© 2016 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl - najnowsze wiadomości 2016-02-14T02:33:16+01:00 INFOR BIZNES S.A. http://forsal.pl/atom/najnowsze Bezkarny handel danymi bankowymi. Zagrożonych milion osób. http://forsal.pl/artykuly/922734,handel-danymi-osobowimi-dane-bankowe-cyberterroryzm.html 2016-02-13T18:40:00Z 2016-02-13 19:40 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Takie dane pojawiają się zazwyczaj po tak zwanej „ciemnej stronie” internetu, ale tym razem handluje nimi bezkarnie działająca otwarcie witryna.<br /> </p><p>Dochodzenia „Timesa” wskazują, że wśród ofiar międzynarodowej strony internetowej <b>Bestvalid.cc</b> jest <b>100 tysięcy Brytyjczyków</b>, w tym bankierzy, lekarze, prawnicy i były doradca królowej. Bestvalid sprzedaje dane bankowe nawet za funta 67 pensów, w pakietach zawierających niekiedy i inne pomocne informacje, jak na przykład nazwisko rodowe matki, często wykorzystywane przez banki w zabezpieczeniach kont.<br /> </p><p>Strona Bestvalid wygląda jak każdy inny portal sprzedaży internetowej, a w razie reklamacji zwraca wniesioną opłatę. Reporter „Timesa” wypróbował jej działanie za zgodą jednej z ofiar. Otrzymał zestaw z numerem karty debetowej, jej kodem bezpieczeństwa, datą ważności, numerem komórki i adresem pocztowym, które potwierdziła ofiara.<br /> </p><p>Przewodniczący komisji spraw wewnętrznych Izby Gmin, labourzysta Keith Vaz był zaskoczony, że taka strona internetowa funkcjonuje bezkarnie i obiecał interwencję w Narodowej Agencji Kryminalnej. <br /> </p><p>Przestępczość elektroniczna kosztuje brytyjską gospodarkę co najmniej 27 miliardów funtów rocznie.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/branze/artykuly/922706,google-zamyka-picasa-fotografie-trafia-do-google-photos.html">Google zamyka serwis Picasa. Zdjęcia trafią do Google Photos</a></p> Czy polscy żołnierze dołączą do koalicji wojsk walczących przeciwko ISIS?. http://forsal.pl/artykuly/922732,polscy-zolnierze-w-syrii-wojskowa-koalicja-przeciw-isis-a-polskie-wojsko.html 2016-02-13T17:16:00Z 2016-02-13 18:16 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski mówił wczoraj, że Polska rozpatruje konkretne propozycje Amerykanów i Francuzów co do formy uczestnictwa w koalicji. Wcześniej minister obrony Antoni Macierewicz sugerował, że może to być wsparcie logistyczne i wywiadowcze.<br /> </p><p>Prezydent Andrzej Duda, który jest w Monachium na dorocznej Konferencji Bezpieczeństwa, niemal wykluczył wysłanie żołnierzy, ale mówił, że Polska musi włączyć się w działania koalicji. „Jestem jak najdalej od jakiejkolwiek decyzji o tym, by gdziekolwiek wysyłać polskich żołnierzy. Natomiast pamiętajmy, że jesteśmy członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jeżeli chcemy, żeby nas w NATO poważnie traktowano i respektowano nasze oczekiwania wobec Sojuszu, to musimy rozumieć, że inne państwa członkowskie również mają swoje obawy czy interesy w innych częściach Europy czy w innych częściach świata” - podkreślił Andrzej Duda.<br /> </p><p>W koalicji pod wodzą Amerykanów, która walczy w Syrii i w Iraku, <b>uczestniczy ponad 60 krajów</b>. Znajdują się w niej wszyscy członkowie NATO, choć nie wszystkie kraje sojusznicze biorą bezpośredni udział w nalotach na pozycje tzw. Państwa Islamskiego. Naloty są prowadzone od sierpnia 2014 roku, najpierw w Iraku, a później także w Syrii.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/artykuly/922722,ladowa-oeracja-turcja-arabia-saudyjska.html">Turcja i Arabia Saudyjska planują lądową inwazję na Syrię</a></p> Antyrządowy protest na Węgrzech. Na ulicach 10 tys. osób. http://forsal.pl/artykuly/922729,antyrzadowy-protest-wegry-zmiany-w-systemie-szkolnictwa.html 2016-02-13T16:18:00Z 2016-02-13 17:18 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Domagali się zmian w systemie szkolnictwa.<br /> </p><p>Protestującym nie podoba się reforma szkolnictwa, którą węgierski rząd zaczął wprowadzać po wygranych wyborach w 2010 roku. Zdecydowano wówczas o centralizacji programów nauczania, zwiększono nacisk na elementy narodowe i narzucono minimalną liczbę godzin nauki. Nauczyciele twierdzą, że zmiany wprowadzono wbrew ich opiniom i bez konsultacji. Uczestnicy protestu mówili, że dzieci poświęcają więcej czasu na naukę niż dorośli na pracę. Zwracano też uwagę na dodatkowe obowiązki dla nauczycieli i braki w wyposażeniu szkół. <br /> </p><p>Protest środowiska szkolnego, w którym uczestniczą nauczyciele, uczniowie i rodzice, rozszerza się. W listopadzie ubiegłego roku pierwsza manifestacja odbyła się w Miszkolcu. Dzisiejszy marsz w Budapeszcie to największe wystąpienie przeciwników rządu Orbana od 2014 roku. Przedstawiciele węgierskich władz zapewniają o chęci dialogu z nauczycielami, ale związki zawodowe twierdzą, że to działania kosmetyczne i grożą strajkiem generalnym.<br /> Protesty społeczne z 2014 roku spowodowały znaczący spadek notowań Fideszu. Jednak postawa premiera Orbana w sprawie imigrantów spowodowała odbudowanie jego popularności wśród Węgrów.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy:<a href="http://forsal.pl/artykuly/922722,ladowa-oeracja-turcja-arabia-saudyjska.html"> Turcja i Arabia Saudyjska planują lądową inwazję na Syrię</a></p> "Dlaczego ludzie z PZPR, milicji i służb pozostali przy władzy po 1989 roku?". http://forsal.pl/artykuly/922689,prl-sluzby-zabojstwo-grzegorza-przemyka-skazanie-michala-wysockiego.html 2016-02-13T15:25:00Z 2016-02-13 16:25 <p class="tresc">Przeczytałam książkę <b>Cezarego Łazarewicza</b> „Żeby nie było śladów” o <b>morderstwie Grzegorza Przemyka,</b> o tym, jak gen. Kiszczak, gen. Jaruzelski, Służba Bezpieczeństwa, cały aparat władzy próbowali tę śmierć zatuszować, a winą obarczyć niewinnych. I choć o wszystkim wiedziałam, to z każdą stroną byłam coraz bardziej wściekła. Bo nikt nie został za tę śmierć ukarany.</p><p class="tresc">Kiszczak nie żyje, Jaruzelski nie żyje, milicjanci, którzy 12 maja 1983 r. bili 19-latka tak, żeby popękały mu narządy wewnętrzne, mają się świetnie. Esbecy zajmujący się sprawą i łamiący życie matce Przemyka i jego kolegom są w większości na dobrych emeryturach. Sprawdzam, co robi porucznik Jacek Ziółkowski, który na zlecenie Kiszczaka miał doprowadzić do tego, że niewinny kierowca karetki pogotowia <b>Michał Wysocki </b>obarczy się winą za zabicie maturzysty. W wolnej Polsce był komendantem policji na warszawskim Mokotowie, potem radnym.</p><p class="tresc">Pytam Łazarewicza o Wysockiego, okazuje się, że jest tzw. świeckim zakonnikiem, mieszka sam w małym mieszkanku na Bemowie, od lat pisze o tym, co wydarzyło się 12 maja w komisariacie milicji przy ul. Jezuickiej na warszawskim Starym Mieście, w karetce, którą kierował, w pogotowiu na ul. Hożej i potem, kiedy trzymano go w areszcie. O próbach samobójczych, szantażach, że jeśli nie obarczy się za winą za śmierć Przemyka, to swojego sześcioletniego synka będzie zeskrobywał z asfaltu. Dzwonię, następnego dnia jestem u Wysockiego.</p><p class="tresc">Ma teraz 67 lat. Wtedy 34-latek, trzeci rok jeździł w pogotowiu, o tym, co robił wcześniej, nie chce za bardzo mówić.</p><h2>WYWIAD</h2><p class="tresc">Głupi byłem, rozrabiałem. Może potem coś opowiem. Jak Ojciec Święty w 1979 r. przyjechał do Polski, to się odmieniłem. Od tamtej pory codziennie odmawiam różaniec. W pogotowiu zacząłem jeździć w 1980 r., byłem dobrym kierowcą, z dużym doświadczeniem, wcześniej byłem kierowcą Piotra Nurowskiego, który był szefem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Zginął w Smoleńsku. Ale pani chce o Grzegorzu Przemyku. Ci milicjanci, którzy go katowali, byli tylko wykonawcami.</p><p class="pytanie"><b>Broni ich pan?</b></p><p class="tresc">Nie. Chodzi o to, kto ich krył. Kiszczak, Jaruzelski, Milewski, ten minister spraw wewnętrznych, esbek, od 16. roku życia w bezpiece. I Urban. Zresztą z nim chcę się spotkać. Spróbuję go nawrócić.</p><p class="pytanie"><b>I pana przyjaciel por. Jacek Ziółkowski ze służby dochodzeniowo-śledczej.</b></p><p class="tresc">Był głównym przesłuchującym. „Ziółek” na niego mówiliśmy. Udawał mojego przyjaciela, mówił, że chce pomóc. I ja mu wierzyłem. Dopiero z akt się dowiedziałem, co on robił, jak manipulował, jakie miał zlecenie. Był w grupie powołanej specjalnie do sprawy Przemyka. Jego zadaniem było sprawienie, bym się przyznał do zamordowania chłopaka. Przeczytałem w tych dokumentach, w wyciągu ze spotkań Biura Politycznego, że Kiszczak znał szczegóły tej sprawy. Wszystkie nazwiska, kolejność zdarzeń na pamięć. Podczas obrad Biura Politycznego potrafił mówić o tym przez godzinę bez kartki. To on stworzył kłamstwo, że Michał Wysocki zabił Przemyka, i trzymał się tego kurczowo. Zrobił wszystko, żeby obarczyć nas, sanitariuszy. Przecież wcześniej zaczęły się aresztowania lekarzy i sanitariuszy pogotowia fikcyjnie oskarżanych o pobicie bądź okradzenie pacjentów. Szykowano grunt, by udowodnić społeczeństwu, że w pogotowiu pracują zwyrodnialcy. Sprawdzano mnie, moje życie, pracę, rodzinę, znajomych, wszystko. Docierano do szkół, w których się uczyłem, przesłuchiwano ludzi, z którymi pracowałem. Tylko po to, żeby jakieś negatywne fakty z mojego życia wyciągnąć.</p><p class="pytanie"><b>A pan miał jakieś negatywne fakty w swoim życiu?</b></p><p class="tresc">Miałem. Życie miałem dosyć burzliwe. Będzie czas, to opowiem. Kiedy już siedziałem w areszcie, to o tym moim życiu opowiedział śledczym Jacek Szyzdek, sanitariusz, który ze mną jeździł na karetce. Skłócili nas wtedy, chcieli, żeby jeden na drugiego donosił.</p><p class="pytanie"><b>Z nim pojechał pan do Przemyka?</b></p><p class="tresc">Z nim. Jeździłem w pogotowiu na Hożej. Dostaliśmy wezwanie do komisariatu na Jezuicką.</p><p class="pytanie"><b>Przyjechaliście koło godz. 17.</b></p><p class="tresc">Wezwanie było, że psychiczny, że trzeba do psychiatry wieźć. Pielęgniarz przyniósł kartę. Pomyśleliśmy, że kolejny wariat. Wcześniej mieliśmy wiele takich spraw, że ludzie zatrzymani przez milicję udawali psychicznych, symulowali padaczkę. Robili to, żeby się wyrwać. Jacek Szyzdek był bardzo zdolny, nie pomylił się w żadnej diagnozie. Nigdy, prócz tej jednej. Prócz Przemyka.</p><p class="pytanie"><b>Co się z nim działo?</b></p><p class="tresc">Kiedy podjechaliśmy, wychodziło z komisariatu kilkunastu zomowców. Głowy spuszczali, jakby nas nie chcieli zauważyć. Już wiedzieli, co tam się stało.</p><p class="pytanie"><b>Wtedy zaczęło się marnować pana życie.</b></p><p class="tresc">Tak, ale ja jeszcze o tym nie wiedziałem. Kiedy przyjechaliśmy, słychać było krzyki, wyzwiska. Zobaczyliśmy, że chłopak wyzywa milicjantów, myśleliśmy, że to on jest ten psychiczny. Przyszedł dyżurny komisariatu Denkiewicz, zaczął opowiadać, co się działo na placu Zamkowym, że ci chłopcy się przewracali, wygłupiali, że nie dali się wylegitymować. Powiedział, że ten, co siedzi, jest do zabrania. To był Przemyk. Siedział jak taki flak. Trzymał się za brzuch. Bujał się. Nieobecny duchem. Włosy dłuższe, stargane, spocone, zakurzone. Pamiętam, jak był ubrany. I że miał bose stopy. Nic nie mówił, nie awanturował się, dziwiliśmy się, że psychiczny. Milicjant mówił, że to narkoman, że pijany. Zawijamy Przemykowi rękawy, nie ma żadnych nakłuć, Jacek się nachyla, żeby sprawdzić oddech, nie czuć alkoholu. Oczy miał otwarte i strach jakiś w tych oczach ogromny. Myśleliśmy, że symuluje. Zabieramy, prosimy o dowód, mówią, że nie ma. Potem się okazało, że miał, bo mu już na pogotowiu wypadł z kieszeni. Ale zomowcy mieli spisane jego dane, jakby wiedzieli, kogo łapią, kogo biją, mordują, jakby mieli na niego zlecenie. Rękę Przemyka przewiesiłem przez siebie, podtrzymałem go za spodnie i zaprowadziłem do karetki.</p><p class="pytanie"><b>Przypuszczał pan wtedy, co tam mogło się stać?</b></p><p class="tresc">Skąd. Oczy tylko miał dziwne. A tak naprawdę to musiał być w strasznym stanie. Cierpienie niewyobrażalne, popękane jelita, wątroba, cały brzuch. Śladów nie było, bo rozkaz był taki: bijcie tak, żeby nie było śladów. Tego się dowiedziałem lata potem. Poprowadziłem go do auta, Jacek jeszcze coś pisał na komisariacie. Czarek (Cezary Filozof), kolega Przemyka, chciał z nami jechać, ale jak zobaczyliśmy, że on tak wyzywa, tak się awanturuje, to nie pozwoliliśmy. A przecież gdybyśmy go wzięli, to byłoby po kłopocie, nikt nie mógłby nas oskarżać o pobicie Przemyka. Posadziłem go na siedzeniu, nogi mu wstawiłem do auta, dalej myślałem, że udaje, a on nie miał siły nóg podnieść. Jacek przyszedł i mówi: teraz już nie świruj, tylko powiedz, gdzie cię zawieźć, gdzie mieszkasz. Nic. Żadnej odpowiedzi. Zawieźliśmy go na Hożą, nic nie mówił, był tak pobity, że nie mógł mówić. Zawieźliśmy do lekarza, do psychiatry Pawła Willmanna. Gdybyśmy go zawieźli do ambulatorium, mógłby żyć. Gdyby milicjanci powiedzieli, że go pobili, wszystko byłoby inaczej.</p><p class="pytanie"><b>Który bił najbardziej? Kościuk?</b></p><p class="tresc">Wtedy nie wiedziałem. Teraz, kiedy przeczytałem chyba wszystkie akta w tej sprawie, mogę powiedzieć, że chyba Krzysztof Dalmata. Ireneusz Kościuk też. Żyją, cieszą się życiem. Kościuk co prawda dostał wyrok, ale nigdy nie siedział. Mało tego, awansował na kierownika komisariatu gdzieś na południu Polski. Po kilku dniach Jacek mi powiedział: wiesz, ten dziwny pacjent, co żeśmy go wieźli, to zmarł na Solcu, od pobicia zmarł... Ja do pogotowia poszedłem, żeby ratować ludziom życie. Na Żoliborzu miałem salę, w której ćwiczyłem. Idę, patrzę, tłumy ludzi, pytam kogoś, co się stało, i słyszę, że pogrzeb Grzegorza Przemyka, którego zamordowała milicja. Poszedłem z nimi. Nie zapomnę tego nigdy.</p><p class="pytanie"><b>Kiedy pan się zorientował, że chcą pana wrobić?</b></p><p class="tresc">24 maja w Biurze Politycznym zaczęto myśleć, co zrobić, żeby winnymi śmierci zostali Michał Wysocki i Jacek Szyzdek. Ale ja się zorientowałem później. Wtedy zaczęło się śledzenie, jeździło za mną na zmianę kilka samochodów, podstępem przeprowadzono rewizję w naszym mieszkaniu, szykowano prowokacje. Sprawdzano pracowników pogotowia, wtyczek na pogotowiu było bardzo dużo, płacili im nieźle, przesłuchiwano windziarza, chcieli nakłonić go, żeby zeznał, że pobiliśmy pacjenta w windzie. Wszystkie moje dokumenty wzięli z kadr. Znaleźli pacjenta, niejakiego Piwowskiego, którego namówiono do tego, żeby mnie oskarżył o pobicie. Śmiałem się z tego, bo przecież byłem niewinny. Piwowskiego spotkałem po 29 latach. Nie mam żalu. Do nikogo nie mam żalu, to się wszystko musiało zdarzyć, czułem, jakby mnie ktoś prowadził.</p><p class="pytanie"><b>Esbek?</b></p><p class="tresc">Nie, Bóg.</p><p class="pytanie"><b>21 grudnia 1983 r. aresztowali pana.</b></p><p class="tresc">Zawieźli mnie do Pałacu Mostowskich, kazali wyjąć sznurowadła. W celi posadzili mnie z Włodkiem, który się okazał pracownikiem MSW, donosicielem. Zaczęli grozić, że ściągną moich teściów z placówki z Rzymu, że napiszą paszkwil na moją ciocię, siostrę zakonną Amandę – i napisali. Grozili, że brat straci pracę – i stracił.</p><p class="pytanie"><b>Że syna panu zabiją.</b></p><p class="tresc">To na koniec. Wcześniej, że młodszego brata, który pracuje na taksówkach, zamkną do więzienia. Potem, że syna przejedzie samochód i z asfaltu go będę zeskrobywać. Kiedy powiedzieli o zeskrobywaniu z asfaltu dziecka, zapytałem „Ziółka”, co mam robić. Weź winę na siebie, powiedział. Byłem tak skołowany, łzy mi się lały. Zacząłem się jąkać. Miałem powiedzieć, że nadepnąłem Przemykowi na brzuch obok windy na holu. Chciałem się zabić, zresztą próbowałem nieraz. Głodowałem ponad 50 dni. Pilnowali mnie bardzo. Byłem ich ostatnią deską ratunku. Prokurator przyjechał i patrzył mi głęboko w oczy. Znałem już go, bo w 1976 r.... A, zresztą nie powiem pani... To o mnie, m.in. o mnie Andrzej Rosiewicz zaśpiewał jeden ze swoich największych przebojów. Nie, nie „Najwięcej witaminy...”, tylko „Chłopcy radarowcy”.</p><p class="pytanie"><b>Był pan milicjantem?</b></p><p class="tresc">Nie. Zaraz coś pani pokażę.</p><p class="tresc"><em>Otwiera szafkę pełną papierów, po chwili wyciąga kartkę w foliowej koszulce. Niech pani czyta – mówi. Czytam głośno, nagrywam.</em></p><p class="tresc"><em>„7 lipca 1983 roku, niecałe dwa miesiące po śmierci Grzegorza Przemyka.</em></p><p class="tresc"><em>W dniu dzisiejszym przeprowadziłem rozmowę z tow. Józefem Filipiakiem, kierownikiem sektora transportu KC PZPR na temat postawy moralnej i prezentowanej przez M. Wysockiego w czasie jego pracy w KC”.</em></p><p class="tresc"><em>Patrzę na Wysockiego. Skupiony, ale trochę zdenerwowany.</em></p><p class="tresc">Tak było. Pracowałem w KC. Cztery miesiące, ale pracowałem. Nie mówiłem o tym publicznie. Nie mówiłem też, dlaczego tak krótko.</p><p class="pytanie"><b>Dlaczego?</b></p><p class="tresc">Bo narozrabiałem. Opowiem pani. Trudno, jak już zacząłem, to opowiem. Lubili mnie tam. Zresztą w tym dokumencie to jest zapisane.</p><p class="tresc"><em>„Wysocki był koleżeński, grzeczny i uprzejmy w stosunku do przełożonych aż do przesady. Aresztowanie M. Wysockiego było dla nas niespodzianką...”</em></p><p class="tresc">Co pani na to?</p><p class="pytanie"><b>Na to, że był pan kierowcą w Komitecie Centralnym PZPR?</b></p><p class="tresc">Hmm. To był 1976 r. Wcześniej jeździłem u Piotra Nurowskiego, który był prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Z milicji przychodziły zawiadomienia, że złamałem przepisy, i Nurowski powiedział, że muszę sobie szukać innej pracy. Ale w jego sekretariacie dziewczyny napisały pismo do KC, Nurowski podpisał i 1 kwietnia zacząłem pracę. To było przeniesienie służbowe. Nie wierzyłem, że to się uda, bo wiedziałem, że jak zaczną sprawdzać, to odkryją, że mama walczyła w Powstaniu Warszawskim, że Polska Ludowa jej się nie podobała, że ciocia była zakonnicą. Ale nie sprawdzili. Przeniesienie służbowe i koniec. Kupiłem dwa litry spirytusu w Peweksie i poszedłem do kierownika dyspozytorów, niejakiego Stefaniaka. Wtedy mieszkałem na Pradze, mówiłem praskim żargonem. Dam przykład, wcześniej jeździłem na taksówkach, podjeżdżałem na Banacha, tam był dworzec PKS, klient wsiada, a ja: panie szanowny, którą klasą pan chcesz jechać, pierwszą czy drugą. Klient, że drugą, to ja przekręcam na drugą taryfę, klient pyta, co ten licznik tak się kręci, a ja: panie, kółka się szybko kręcą, to i licznik się kręci. Po maturze byłem, choć chyba w czterech liceach. Pani wie, że w Modrzewskim moją wychowawczynią była ta sama nauczycielka, której wychowankiem był Grzegorz Przemyk. Ta, która już po jego śmierci wypisała mu świadectwo maturalne i w rubrykach dotyczących egzaminów ustnych napisała: zginął śmiercią tragiczną... Niech mi pani doradzi, czy mówić o tym PZPR, bo jeśli tak, to ja muszę wszystko opowiedzieć, żeby nikt potem nie mówił, że jestem komunista, że byłem na usługach władzy, bo było wręcz przeciwnie. Pamiętam nawet, jak Stefaniak był ubrany, orbisowskie ubranie, ciemna marynarka, jasne spodnie. Dałem mu ten spirytus, potem poszedłem do kierownika kadr, podstemplował mi wszystko i zacząłem jeździć. Mówić o tym?</p><p class="pytanie"><b>Rozlicza pan się ze swoim życiem.</b></p><p class="tresc">Czyli jak wszystko, to wszystko. Na początku jeździłem na tzw. puli, do kierownika ktoś z KC dzwonił i mówił, że potrzebny samochód, to jechałem. Jeździłem wtedy białą wołgą. Jedyna biała wołga w KC. Oszczędna. Paliła osiem litrów, a rozliczać się można było z 15. Pocztę do MSW i na Mysią woziłem, różnych ludzi też. Z KC na Mysią było podziemne przejście, ale ja tym przejściem nie chodziłem, tylko koledzy mi mówili. Potem przerzucili mnie na wydział zagraniczny, to znaczy jak przyjechała jakaś zagraniczna delegacja, to ja woziłem przedstawicieli. Pojechałem do Krakowa z kierownikiem KC z Jugosławii. Kiedy wracaliśmy, okazało się, że hamulce nie działają. Ale jakoś dałem radę, czym zaskarbiłem sobie jego względy. Bardzo mnie polubił. Potem jak przyjechał Tito do Warszawy, to mnie jemu przedstawił i powiedział, że jestem bardzo dobrym kierowcą. Tito uścisnął mi dłoń. Wymienili mi samochód na czarną wołgę. Potem przyjechał taki urzędnik z Bułgarii, zawiozłem go i tłumacza do Wielunia, a potem do Opola. Miał odwiedzać jakieś zakłady, ale to go zupełnie nie interesowało, chciał się zabawić, kupić kremy Nivea. Dziewczyny chciał jakieś zapoznać. Z tego też się draka zrobiła, bo po powrocie zostałem wezwany do wydziału zagranicznego, mówili, że jestem nie tylko kierowcą, ale też ochroniarzem, że nie mogę obcych kobiet do samochodu zabierać. Potem ta jedna dziewczyna przyjechała do Warszawy. Kolega ją przygarnął... Potem do Mierek, tam było wczasowisko KC. Jednego towarzysza przywiozłem, drugiego miałem zabrać do Warszawy. Jedziemy, poezja, płynność, cały czas ponad 100 km na godzinę. Bardzo szybko przejechaliśmy, bardzo szybko. W KC się rozniosło, że jestem wspaniały kierowca. Awansowałem. Zacząłem jeździć z kierownikiem wydziału prasy, radia i telewizji Kazimierzem Rokoszewskim. Dostałem fiata 132, żółtego. Mogłem dostać granatowego, ale Rokoszewski stwierdził, że żółty będzie lepszy. Koledzy mnie nie lubili, bo raz, że tak szybko awansowałem, dwa, że nosiłem medalik na piersi. Zobaczyli któregoś upalnego dnia, koszulę miałem trochę rozpiętą. Jeden do mnie mówi: zdejmij medalik, a ja na to, a co ci medalik przeszkadza. Powiedziałem mu nawet: słuchaj, bo jak cię strzelę w ryj, to ci zęby nosem wyjdą. Wiedział, że trenuję boks, że silny jestem, i dał spokój.</p><p class="pytanie"><b>Do partii pan wstąpił?</b></p><p class="tresc">A skąd, lepiej, nikt mnie do tego nie namawiał. Nosiłem bozię, wszyscy mnie lubili, byłem grzeczny, wszyscy byli grzeczni. Któregoś razu poznałem dwóch BOR-owców, Mirka i Henia, stojaki takie. Stali tam, gdzie teraz jest prezydent RP, i pilnowali. W mundurach milicyjnych, ale w legitymacjach mieli napisane: funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. Kiedy przyjeżdżałem tam z Rokoszewskim, to ich widziałem. Ja mogłem sobie pójść do pokoju kierowców, a oni stali. Szkoda mi się ich któregoś dnia zrobiło i mówię, żeby sobie wsiedli do samochodu. Wsiedli, posiedzieli. Polubiliśmy się. Oni byli kawalerami.</p><p class="pytanie"><b>A pan?</b></p><p class="tresc">Ja nie do końca. Byłem żonaty z pierwszą żoną. Tam wisi jej zdjęcie. Była matką mojego syna Piotrusia.</p><p class="pytanie"><b>Wiedziała, co pan robi?</b></p><p class="tresc">Wtedy jeszcze nie. Mama też nie wiedziała. Wstydziłem się powiedzieć. Potem sprawę mi założyła. Z Heniem i Mirkiem zacząłem spędzać czas. O godz. 16 kończyłem pracę z Rokoszewskim, on wracał piechotą do domu, bo był po zawale, musiał spacerować, ale samochodu nie odstawiałem, tylko jeździłem z chłopakami. Z kilometrów się nie rozliczałem. Kiedy przyjeżdżałem do garażu wieczorem, strażnik wpisywał godzinę 16. Tam się zostawiało otwarty samochód. Pamiętam, że Rokoszewski miał nowiutkie japońskie wędki. Miały jeździć w bagażniku. Bałem się, że ktoś je sobie przywłaszczy, więc wziąłem do domu i schowałem pod łóżko.</p><p class="pytanie"><b>Powiedział pan o tym szefowi?</b></p><p class="tresc">A skąd? Po co, gdyby potrzebował, od razu bym przywiózł. Dalej pani opowiem. Mirek był bardzo przystojny, dziewczyny za nim szalały, umawiał się z wieloma dziennie. Któregoś dnia jedziemy, ktoś nam zajeżdża drogę, a Mirek mówi: zatrzymaj go. Poznaliśmy czar tej legitymacji. Zatrzymaliśmy i dostaliśmy chyba 1000 zł. Mirek przyniósł mundury milicyjne, białe czapki drogówki, mieliśmy kabury, ale bez pistoletów, lizak też mieliśmy. Szkiełko w latarce pomalowaliśmy na czerwono. I jeździliśmy po całej Warszawie, zatrzymując kierowców na obcych, zagranicznych numerach. Mirek załatwił takie zielone blankieciki, pieczątki z orzełka zrobił i działaliśmy. Jak zagraniczny chciał pokwitowanie, to dostawał blankiecik.</p><p class="pytanie"><b>Ile kasy zarobiliście?</b></p><p class="tresc">Ja 15 tys. zł, a wtedy zarabiałem 3600, Mirek z 5 tys. Nigdy nie byłem łasy na pieniądze. Bardziej przygoda mnie interesowała. Dla mnie pieniądze to są papierki. Pamiętam, jak zatrzymaliśmy Araba w mercedesie. Pokazuje dokumenty. Ali miał na imię. Z tyłu dwie dziewczyny. Mirek mówi, że tysiąc złotych, dziewczyna z tyłu, żeby nie płacił, na to ja, pokazując na dziewczynę mówię: syfilis, kiła, a ona: płać, płać. Miałem kolegę, który pracował w MPO, cwaniaczek dużej klasy. Był podobny do Mirka, też wysoki, przystojny. Kiedy Mirek był na służbie, stał koło KC, to ten z MPO przebierał się w mundur, brał legitymację Mirka i udawał BOR-owca.</p><p class="pytanie"><b>Kto to wymyślił?</b></p><p class="tresc">Oczywiście, że ja. Pamiętam to jak dziś. Jedziemy w tych mundurach, niedaleko Dworca Ochota, przed nami samochód na francuskich numerach jedzie trochę za szybko. Za kółkiem kobieta. No to my pewni siebie zatrzymujemy ją. Nie wychodzę z samochodu, boję się, że może mnie ktoś poznać. Kiwam na nią palcem. Podchodzi, lecz jest oburzona, że śmiem na nią kiwać. Płaci 200 zł mandatu, ale chce pokwitowanie. Dałem ten niebieski kwitek i odjechaliśmy. Potem się okazało, że zobaczyła patrol milicyjny, pokazała ten kwitek i spisane przez siebie nasze numery rejestracyjne. A numery były lewe, bo przed akcją zawsze zmienialiśmy tablicę. W tym czasie byliśmy już na ul. Chałubińskiego, zatrzymaliśmy jakiegoś Araba, on już chce płacić mandat, kiedy obok nas staje radiowóz, a z tyłu cywilny fiat i widzę, że facet z fiata robi nam zdjęcia traffipaksem, czyli tym urządzeniem do rejestrowania wykroczeń drogowych. Podchodzi porucznik milicji, mówię że z BOR-u jesteśmy, widzę, że się wystraszył. Poszedł do samochodu zadzwonić do swoich, do dyżurnego. Mówię do kumpla, że uciekamy. Tyle że jesteśmy zastawieni. Wraca porucznik, siada obok mnie. Wcześniej Rokoszewski dał mnie tzw. erkę, specjalną kartę z MSW z moim nazwiskiem. Tam było 12 punktów, wedle których nikt nie miał prawa mnie zatrzymać. Nawet gdybym był pijany, to milicja musiała mnie odwieźć do domu. Mogłem być nietykalny, ale zapomniałem, że to mam, w ogóle tego nie pokazałem.</p><p class="tresc"><em>W mieszkanku Michała Wysockiego jest coraz bardziej szaro. Ledwo widzę jego twarz. Wiem, że wpatruje się we mnie, że czeka na moją reakcję, na jakieś potępienie, krytykę, słowo chociaż, że źle robił, bo słyszę:</em></p><p class="tresc">Wszystkie pieniądze zabrane ludziom oddałem. Wiedziałem, że to nie moje, więc nie wydawałem. Nie nudzi się pani?</p><p class="pytanie"><b>Nie, nie nudzę się.</b></p><p class="tresc">Ten milicjant obok mnie siedzi. Ale widzę, że się boi. Wyciera pot z czoła. Chcę go przekupić. On mówi, że nie da rady, bo już wszyscy wiedzą i czekają na nas w komendzie. Jedziemy na komendę. Mnie do jednego pokoju, tego z MPO do drugiego. Mówię, że w cztery oczy chcę rozmawiać z szefem. Wezwali płka Ortyla, zastępcę szefa BOR-u. Mówi: No i żeś narozrabiał? Patrzę na niego ze zdziwieniem, a on: co, swojego szefa nie poznajesz? Wtedy powiedziałem, że jestem kierowcą towarzysza Rokoszewskiego i czy da się coś zrobić. Nie dało się nic zrobić, bo milicja już sprawę rozkręciła. Mało tego, zabrali mi notatnik, a ja w nim spisywałem zagranicznych kierowców. Przez to potem mnie kontrwywiad sprawdzał, bo myśleli, że pracuję dla jakiegoś innego kraju.</p><p class="pytanie"><b>Co z tym z MPO?</b></p><p class="tresc">Udał wariata. Zaczął się jąkać, nie mógł nic powiedzieć. Trafił na rok do więzienia.</p><p class="pytanie"><b>A z Mirkiem co?</b></p><p class="tresc">Wezwali go od razu, bo przecież tamten miał jego legitymację. Zrobili mu rewizję. Znaleźli pieniądze i notatki i sprawa się rypła.</p><p class="pytanie"><b>A Heniu?</b></p><p class="tresc">Heniowi nic by nie groziło, gdyby nie to, że tego z MPO zapytali, kogo zna w BOR-ze. Powiedział, że Mirka i Henia, to i Henia zawinęli. Ale on się wszystkiego wyparł i chyba go uniewinnili, ale z BOR-u go zwolnili. Rok trwało śledztwo. Najpierw siedziałem na Mokotowie, potem na Białołęce. Z KC przyjechał podporucznik i zapytał, gdzie są wędki. Na Gierku się oparło, ale nic się nie dało zrobić. W 1978 r. wyszedłem na wolność. Nikt mnie nie chciał zatrudnić, więc poszedłem do MPO, na nocki, codziennie na 12 godzin. A potem przyjechał Ojciec Święty i się odmieniłem. Już w więzieniu zacząłem odmawiać różaniec. Od tamtej pory codziennie odmawiam. Szukałem Mirka kilka lat temu, ale nie znalazłem. Z Heniem się widziałem.</p><p class="pytanie"><b>Wspominaliście dawne czasy?</b></p><p class="tresc">No, tak żeśmy gadali.</p><p class="pytanie"><b>Dlaczego przy sprawie Przemyka nie wyciągnięto pana przeszłości?</b></p><p class="tresc">Chyba nie chcieli, że ludzie się dowiedzieli, że taki niesprawdzony człowiek pracował w KC PZPR. Nikt mnie na przesłuchaniach w 1983 r. i 1984 r. o to nie pytał. Kiedy w 1980 r. przyjmowali mnie do pogotowia, to też nie powiedziałem, że pracowałem w KC. Mówiłem tylko, że książeczkę zdrowia zgubiłem. Nowe życie chciałem zacząć i zacząłem. Wiem, że takiej sprawy jak ta z żółtym fiatem nie było w Polsce. Tak samo jak nie było takiej jak sprawa Przemyka. Kiedy zaczął się proces w sprawie Przemyka i miałem zeznawać – powiedziałem, jak było naprawdę. Patrzyłem na matkę Przemyka. Płakała. Ja też płakałem. W aktach byłem przedstawiony jako bandyta. Sędziowie na mnie patrzyli. Sędzia Lewandowski wyjął z dużej koperty pętle wisielczą zrobioną z prześcieradeł, zapytał, co to ma być, odpowiedziałem, że chciałem pogodzić zwaśnione społeczeństwo – Solidarność z ówczesną władzą. Teraz jestem szczęśliwy. Choć trudno uwierzyć w to, co zrobiła ze mną tak zwana historia, PRL i potem ludzie, którzy mimo zmiany władzy nadal byli w strukturach. Nie mogę zrozumieć, dlaczego wtedy, w 1989 r., ludzie ze służb nie zostali odsunięci, ludzie z PZPR, milicji.</p><p class="pytanie"><b>Z Jackiem Ziółkowskim ma pan kontakt?</b></p><p class="tresc">Przyjaźniliśmy się długo. Był na ślubie mojego syna, odwiedzaliśmy się w domach aż do momentu, kiedy zobaczyłem akta. To on, Kiszczak, Jaruzelski i jeszcze kilku innych chcieli zmarnować moje życie. <b> ©?</b></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/922473,petru-wywiad-wywiad-z-ryszardem-petru-mam-te-same-poglady-tylko-inaczej-to-nazywam.html">Mam te same poglądy, tylko inaczej to nazywam [Wywiad z Ryszardem Petru]</a></p> Rosja: "pomiędzy Zachodem i Moskwą trwa nowa zimna wojna". http://forsal.pl/artykuly/922721,miedwiediew-rosja-zachod-nowa-zimna-wojna.html 2016-02-13T14:05:00Z 2016-02-13 15:05 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Na konferencji Bezpieczeństwa w Monachium Miedwiediew mówił, że jego kraj "prawie codziennie jest oskarżany o groźby pod adresem NATO, Europy, Stanów Zjednoczonych lub innych krajów". <br /> </p><p>Odnosząc się do wojny w Syrii, zapewniał, że Rosja nie bombarduje tam celów cywilnych. "Nie ma na to dowodów" - dodał.<br /> </p><p>W przemówieniu na konferencji w Monachium premier Francji wezwał Moskwę do wstrzymania nalotów. Manuel Valls mówił, że Moskwa powinna natychmiast zaprzestać atakowania celów związanych z umiarkowaną opozycją oraz cywilami w Syrii. „To niezwykle istotne, by móc wynegocjować pokój w tym kraju” - mówił Valls.<br /> To właśnie rosyjskie bombardowania stały się jednym z powodów, dla których w ostatnich dniach zawieszono rozmowy pokojowe w Genewie. Moskwa twierdzi, że walczy z terrorystami z tzw. Państwa Islamskiego, ale Zachód oskarża rosyjskie władze o próbę zniszczenia umiarkowanej opozycji i tym samym wspieranie prezydenta Baszara al-Asada.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/artykuly/922631,miliardy-na-bron-wszyscy-tna-wydatki-a-dwa-kraje-zbroja-sie-na-potege.html">Miliardy na broń. Wszyscy tną wydatki, a dwa kraje zbroją się na potęgę</a></p> Fałszywe wyprzedaże? Luksusowa marka pod pręgierzem. http://forsal.pl/artykuly/922647,falszywe-wyprzedaze-luksusowa-marka-pod-pregierzem.html 2016-02-13T12:40:00Z 2016-02-13 13:40 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Według zawiedzionych klientów Burberry stosowało fałszywe metki, dzięki czemu różnica między pierwszą ceną, a tą z wyprzedaży była bardzo duża i zakup stwarzał wrażenie wielkiej okazji. Ten trik stosowany zazwyczaj przez marki o znacznie niższym prestiżu, postanowiła wykorzystać tym razem marka luksusowa.</p><p>Firma jest oskarżona, o to że kierując niektóre produkty do wyprzedaży, fałszowała informację o prawdziwej cenie produktu i wprowadzała klientów w błąd.</p><p>&gt;&gt;&gt;Czytaj więcej: <a href="http://forsal.pl/artykuly/922410,kioski-ruch-kolporter-podatek-handlowy-godzinowa-stawka-minimalna.html">Czarne chmury nad kioskami. Nowy podatek spustoszy biznes</a></p><p><b>Burberry </b>odmówiła komentarza.</p><p>W ubiegłym roku amerykańska marka <b>Michael Kors </b>zgodziła się zapłacić 4,88 mln dolarów w ramach ugody. Marka sygnowana nazwiskiem znanego projektanta, została oskarżona o stworzenie "złudzenia" głębokich obniżek. Mechanizm był taki sam jak w przypadku Burberry.</p> Turcja i Arabia Saudyjska planują lądową inwazję na Syrię. http://forsal.pl/artykuly/922722,ladowa-oeracja-turcja-arabia-saudyjska.html 2016-02-13T12:43:00Z 2016-02-13 13:02 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Jak mówił, Ankara, choć oskarżana o opieszałość w walce z Państwem Islamskim, ma najbardziej konkretny plan, jak rozprawić się z dżihadystami. Poinformował też, że Arabia Saudyjska wysyła samoloty do tureckiej bazy wojskowej Incirlik, która ma kluczowe znaczenie dla koalicji państw zachodnich, skierowanej przeciwko terrorystom. </p><p>Lotnictwo Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji korzystało z bazy, przeprowadzając naloty na dżihadystów. Na razie nie wiadomo, ile samolotów wyśle do Incirlik Arabia Saudyjska. Zapytany, czy Saudyjczycy wyślą na granicę Turcji wojsko, które wkroczy do Syrii, minister Cavusoglu oświadczył, że "byłoby to działanie pożądane, ale na razie nie ma takiego planu. "Arabia Saudyjska przysyła samoloty i mówi, że jeśli konieczna będzie operacja lądowa, przyślą też żołnierzy" - powiedział szef tureckiej dyplomacji.</p> "Sueddeutsche Zeitung": "Beata Szydło dopuściła się nieczystego zagrania". http://forsal.pl/artykuly/922708,wizyta-polskiej-premier-w-niemczech-krytyka-szydlo-niemiecka-prasa.html 2016-02-13T17:30:30Z 2016-02-13 12:20 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Gazeta "Sueddeutsche Zeitung" ocenia, że Beata Szydło dopuściła się nieczystego zagrania. Przed rozmowami z Angelą Merkel udzieliła bowiem wywiadu, w którym zażądała zwrotu w polityce migracyjnej, mówiąc, że sytuacja w Niemczech wymknęła się spod kontroli. Jak czytamy, to że wczorajsze spotkanie przebiegło w miarę przyjaźnie, nie zmienia faktu że <b>atmosfera jest zatruta</b>. Wykopano rów, który jeszcze przed rokiem wydawał się być niemożliwy - pisze komentator gazety. <br /> </p><p>Telewizja ARD oceniła z kolei, że zapowiedź polsko-niemieckiego projektu humanitarnego dla Syrii to tylko symbol. Polska nie pomoże Niemcom w rozwiązaniu problemu uchodźców, a wynik rozmów w tej sprawie jest mizerny - oceniła publiczna stacja.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/artykuly/922047,platnosc-gotowka-w-poszczegolnych-krajach-raport-rezerwy-federalnej.html"> Dlaczego Niemcy za wszystko płacą gotówką?</a></p> Google zamyka ważny internetowy serwis. Co dalej z naszymi zdjęciami?. http://forsal.pl/artykuly/922706,google-zamyka-picasa-fotografie-trafia-do-google-photos.html 2016-02-13T10:01:00Z 2016-02-13 11:01 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>Zdjęcia i filmy wrzucone do systemu będą automatycznie dostępne w profilach użytkowników w serwisie <b>Google Photos</b>, który zaczął działać niecały rok temu.<br /> Firma tłumaczy swoją decyzję właśnie chęcią skupienia się na nowej usłudze. Osoby, które nie będą chciały jej używać, będą nadal mogły oglądać, ściągać lub usuwać zdjęcia. Jednak stary serwis nie będzie aktualizowany i wyłączona zostanie możliwość dodawania nowych plików.</p> Polski rząd ze specjalną misją gospodarczą w Indiach. http://forsal.pl/artykuly/922705,polski-rzad-w-indiach-polska-walczy-o-indyjski-rynek-handlowy.html 2016-02-13T08:55:00Z 2016-02-13 09:55 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p>W skład polskiej delegacji wchodzą też przedstawiciele resortów rozwoju, spraw zagranicznych i organizacji biznesowych, a także 20 firm reprezentujących takie branże jak na przykład: energetyka, maszyny rolnicze, przemysł spożywczy. <br /> </p><p>Marek Kłoczko z Krajowej Izby Gospodarczej zwraca uwagę, że Indie są uznawane za jeden z najbardziej perspektywicznych rynków na świecie. Szacuje się, że kraj ten w tym roku będzie się rozwijał w tempie 7 i pół procent. Przypomina, że nasze doświadczenia współpracy z Indiami sięgają wielu dziesiątek lat. "Tam możliwości są ogromne. Chodzi między innymi o współpracę w szeroko pojętej energetyce, ale to także bardzo perspektywiczny rynek dla naszej żywności" - dodaje. <br /> </p><p>Marek Kłoczko zaznacza, że w Indiach bardzo istotne są też dobre kontakty polityczne, bo otwierają bramy dla przedsiębiorców. Dlatego na pewno z dobrym odbiorem spotka się obecność przedstawicieli naszego rządu. Wicepremier Gliński będzie rozmawiał z <b>premierem Indii Narendrą Modim</b>. </p><p>Strona indyjska- jak mówi Marek Kłoczkk- jest mocno zainteresowana inwestycjami zagranicznymi, co także może być szansą dla polskiego biznesu. <br /> Według danych resortu rozwoju, w ciągu jedenastu pierwszych miesięcy ubiegłego roku <b>obroty handlowe polsko-indyjskie wyniosły ponad 2 miliardy dolarów</b>, były o 3,3 procent niższe niż w analogicznym okresie 2014 roku.<br /> </p><p>Do Indii sprzedajemy między innymi wyroby elektromaszynowe, metalurgiczne, a także przemysłu chemicznego. Coraz większe znaczenia w naszym eksporcie mają artykuły rolno-spożywcze. <br /> </p><p>Sprowadzamy z tego kraju przede wszystkim wyroby przemysłów chemicznego i lekkiego. <br /> </p><p>Kolejna polska misja biznesowa uda się do Indii - do Kalkuty za kilkanaście dni.&#160;</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/922561,niskie-ceny-surowcow-oilmageddon-kryzys-gospodarczy-banka-spekulacyjna.html">Czy światu naprawdę grozi "oilmageddon"? Oto fakty o stanie globalnej gospodarki</a></p>