A owe "dziś" to przecież dzień wygasania kontraktów i opcji na wartość indeksów i cen akcji, zatem teoretycznie możemy spodziewać się wielkich wydarzeń. W praktyce "dzień trzech wiedźm" jest już od dłuższego czasu bajką o żelaznym wilku - owszem przynosi podniesioną zmienność w ostatniej godzinie notowań, przynosi także wzrost obrotów na rynku kasowym, bo inwestorzy z rynków terminowych zamykają też pozycje na rynku akcji. I tyle.

Trudno więc postawić tezę, że trwająca trzy tygodnie (jak dotąd) fala wzrostowa na rynkach akcji miałaby zakończyć się akurat w ostatnią godzinę piątkowych notowań (to notowania z ostatniej godziny decydują o kursach rozliczeniowych kontraktów). Ale z magią nigdy nie można być niczego pewnym :)

W każdym razie czarownic nie przestraszyły się rynki azjatyckie, być może z powodu różnic kulturowych :). Nikkei zyskał 0,75 proc., wygląda więc na to, że korekta, która nawiedziła rynki finansowe w połowie tygodnia okazała się wyjątkowo płytka. Wśród przyczyn zwyżek wymienia się wczorajsze dane o spadku liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA, ale przecież zmiana nie była tak duża, ani nie odbiegała wyraźnie od oczekiwań. Wypada raczej przyjąć, że krótka korekta została wykorzystana do zakupów, co teoretycznie przynajmniej świadczyłoby o sile rynków finansowych. Warto przy tym zdawać sobie sprawę, że po serii wzrostów rynki są mocno wykupione - skoro rosną mimo to, kupujący są albo bardzo pewni siebie, albo ślepi na zagrożenia. Albo jedno i drugie. 

Rynki europejskie nie mają jednak powodów by odstawać od reszty świata. Dziś zabraknie istotnych publikacji makroekonomicznych, pozostaje więc obserwować przebieg notowań. Mniej odporni psychicznie inwestorzy na wszelki wypadek ostatnią godzinę notowań powinni spędzić z daleka od monitorów.