© 2015 INFOR BIZNES Sp. z o. o. INFOR BIZNES Sp. z o. o. Forsal.pl - najnowsze wiadomości 2015-09-05T14:15:30+02:00 INFOR BIZNES S.A. http://forsal.pl/atom/najnowsze Siła rekomendacji, czyli czy warto polecać znajomych do pracy?. http://forsal.pl/artykuly/891707,sila-rekomendacji-czyli-czy-warto-polecac-znajomych-do-pracy.html 2015-09-05T11:00:00Z 2015-09-05 13:00 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><h2>Polecenie a załatwienie</h2><p>Należy zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę między załatwieniem pracy a poleceniem. W pierwszym przypadku jest to zatrudnienie kogoś tylko ze względu na osobistą relację. Często w takich sytuacjach nie bierze się pod uwagę kompetencji przyszłego pracownika. Sytuacje te jednak zdarzają się coraz rzadziej. Zupełnie inaczej rzecz ma się z poleceniem. Osoba polecona przechodzi cały proces rekrutacyjny, począwszy od rozmowy kwalifikacyjnej poprzez sprawdzenie jej kompetencji. Jeśli rekruter bądź pracodawca uzna, że jest to odpowiednia osoba na dane stanowisko, dopiero wówczas proponuje jej pracę.</p><h2>CV nie zawsze całą prawdę powie</h2><p>Rekruterzy chętnie spotykają się na rozmowach kwalifikacyjnych z osobami poleconymi przez pracowników lub znajomych z branży jeszcze jednego powodu. Problemem dla pracodawców jest nadmierne koloryzowanie informacji podawanych w CV. Zweryfikowanie ich zajmuje czas i wydłuża procesy rekrutacyjne – podkreśla Małgorzata Majewska, ekspert portalu monsterpolska.pl. Zapraszając kandydata z polecenia, pracodawca ma szansę dowiedzieć się o nim nieco więcej od osoby, która go zarekomendowała.</p><h2>Firmy chcą zatrudniać z polecenia</h2><p>Rekrutacja z polecenia to oszczędność czasu i minimalizacja ryzyka. Dlatego szczególnie duże firmy zachęcają swoich pracowników do polecania kompetentnych znajomych do pracy poprzez systemy gratyfikacji. Jeśli osoba zarekomendowana się sprawdzi i przepracuje określony czas w firmie, pracownik otrzymuje, np. bonus pieniężny. </p><h2>Polecajmy z rozwagą</h2><p>Polecając kogoś do pracy, szczególnie w firmie, w której sami pracujemy, zachowajmy ostrożność i kierujmy się jedynie chęcią otrzymania premii. Pamiętajmy, że od momentu polecenia kolegi czy koleżanki, możemy być oceniani przez pryzmat jej kompetencji i doświadczenia. Chcąc dbać o własną reputację w oczach szefa, nie polecajmy do pracy osoby niekompetentnej lub takiej, której osobowość może nie pasować do firmy – rekomenduje Małgorzata Majewska, ekspert monsterpolska.pl. Jeśli wiemy, że nasz kolega ma odpowiednie doświadczenie i kompetencje, na pewno warto go polecić. Jeśli o polecenie prosi osoba, której nie znamy od strony zawodowej lub wiemy, że sami nie chcielibyśmy z nią pracować, powinniśmy grzecznie, ale stanowczo, odmówić. Bonus finansowy nie jest wart uraty zaufania przełożonego do naszej umiejętności oceny faktów i zaangażowania. Jeśli pracujesz w ciekawym miejscu, jesteś zadowolony ze swojej pracy i uważasz, że Twoja firma jest przyjaznym miejscem dla pracowników, to warto pomagać znajomym i polecać ich. </p><p>Ale tylko pod warunkiem, że wiesz, iż dana osoba ma odpowiednie predyspozycje i kompetencje. Nawet jeśli okaże się, że rekrutacja ostatecznie nie zakończy się sukcesem, Twój przełożony z pewnością doceni Twoje zaangażowanie – dodaje Małgorzata Majewska, ekspert monsterpolska.pl.</p><h2>Pozwólmy się polecać</h2><p>Sami również możemy skorzystać na osobistej rekomendacji. Aby inni nas polecali, musimy mieć świadomość, że pracujemy na to cały czas. Warto więc utrzymywać dobre relacje zarówno z bliskimi współpracownikami, jak i z tymi, których mijamy jedynie na korytarzu. Być może raz okazana życzliwość i pomoc zaowocuje w przyszłości. Zmieniając pracę, nie palmy za sobą mostów i nie zostawiajmy niedokończonych spraw. W miarę możliwości pozostawmy po sobie porządek w mailach, dokumentach oraz klarowne informacje o zadaniach, których nie udało nam się dokończyć. Szef na pewno doceni, jeśli dobrze wdrożymy osobą na nasze miejsce, a w przyszłości chętniej nas poleci. Warto również budować własną sieć kontaktów podczas spotkań branżowych czy wydarzeń firmowych. Bądźmy komunikatywni i otwarci na nowe znajomości. Pozwólmy zapamiętać się z jak najlepszej strony – podsumowuje Małgorzata Majewska, ekspert monsterpolska.pl.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p> Jak walczyć z korupcją wśród lekarzy? Zalegalizować ją. http://forsal.pl/artykuly/891568,rumunski-sposob-na-walke-z-korupcja-legalizacja-lapowek.html 2015-09-05T09:09:38Z 2015-09-05 11:00 <p><strong>Rumunia</strong> jest jednym z najbardziej skorumpowanych państw Unii Europejskiej – wynika z danych Transparency International. Nielegalne płatności są szczególnie powszechne w rumuńskiej służbie zdrowia – jedna czwarta Rumunów przyznaje, że w ostatnim czasie lekarz lub pielęgniarka sugerowali im wręczenie łapówki. Zgodnie z ostatnią decyzją sądu, wszelkie dowody wdzięczności ofiarowane lekarzom są niezgodne z prawem, ponieważ przedstawiciele służby zdrowia to pracownicy państwowi. Fala protestów lekarzy i pielęgniarek wymusiła na rządzie przyznanie im 25-procentowej podwyżki wynagrodzeń. Wszyscy jednak wiedzą, że to nie wystarczy, by zatrzymać przepływ kopert wręczanych z rąk do rąk. Właśnie dlatego premier Rumunii Victor Ponta zasugerował możliwość zalegalizowania łapówek pod trzema warunkami: nie mogą być wymuszane przez lekarzy, powinny być wręczane dopiero po całkowitym zakończeniu leczenia oraz powinny zostać zgłoszone i opodatkowane.</p><p>Stowarzyszenie Lekarzy w Rumunii na swojej stronie na Facebooku ostro skrytykowało propozycję władz, twierdząc, że oczekiwało od rządu podwyżki wynagrodzeń, nie zalegalizowania łapówek. Tak naprawdę jednak, nawet przy najbardziej efektywnym systemie zarządzania budżetem służby zdrowia, rumuński rząd będzie w stanie zaoferować lekarzom jedynie tzw. „wynagrodzenie kapitulacyjne”, czyli pensję tak niską, że zatrudnieni będą musieli uzupełniać swój dochód przez pobieranie innych, nieformalnych opłat za swoje usługi.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/844047,korupcja-i-pralnie-w-jednym-stoja-domu.html" title="&lt;b&gt;Korupcja&lt;/b&gt; i pralnie w jednym stoją domu">Korupcja i pralnie w jednym stoją domu</a></p><p>Problem ten jest dość często spotykany w krajach postkomunistycznych, które odziedziczyły po poprzednich reżimach wielkie, scentralizowane systemy opieki medycznej, możliwe do utrzymania tylko przy całkowitej kontroli gospodarki przez państwo. Prywatyzacja wydaje się tu oczywistym rozwiązaniem i w niektórych krajach rzeczywiście się sprawdziła – przykładem jest Gruzja, w której większość szpitali jest teraz w prywatnych rękach, a rząd subsydiuje jedynie leczenie relatywnie ubogich obywateli. Jednak mechanizm prywatyzacji nie zawsze jest możliwy do wykonania pod względem politycznym, a prowadzenie szpitala w biednym państwie nie jest szczególnie atrakcyjnym biznesem.</p><p>Niektórzy reformatorzy postanowili więc postawić na sformalizowanie zasad wręczania łapówek. W Kambodży w 1999 roku nielegalne płatności stanowiły 82 proc. wszystkich wydatków na usługi medyczne. Kiedy rząd wprowadził oficjalny cennik opłat, mieszkańcy szybko zorientowali się, że pomoc medyczna może być tańsza niż do tej pory. Przykładowo, koszt hospitalizacji chirurgicznej spadł z co najmniej 40 dol. do 26,70 dol. Lekarze z entuzjazmem przywitali nowe zasady, bo system oferował im wyższe dochody bez konieczności każdorazowych negocjacji z pacjentami. W Albanii wprowadzone po 2000 roku tabele opłat w szpitalach zwiększyły oficjalne zarobki niektórych lekarzy nawet 4-krotnie.</p><p>Takie podejście nie sprawdziło się jednak w kilku krajach afrykańskich. Wprowadzone opłaty zaczęły bowiem zniechęcać mieszkańców do korzystania z opieki medycznej. Podobny scenariusz nie grozi jednak państwom, w których rządy dysponują odpowiednią ilością funduszy, by finansować usługi medyczne dla najbiedniejszych – tak jak ma to miejsce w Gruzji czy Armenii. Rozwiązanie to i tak jest tańsze niż całkowicie darmowy system opieki medycznej.</p><p>Wnioski z opisanych przypadków mogą mieć jednak zastosowanie także poza systemem opieki medycznej. Odgórna walka z korupcją jest dobra i pożądana w bogatych demokracjach, w których ludzie są stosunkowo sumienni w płaceniu podatków, a urzędnicy są dobrze opłacani i mają godne warunki życiowe. Jednak w państwach, w których rządy są mało wiarygodne, system pobierania podatków jest wadliwy, a biurokracja ma się świetnie, zalegalizowanie łapówek może okazać się rozsądnym pomysłem. Kraje, które dzisiaj skutecznie zwalczają korupcję, same przeszły przecież przez podobne etapy.</p><p>Anders Sundell z Uniwersytetu w Goteborgu w swoim <a href="http://www.qog.pol.gu.se/digitalAssets/1364/1364834_2012_2_sundell.pdf">dokumencie z 2012 roku</a> opisywał jak Szwecja – dziś jeden z najmniej skorumpowanych państw świata – pokonała trudną drogę do sukcesu. Przeszła z systemu, w którym rządziły prawa biurokratów do pobierania bezpośrednich łapówek, przez system, w którym obowiązuje oficjalny wykaz opłat za usługi, w tym niektóre opodatkowane, po funkcjonujący obecnie system w całości finansowany z podatków. Każdy etap był wprowadzany w logicznej kolejności, urzędnicy stopniowo pozbawiani byli możliwości pobierania niczym nieograniczonych nieformalnych opłat, co było swoistą rekompensatą za ich mały, ale oficjalny dochód.</p><p>&gt;&gt;&gt; Polecamy: <a href="http://forsal.pl/artykuly/871372,ey-43-proc-badanych-uwaza-ze-korupcja-w-polsce-jest-powszechna.html" title="EY: 43 proc. badanych uważa, że &lt;b&gt;korupcja&lt;/b&gt; w Polsce jest powszechna">EY: 43 proc. badanych uważa, że korupcja w Polsce jest powszechna</a></p><p>Wszystko to działo się w XIX wieku, dziś mieszkańcy państw rozwiniętych nie są świadomi, że ich przodkowie musieli kiedyś negocjować stawki opłat w sądach czy urzędach. Te doświadczenia wciąż są jednak bardzo istotne, szczególnie dla&#160; gospodarczo słabych państw. Jak pisał Anders Sundell, „Jeśli podejmuje się próby wprowadzenia zbyt skomplikowanego systemu finansowania bez możliwości odpowiedniego monitorowania i kontroli, jak również zdolności do zwiększania i alokacji dochodów, prawdopodobnym tego rezultatem będzie pojawienie się nieformalnych, bezpośrednich płatności. Jeśli państwo nie ma takich zdolności, lepiej więc zastosować pośrednie rozwiązanie – zalegalizować nieformalne płatności”.</p><p>Radykalizm tego rozwiązania idzie znacznie dalej, niż pomysły hinduskiego ekonomisty Kaushika Basu. <a href="http://www.kaushikbasu.org/Act_Giving_Bribe_Legal.pdf">W 2011 roku zaproponował on</a>, by zdekryminalizować wręczanie łapówek w celu zachęcenia zaangażowanych w ten proceder ludzi do donoszenia na skorumpowanych urzędników. Basu, który później został głównym ekonomistą Banku Światowego, wciąż myślał w kategoriach kontrolowania i karania. Nawet jeśli ktokolwiek zechciałby wprowadzić jego pomysł w życie, prawdopodobnie nie udałoby mu się zwalczyć zależności między urzędnikami i biznesmenami, którzy napędzają skorumpowanie tych pierwszych. Formalizacja niewielkiej korupcji nie napotyka na tego typu przeszkody. Pozwala też rządom zaoszczędzić na systemie monitorowania i kontroli, wynagrodzeniach w sektorze publicznym, a także umożliwia obniżenie podatków i zwalczanie szarej strefy.</p><p>Największym problemem przy wykorzystywaniu tego rozwiązania poza systemem opieki medycznej byłaby konieczność stworzenia wykazu państwowych usług i zdecydowania, które z nich są niezbędne. W przeciwnym przypadku obywatele mogliby zostać zmuszeni na przykład do płacenia urzędnikowi za wydanie certyfikatu wymaganego - tak naprawdę bez ważnej przyczyny - przez innego urzędnika, czy też do zakupu licencji na oddychanie państwowym powietrzem. System opieki zdrowotnej to dobre pole do startu, ponieważ lista niezbędnych usług jest tu dobrze znana. Nawet rząd, który nie do końca wie, co robi, jest w stanie wypracować w miarę sensowny cennik. To daje gwarancję większej skuteczności niż próby wsadzania do więzienia lekarzy, którzy po prostu próbują związać koniec z końcem.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p> Fundacja Praw Człowieka: Powinniśmy przyjąć więcej uchodźców. http://forsal.pl/artykuly/892301,hfpc-powinnismy-przyjac-wiecej-uchodzcow.html 2015-09-05T08:01:00Z 2015-09-05 10:01 <p>W stanowisku ogłoszonym przed dzisiejszym posiedzeniem Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego czytamy, że "Polska w odpowiedzi na kryzys powinna stworzyć skuteczny i przyjazny uchodźcom system azylowy".</p><p> Fundacja przypomina, że w ostatnich tygodniach mamy do czynienia z gwałtownym zaostrzaniem się kryzysu uchodźczego w Europie. Związane jest to z zamykaniem przez władze państw europejskich kolejnych szlaków migracyjnych, a osoby, które uciekły przed konfliktami i prześladowaniami, korzystają z coraz bardziej niebezpiecznych przepraw lądowych i morskich. <br /> Polska do tej pory zadeklarowała przyjęcie dwóch tysięcy uchodźców. </p><p>"W opinii HFPC powinniśmy przyjąć nie tylko więcej uchodźców, ale również zapewnić im lepsze warunki" - czytamy w stanowisku Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. „Polska od ponad 20 lat przyjmuje uchodźców z całego świata. Nie jest to zatem nowe zjawisko. Powinniśmy jednak zadbać o odpowiednie warunki pobytu tych cudzoziemców w Polsce oraz zapewnić im możliwość integracji z polskim społeczeństwem” - podkreśla Maja Łysienia, koordynator Programu pomocy prawnej dla uchodźców i migrantów HFPC.</p><p> Polska w ciągu dwóch lat ma przyjąć dwa tysiące uchodźców. Są to głównie uciekinierzy z Syrii i Erytrei. 1100 osób przyjęlibyśmy z Włoch i Grecji w ramach programu relokacji. 900 osób to uchodźcy przesiedlani bezpośrednio z obozów poza Unią Europejską. </p> 140 znaków, które mogą wstrząsnąć światem. Skąd się wzięła potęga Twittera? [WYWIAD]. http://forsal.pl/artykuly/891749,140-znakow-ktore-moga-wstrzasnac-swiatem-skad-wziela-sie-potega-twittera.html 2015-09-05T05:00:00Z 2015-09-05 07:00 <p><span class="psav_bigphoto">psav zdjęcie główne</span></p><p><strong>Znam osoby, które zaglądają na Twittera dosłownie co kilka minut. Czy Pan również znajduje się w grupie „uzależnionych”? </strong></p><p>Kiedyś, pomiędzy kolejnymi spotkaniami, dzwoniłem do asystentki, aby przekazała mi najważniejsze informacje o tym, co się wydarzyło, i o czym powinienem bezwzględnie wiedzieć. Teraz takie „briefy” są zbędne – z powodu Twittera. Najświeższych informacji nie dostarczają nam dziś serwisy internetowe, radio i telewizja, gdzie znajdziemy coraz więcej „informacyjnego śmiecia”. Dziś, tę rolę coraz częściej przejmuje właśnie Twitter. Wystarczy, że dobrze zdefiniujemy nasze obszary zainteresowania i kanały – a więc ludzi, których obserwujemy, i możemy być pewni, że będziemy na bieżąco z najświeższymi , najważniejszymi dla nas wiadomościami. </p><p><strong>Co jest takiego niezwykłego w medium, które ogranicza naszą komunikację do 140 znaków?</strong></p><p>Mówiąc krótko: wolność. Wolność wyboru. Wolność otrzymywania informacji, choćby była ona nieprawomyślna lub politycznie niepoprawna. Wolność korzystania z bezpośrednich relacji aktorów poszczególnych wydarzeń, bez pośrednictwa kogokolwiek, kto mógłby tę relację zmanipulować.</p><p><strong>Znajomy powiedział mi niedawno, że uwielbia Twittera za rozbijanie „szklanych sufitów”. To bodaj jedyne miejsce, gdzie przeciętny „Jan Kowalski” może włączyć się w dyskusję z profesorem ekonomii, znanym biznesmenem czy samym Billem Gatesem.</strong></p><p>Może, o ile potrafi to zrobić z taktem i kulturą. Twitter jest doskonałym narzędziem dla osób publicznych. Tworzymy tu własny świat, a internetowych trolli i osoby niekulturalne sprawnie eliminujemy z naszego obszaru działania. Aby rozmawiać z mądrymi, trzeba niestety czasami zablokować tych głośnych i natarczywych. Twitter to zdecydowanie najbardziej przemyślane narzędzie z obszaru nowych mediów.</p><p><strong>Czy polski biznes „odkrył” już Twittera i inne media społecznościowe?</strong></p><p>Szefowie polskich firm wciąż tkwią w przekonaniu, że wydatki reklamowe i marketingowe należy skupić przede wszystkim na reklamach telewizyjnych – najlepiej w bloku przed „Wiadomościami”. Niestety polska branża social-media również nie ułatwia im zadania. Zbyt dużo w niej amatorszczyzny, „malowania trawy na zielono” i manipulacji wynikami. A przecież Twitter jest najlepszym narzędziem do budowania grup wsparcia dla firmy, produktu, tematu, zagadnienia, partii, polityka czy też osobowości. O wiele lepszym od Facebooka, który po wejściu na giełdę przechodzi dziś „czkawkę monetyzacji” – za wszystko trzeba tam płacić, a efekt końcowy często nie jest zadowalający. </p><p><strong>W ostatnich latach Twitter stał się jednym z wiodących kanałów prowadzenia debaty publicznej. Równocześnie pojawia się jednak sporo oskarżeń, że zamiast kształtować nasze opinie, serwis ten staje się zagrożeniem dla ich różnorodności. Pisał o tym m.in. Dana Milibank, publicysta Washington Post. W tekście o debatach prezydenckich zwrócił on uwagę, że mniej więcej od 30-35 minuty każdej z debat, dziennikarze zaczynają wydawać „wyroki” dotyczące tego, kto przegrywa a kto wygrywa. Kto jest lepszy, a kto gorszy. Czy nie jest tak, że Twitter, zamiast kształtować opinię publiczną, zwyczajnie ją „kanibalizuje”?</strong></p><p>Zapomnijmy o dziennikarzach. To nie oni, ale zwykli, rozsądni i sensowni ludzie wydają dziś werdykty. Pisałem o tym już kilka lat temu przy okazji francuskiej kampanii prezydenckiej: Ludzie nie czekają dziś na to, aż po zakończeniu debaty prezydenckiej w studiach telewizyjnych zasiądą „mądre głowy”, aby powiedzieć im, kto wygrał starcie i kto popełnił największe błędy. Widzowie korzystają dziś z Twittera, i w czasie rzeczywistym wyrabiają swoją opinię na temat danego wydarzenia. To wielka zmiana w całym systemie, w którym dotychczas wiodącą pozycję zajmowali dziennikarze i eksperci, politolodzy czy socjologowie. Z całym szacunkiem, ani jedni ani drudzy nie są dziś już niezbędni do kształtowania opinii publicznej. To zresztą wielkie wyzwanie nie tylko dla tradycyjnych mediów, ale również dla marketingu politycznego.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/877181,mordercza-rywalizacja-spolecznosciowek-twitter-potrzebuje-nowej-strategii.html">Mordercza rywalizacja społecznościówek. Twitter potrzebuje nowej strategii</a></p><p><strong>W kontekście Twittera i innych serwisów społecznościowych razi brak uregulowań prawnych dotyczących tego, w jaki sposób z tych kanałów mogą korzystać instytucje publiczne. Czy <em>tweet </em>wysłany z konta Narodowego Banku Polskiego jest oficjalnym stanowiskiem tej instytucji, czy też „luźną opinią” wysłaną przez jednego z pracowników? Mówimy przecież o instytucji, która ma realny wpływ na sytuację na rynkach finansowych.</strong></p><p>Profesjonalizm, profesjonalizm i jeszcze raz profesjonalizm. Jeśli konto Narodowego Banku Polskiego na Twitterze jest autoryzowane (a więc np. odniesienie do niego znajdziemy na oficjalnej stronie NBP), wówczas odpowiedzialność za treści tam publikowane ponosi szef zespołu komunikacji banku centralnego, a odpowiedzialność za zamieszczane <em>tweety </em>niczym nie różni się od tej dotyczącej treści wysyłanych mailem, czy też komunikacji telefonicznej. Profesjonalizm – to słowo klucz do każdej relacji zewnętrznej instytucji publicznej, także za pośrednictwem Twittera.</p><p><strong>Nawiązanie do NBP-u jest nieprzypadkowe, bo właśnie ta instytucja stała się bohaterem jednej z największych „twitterowych afer” w polskim internecie, kiedy to nadgorliwy pracownik opublikował na jej profilu wpisy o mocno politycznie zaangażowanym charakterze. Podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej.</strong></p><p>I będą się zdarzały, ale, coraz rzadziej. Rośnie świadomość „broni atomowej”, czyli siły Twittera: tego, kto korzysta z komunikatora oraz jak potężny jest wpływ publikowanych tam informacji. To sprawia, że z Twittera znikać będzie nonszalancja i amatorka. W ostatnim czasie odnoszę wrażenie silnej profesjonalizacji instytucjonalnych kanałów na Twitterze.</p><p><strong>Amerykańskie media co jakiś czas publikują sensacyjne doniesienia o osobach, które straciły pracę lub zrujnowały swoją karierę zawodową po opublikowaniu kontrowersyjnego tweeta czy też zdjęcia na Facebooku. Czy firmy powinny interesować się tym, co ich pracownicy publikują w mediach społecznościowych?</strong></p><p>Multum takich przypadków mamy również w Polsce. Posłowie są wyrzucani z partii za wpisy na Twitterze, dziennikarze muszą się ze swoich <em>tweetów </em>tłumaczyć, a pracownicy marketingu często okupują swoje wpadki utratą pracy. W dzisiejszym świecie konto na Twitterze powinno być pilnowane na równi z dowodem osobistym. Oczywistym jest więc, że przyjmując nową osobę do pracy chętnie sprawdzimy „co też tam ona wypisuje”. Naturalnym jest również, że monitorujemy aktywność naszych pracowników w mediach społecznościowych. To kanały publiczne, dlatego nie widzę w tym nic złego. Przykazanie numer jeden dla każdego użytkownika Twittera? Nigdy nie korzystać z niego pod wpływem alkoholu.</p><p><strong>Osoby publiczne często stosują następujący wytrych: na swoim twitterowym koncie publikują informację, że wszelkie opinie zamieszczane przez nich w serwisie mają charakter prywatny. Jednak czy w przypadku takich osób w ogóle można mówić o prywatnych opiniach w mediach społecznościowych? Treści publikowane przez reprezentantów świata polityki i biznesu często mają gigantyczny wpływ na otoczenie, jak również na kształtowanie opinii publicznej….</strong></p><p>Świetnie dotknął pan tego, co jest największą siłą Twittera. Właśnie o to chodzi: o niewymuszone komunikowanie spraw najważniejszych w 140 znakach. Bez cyzelowania, zastanawiania się, bez przepuszczania komunikatu przez stado prawników i grupy beta-testerów. To właśnie jedna z ciekawszych sztuczek, która udała się Twitterowi: wpisy wyglądają często tak, jakby były publikowane „od niechcenia”. Osoba publiczna powiedziała to, co chciała powiedzieć, ale trudno ją z tego powodu „złapać”. To przecież tylko – i aż – Twitter.</p><p><strong>Kilka miesięcy temu Elon Musk, wrzucając tweeta ze zdjęciem tajemniczym samochodem „spowodował” wzrost akcji Tesla Motors. Z kolei 14 lipca br. wartość akcji Twittera wzrosła o 8 proc., tuż po publikacji fałszywego raportu dotyczącego rzekomego przejęcia tego serwisu. Czy nie odnosi pan wrażenia, że informacyjna funkcja mediów społecznościowych coraz częściej zamienia się w funkcję dezinformacyjną i destabilizującą?</strong></p><p>Ileż to podobnych „fałszywek” moglibyśmy przytoczyć w kontekście mediów tradycyjnych? Przypomnę choćby rozmowę telefoniczną dziennikarki znanego tytułu prasowego z szefem dużego banku inwestycyjnego, który ostatecznie okazał się nie tym, za kogo się podawał. O podobnych wpadkach mógłbym mówić bardzo długo. Tylko po co? Jestem przekonany, że tworzenie opozycji pomiędzy „starymi” i „nowymi” mediami donikąd nas nie doprowadzi. </p><p>Więcej dobrego przyniosłaby synergia pomiędzy tymi kanałami. Coraz częściej redakcje inwestują w szkolenia dla swoich dziennikarzy i budowanie ich pozycji w mediach społecznościowych. Największe redakcje inwestują dziś właśnie w nowe media. Wreszcie, w przypadku ważnych wydarzeń, tworzone są mechanizmy łączące media tradycyjne z nowoczesnymi. To właśnie w tym kierunku powinniśmy zmierzać. A dezinformacja jest dziś w komunikacji masowej wszechobecna. Musimy nauczyć się z tym żyć.</p><p><strong>Dziś, 140 znaków na Twitterze może doprowadzić do wybuchu zamieszek na ulicach miasta, wpis na Facebooku może doprowadzić do dymisji polityka, a zdjęcie zamieszczone na Instagramie - wywołać międzynarodowy skandal. Odnoszę wrażenie, że media społecznościowe chcą dzierżyć coraz większą władzę nad światem polityki, mediów, i biznesu. Ta władza nie wiąże się jednak z rosnącą odpowiedzialnością. Jest wręcz przeciwnie. Nasuwa się więc pytanie: kto rządzi dziś Twitterem?</strong></p><p>Szczerze? Wszyscy i nikt. Próby wyłączenia dostępu do mediów społecznościowych w Turcji, Chinach i na Białorusi, kończyły się międzynarodowymi skandalami. Dochodzimy do momentu, gdy siłą Twittera jest rzeczywiście potężna, a mechanizmy powstrzymujące tę siłę przynależą jedynie do sfery etyki, przygotowania do korzystania z mediów czy też odpowiedzialności za słowo wyniesionej z domu rodzinnego. </p><p>Tak, to problem – na Twitterze możemy napisać dziś absolutnie wszystko. Na szczęście, bez uzyskania wcześniej reputacji, renomy i referencji, nasz wpis – choćby najbardziej bulwersujący – nie ma szans na wytworzenie wielkiego „szumu”. Miał więc rację James Surowiecki, który w swoim epokowym już dziele przekonywał o mądrości tłumów. Wierzę w mądrość tłumu na Twitterze. Kiedyś zresztą nazywałem użytkowników tego serwisu w Polsce swoistą elitą pokolenia. I mimo że serwis ten stał się dziś masowym narzędziem komunikacji także w Polsce, zdania wciąż nie zmieniam.</p><p><em><strong>Eryk Mistewicz </strong>- polski doradca polityczny, dziennikarz, publicysta, autor książki "Twitter - sukces komunikacji w 140 znakach. Tajemnice narracji dla firm, instytucji i liderów opinii".</em></p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p> Badanie Fed: status bezrobotnego przeszkadza w znalezieniu dobrej pracy. http://forsal.pl/artykuly/892019,badanie-fed-status-bezrobotnego-przeszkadza-w-znalezieniu-dobrej-pracy.html 2015-09-05T04:20:00Z 2015-09-05 06:20 <p>Analiza tego zagadnienia została przeprowadzona przez <a href="http://libertystreeteconomics.newyorkfed.org/2015/09/searching-for-higher-wages.html#.Veh1Spdtyzm">Bank Rezerwy Federalnej </a>w Nowym Jorku i opublikowana na jego oficjalnej stronie.</p><p>Fed wziął w swoim badaniu pod uwagę osoby, które brały udział w Badaniu Oczekiwania Konsumentów przeprowadzonym w 2013 roku. Obejmowało ono tak różnorodne zagadnienia jak status pracy uczestników, oczekiwania i wynagrodzenia (przedstawicieli wielu branż). Badacze podzielili uczestników na kategorie: w pierwszej znalazły się osoby zmieniające pracę, a w drugiej osoby szukające nowego zajęcia od „zera”. </p><p>Osoby, które zmieniały pracę (około ¾ badanych) zarabiały znacznie więcej, nawet przy porównaniu pracowników z podobnych grup demograficznych i branż. Nie tylko otrzymywały wyższą startową pensję, dostawały także większe podwyżki podczas całego pobytu w nowym miejscu pracy. </p><p>Dla kontrastu – osoby, które zaczynały pracę po wcześniejszym okresie bezrobocia na zmianie pracy zyskały na pensjach albo nieznacznie, albo wcale. Osoby, które zmieniły jedną pracę na drugą w nowym miejscu zarabiały znacznie lepiej niż w poprzednim, można mówić więc o uruchomieniu pewnego rodzaju „efektu domina”. </p><p>Przejście ze statusu bezrobotnego do zatrudnienia prowadzi również do niższej satysfakcji z pracy i aktywnego poszukiwania kolejnej. Byli bezrobotni częściej niż osoby zmieniające pracę otrzymują dodatkowe świadczenia i częściej są zatrudniani na cześć etatu. </p><p>Dlaczego tak jest? Badacze doszli do wniosku, że zmieniające pracę osoby mają przewagę bycia „grymaśnymi”. Zwracają więc uwagę na motywacyjny charakter negatywnych doświadczeń z poprzedniej pracy, które podsycają pożądanie większej odpowiedzialności i zarobków. Nie muszą też zmagać się ze stygmatyzowaniem, jakiemu poddawani są bezrobotni. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też:<a href="http://forsal.pl/artykuly/891896,prawie-1-3-firm-chce-zatrudniac-to-poczatek-rynku-pracownika.html"> Prawie 1/3 firm chce zatrudniać. To początek "rynku pracownika"?</a></p> Płaca nominalna i realna w Europie Środkowej. Jak zmieniały się zarobki w ostatnich latach?. http://forsal.pl/artykuly/891761,placa-nominalna-i-realna-w-europie-srodkowej-jak-zmienialy-sie-zarobki-w-ostatnich-latach.html 2015-09-05T04:01:00Z 2015-09-05 06:01 <p>Największą siłą napędową ich gospodarki jest eksport, zorientowany w głównej mierze na branżę motoryzacyjną. Kryzys skutecznie odstraszył zagranicznych inwestorów, co może tłumaczyć taki spadek dynamiki wynagrodzenia w 2009 roku.</p><p>W przypadku <strong>Słowenii</strong>, która w 2007 roku jako pierwszy kraj postkomunistyczny przyjęła euro, obserwujemy wzrost <strong>wynagrodzeń,</strong> aż do 2012 roku. Rok później Czechy pozostawały w recesji, a źródłem tego zjawiska niewątpliwie był spadek eksportu i inwestycji w tym kraju, jak również pogorszenie się koniunktury w gospodarkach strefy euro.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/890884,polska-bangladeszem-europy-tak-wyglada-biedapraca-w-przemysle-odziezowym-nad-wisla.html">Polska Bangladeszem Europy? Tak wygląda biedapraca w przemyśle odzieżowym nad Wisłą</a></p><p>Najwyższą przeciętną inflację w latach 2005-2013 odnotowano na Węgrzech, gdzie ceny towarów i usług wzrastały co roku średnio o 4,7 proc. Za dany koszyk dóbr, Węgrzy w 2013 roku zapłacili 1,38 ceny z 2005 roku. Najniższą przeciętną inflację w analizowanym okresie zanotowano w Czechach. Niski wzrost cen w tym kraju powoduje, że konsumenci nie tracą zdolności do nabywania dóbr.</p><p><strong>Inflacja </strong>w Krajach Środkowoeuropejskich charakteryzowała się raczej stabilnym przyrostem pomiędzy 1 a 8 proc. w skali roku.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/888884,czy-polske-stac-na-realny-wzrost-wynagrodzen.html">Czy Polskę stać na realny wzrost wynagrodzeń?</a></p><p><strong>Realne płace</strong> w 2013 roku wzrosły w Polsce o 37 proc. w porównaniu z 2005 rokiem. Spośród analizowanych krajów tylko w Słowacji przyrost ten był wyższy o 3 p.p. Wzrost siły nabywczej wynagrodzenia wynika z tego, że pensje nominalne, czyli te wypłacane pracownikom, rosły szybciej niż ceny. Jednak w przypadku Słowenii i Czech, w ostatnim analizowanym roku, przyrost cen był zdecydowanie wyższy niż przyrost płac nominalnych. Sprawiło to, że realne pensje obywateli były niższe niż w 2012 roku.</p><p>Weź udział w <a href="http://wynagrodzenia.pl/obw.php">Ogólnopolskim Badaniu Wynagrodzeń</a> i porównaj swoje zarobki z innymi.</p><p><span class="psav_slideshow">psav slideshow</span></p> Uchodźcy z „pociągu wolności” na Węgrzech zostali zamknięci w obozie. http://forsal.pl/artykuly/892280,uchodzcy-z-pociagu-wolnosci-na-wegrzech-zostali-zamknieci-w-obozie.html 2015-09-04T19:04:14Z 2015-09-04 21:04 <p>Wczoraj specjalny pociąg zabrał ich ze stołecznego dworca <strong>Keleti</strong>. Miał ich zawieźć w pobliże austriackiej granicy, jednak zatrzymał się niedaleko obozu. <br /> </p><p>Uchodźcy godzinami domagali się otwarcia im drogi w stronę Austrii. Momentami niektórym puszczały nerwy. Z powodu głodu i upału wiele osób zasłabło. W końcu dali za wygraną, w spokoju opuścili pociąg i pod eskortą policji udali się do obozu. W większości były to kobiety i dzieci. Wydarzenia na stacji Bicske miały jednak tragiczny finał dla jednego z imigrantów. Mężczyzna idąc przez tory potknął się i uderzył w głowę. Mimo prawie godzinnej reanimacji zmarł. <br /> </p><p>Pociąg wolności - jak go nazwały media i sami uchodźcy - okazał się policyjnym podstępem wymierzonym w imigrantów. Zamiast - zgodnie z rozkładem - jechać w okolice austriackiej granicy, zawiózł ich na stację Bicske - do obozu dla uchodźców. Kiedy imigranci zorientowali się, że to pułapka, część z nich uciekła, reszta zamknęła się w wagonach. Na znak protestu rozpoczęli głodówkę. Łącznie składem jechało około 300 osób.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/892264,1000-afganczykow-probowalo-wtargnac-na-prom-do-aten-doszlo-do-zamieszek.html">1000 Afgańczyków próbowało wtargnąć na prom do Aten. Doszło do zamieszek</a></p> "800 ludzi leży w błocie". Burmistrz Traiskirchen krytykuje austriackie władze ws. uchodźców. http://forsal.pl/artykuly/892272,800-ludzi-lezy-w-blocie-burmistrz-traiskirchen-krytykuje-austriackie-wladze-ws-uchodzcow.html 2015-09-04T18:24:01Z 2015-09-04 20:21 <p>„W licznych gminach w Austrii wiele kwater dla uchodźców stoi pustych, tymczasem u mnie 800 ludzi leży w błocie” - mówił burmistrz Traiskirchen, Andres Babler podczas corocznego spotkania burmistrzów Austrii w Alpach.</p><p> Obecnie w pękającym w szwach obozie w Traiskirchen przebywa ok. czterech tysięcy uchodźców. Ta liczba jeszcze bardziej przemawia do wyobraźni, jeśli weźmie się pod uwagę, że oficjalna pojemność tej placówki wynosi 480 ludzi. </p><p>Według Bablera, jego miasto jest swoistym symbolem tego, co „idzie nie tak w Austrii”.<br /> </p><p>Austria od miesięcy stawia czoła nasilającej się fali imigracji. Nic jednak nie zapowiada, żeby sytuacja miała się zmienić. Tym bardziej, że szacunki MSW mówią, iż do końca roku do Austrii może ich przybyć ponad 80 tysięcy.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/846909,stratfor-trwa-wojna-cywilizacji-europa-znow-zetrze-sie-z-islamem.html">Stratfor: Trwa wojna cywilizacji. Europa znów zetrze się z islamem</a></p> Trzy wykresy, które pokazują jak Europa odpowiada na kryzys imigracyjny. http://forsal.pl/artykuly/892262,trzy-wykresy-ktore-pokazuja-jak-europa-odpowiada-na-kryzys-imigracyjny.html 2015-09-04T20:25:18Z 2015-09-04 19:19 <p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>Wśród 10 krajów, które w zeszłym roku przyjmowały najwięcej<strong> imigrantów</strong>, największy odsetek uchodźców starających się o azyl w stosunku do całej populacji notowano w Szwecji. Tuż za nią uplasowały się Węgry i Austria. Na ostatnim miejscu zestawienia znalazła się Wielka Brytania. </p><p>Niemcy – najatrakcyjniejszy w UE kierunek migracji dla uchodźców, znajdują się pod tym względem w środku stawki. W tym roku Niemcy spodziewają się, że liczba imigrantów napływających do ich kraju wzrośnie nawet czterokrotnie. Kanclerz Angela Merkel zapewnia, że Niemcy będą przewodzić unijnej pomocy uchodźcom, ale zaznacza, że nie mogą być przeciążone napływem imigrantów.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/892172,imigranci-nie-chca-zostac-na-wegrzech.html" title="Imigranci nie chcą zostać na Węgrzech">Imigranci nie chcą zostać na Węgrzech</a></p><p><strong>Fala imigrantów </strong>napływa do Niemiec już od czasów II wojny światowej – poczynając od Wietnamczyków, po mieszkańców Europy Wschodniej, którzy po upadku komunizmu migrowali na Zachód.</p><p>W ostatnich latach wyraźnie rośnie ilość uchodźców starających się o azyl w krajach UE. Ilość imigrantów kierujących się do Niemiec zwiększa się dynamicznie każdego roku.</p><p><span class="psav_picture">psav picture</span></p> 1000 Afgańczyków próbowało wtargnąć na prom do Aten. Doszło do zamieszek. http://forsal.pl/artykuly/892264,1000-afganczykow-probowalo-wtargnac-na-prom-do-aten-doszlo-do-zamieszek.html 2015-09-04T17:14:54Z 2015-09-04 19:10 <p>Prawie tysiąc Afgańczyków z okrzykiem „Ateny! Ateny!” szturmowało wejście na regularny prom Blue Star. Straż przybrzeżna i policja użyły granatów hukowych, a kapitan zamknął wejście na statek. W rezultacie tego setki pasażerów zostały uwięzione wśród imigrantów. Po tym incydencie ponad 10 tysięcy uchodźców przeniesiono z portu kilkaset metrów dalej w pobliże miejskiej plaży. Próbowano ich tam policzyć i zarejestrować. <br /> </p><p>Burmistrz Lesbos, który wielokrotnie informował o dramatycznej sytuacji na wyspie, powiedział dziś w greckiej telewizji ERT, że Lesbos jest o krok od tragedii. Lokalne władze nie panują nad sytuacją, nie wiedzą nawet, ilu dokładnie imigrantów jest na wyspie. Oznajmił, że jeden prom przeznaczony do ich transportu - to za mało. „Niepotrzebny nam prom, potrzebujemy całej floty” - dodał.<br /> </p><p>Na Lesbos od początku roku przybyło ponad 100 tysięcy imigrantów. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia dotarło ich tam ponad 17 tysięcy. </p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/892205,uszkodzenie-plotu-granicznego-bedzie-przestepstwem-wegry-maja-nowe-prawo-azylowe.html">Uszkodzenie płotu granicznego będzie przestępstwem. Węgry mają nowe prawo azylowe</a></p>