrzy działania na Ukrainie i spodziewa się masowych bombardowań tego kraju. Jak dodała, jasno teraz widać, że Białoruś jest współagresorem w konflikcie na Ukrainie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj