Kaleta uważa za konieczną "dogłębną" reformę wymiaru sprawiedliwości, ponieważ "największe patologie" reprywatyzacji warszawskiej mają źródło w sądach.

Pytany o publikację tygodnika "Do Rzeczy", w której padło stwierdzenie, że "prezydent Warszawy wie więcej niż mówi", Kaleta odpowiedział, że "wszystkie tłumaczenia Hanny Gronkiewicz-Waltz o jej rzekomej niewiedzy, o niemożności reagowania na reprywatyzację, były po prostu kłamstwem".

"Komisja weryfikacyjna konsekwentnie ją wzywa, ponieważ konferencje prasowe, oświadczenia na Facebooku to jest całkowicie inny rygor udzielania informacji niż zeznawania pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań" - powiedział Kaleta w Polski Radiu 24.

Reklama

Dodał, że jako prezydent miasta, która nadzorowała pracę Biura Gospodarowania Nieruchomościami, Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna złożyć zeznania.

Odniósł się też do opublikowanego przez "Do Rzeczy" protokołu z posiedzenia zespołu koordynującego z dnia 19 lutego 2008 r., na którym obecna była Hanna Gronkiewicz-Waltz. "Podczas pierwszych rozpraw (komisji weryfikacyjnej - PAP) urzędnicy, którzy zeznawali - to było kilku urzędników, nie jeden urzędnik - mówili wprost, że żadna ważna decyzja ws. reprywatyzacji, a w szczególności mówiliśmy o ważnych działkach ze Śródmieścia, w okolicach pl. Defilad, nie zapadała bez zgody tzw. +góry+. A z naszych przesłuchań wyszło, że tzw. +góra+ to jest zespół koordynujący" - zaznaczył Kaleta.

Dodał, że sposób zagospodarowania "wszystkich tych działek" był przedmiotem "bezpośredniego zainteresowania Hanny Gronkiewicz-Waltz".

Kaleta zaznaczył, że prezydent Warszawy musiała wiedzieć także o przypadkach kamienic przekazywanych "wraz z ludźmi", ponieważ poszkodowani "wielokrotnie słali pisma do władz miasta" a miasto tłumaczyło, że "nic się nie da zrobić". "Jako komisja wykazaliśmy, jakie narzędzia miasto miało, żeby przeciwdziałać szkodliwym skutkom społecznym reprywatyzacji" - powiedział.

Przypomniał, że w procederze reprywatyzacji uczestniczyła grupa osób wzajemnie ze sobą powiązanych. "Wątek ten jest przez śledczych badany, jak te powiązanie ze sobą funkcjonowały, ponieważ widzimy bardzo duże koligacje (...). Widać, że grupa osób, która się zajmowała reprywatyzacją w Warszawie, doskonale się znała, niejednokrotnie wchodziła w relacje nie tylko biznesowe, ale również prywatne" - podkreślił Kaleta.

Przywołał słowa pełnomocników ratusza, którzy "niejednokrotnie" twierdzili, że w ratuszu "mogła działać mafia reprywatyzacyjna". "Jeśli naprawdę takie układy mafijne w ratuszu działały, to robiły to pod nosem Hanny Gronkiewicz-Waltz" - zaznaczył.

"Miasto zasłaniało się przez wiele lat sądami - że zrobiły coś sądy i w związku z tym (...) miasto nic nie mogło zrobić. To jest po prostu - powiem brutalnie - wierutne kłamstwo. My na komisji od początku pokazaliśmy, że miasto miało wiele narzędzi prawnych, które pozwoliłyby kwestionować te orzeczenie, gdyby miasto tego chciało" - zaznaczył Kaleta.

Iwona Żurek

>>> Polecamy: 50 tys. osób z niższymi emeryturami. Przez dezubekizację