© 2008 INFOR PL S.A. INFOR PL S.A. Forsal.pl - najnowsze wiadomości 2012-02-11T09:45:10+01:00 INFOR BIZNES PL S.A. http://forsal.pl/atom/najnowsze Polskie mieszkania się skurczyły. Dwa pokoje na 25 metrach. http://forsal.pl/artykuly/592034,mieszkania_w_polsce_sie_skurczyly_dwa_pokoje_na_25_metrach.html 2012-02-11T08:00:00Z 2012-02-11 09:00 <p class="tresc">Jeszcze trzy lata temu średnia powierzchnia nowego mieszkania dwupokojowego oddawanego do użytku wynosiła 53,5 mkw. W ubiegłym roku było to już tylko 49 mkw. – wynika z analiz przeprowadzonych przez firmę redNet Consulting. I wszystko wskazuje na to, że w tym roku nowe lokale skurczą się jeszcze bardziej – sytuacja na rynku zmusza do zmniejszania powierzchni i tym samym – cen lokali. Klienci rozglądają się głównie za mieszkaniami tanimi – czyli takimi, na które mają szansę dostać kredyt według nowych, bardziej rygorystycznych zasad wprowadzonych przez znowelizowaną rekomendację S.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a title="Moda na rynku nieruchomości się zmienia, ale następuje to powoli " href="http://forsal.pl/artykuly/591449,moda_na_rynku_nieruchomosci_sie_zmienia_ale_nastepuje_to_powoli.html">Moda na rynku nieruchomości się zmienia, ale następuje to powoli </a></p><p class="tresc">Z informacji zebranych bezpośrednio u deweloperów wynika, że prawdziwym rynkowym hitem są kompaktowe mieszkanka, w których na 30 – 35 metrach mieszczą się dwa pokoje z aneksem kuchennym i łazienką. Rekordzistą jest firma Triton, która taki standard chce zmieścić nawet na 25,5 mkw. Minimalistyczne mieszkanie ma sześciometrową sypialnię oraz „salon” z aneksem kuchennym o łącznej powierzchni 16,6 mkw. Spółka wiosną rozpoczyna budowę osiedla na warszawskiej Białołęce, gdzie ponad 70 proc. z 300 lokali będzie mieć nie więcej niż 40 mkw. Jak zapewnia deweloper, minimieszkanie będzie można kupić już za ok. 140 – 150 tys. zł, a miesięczna rata kredytu wyniesie nie więcej niż 1 tys. zł.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Zobacz też: <a title="Kredyt hipoteczny: Tańsze kredyty na ciepłe domy" href="http://forsal.pl/artykuly/590937,kredyt_hipoteczny_tansze_kredyty_na_cieple_domy.html">Kredyt hipoteczny: Tańsze kredyty na ciepłe domy</a></p><p class="tresc">Na małe mieszkania stawiają też spółki Red Real Estate Development i Budrem. W pierwszej można kupić dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 34 mkw., druga te same funkcje zmieściła na 31 mkw. – Właśnie te „maluchy” obok 50-metrowych lokali na najwyższych kondygnacjach sprzedają się najlepiej – mówi Bożena Wygonowska z firmy Budrem. Inwestycja będzie gotowa w połowie 2013 roku, ale spółka sprzedała już ok. 30 proc. lokali.</p><p class="tresc">Trend do minimalizacji widać też w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu czy Gdańsku, gdzie wiele spółek przerabia na dwa pokoje niesprzedane kawalerki i studia, modne w czasie boomu w latach 2007 – 2008.</p><p class="tresc">Rosnący popyt na małe mieszkania to efekt mniejszej zdolności kredytowej Polaków po wejściu w życie nowych przepisów z początkiem stycznia tego roku. Klient, który jeszcze w grudniu mógł zaciągnąć kredyt w walucie euro o równowartości 400 tys. zł, teraz może liczyć najwyżej na 240 tys. zł. Jeżeli zdecyduje się na złotego, dostanie ok. 370 tys.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a title="Na rynku pierwotnym jest coraz więcej gotowych mieszkań" href="http://forsal.pl/artykuly/590545,na_rynku_pierwotnym_jest_coraz_wiecej_gotowych_mieszkan.html">Na rynku pierwotnym jest coraz więcej gotowych mieszkań</a></p><p class="tresc">To wszystko ma odbicie także na rynku wtórnym. Z danych Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości wynika, że obecnie w Warszawie sprzedają się głównie mieszkania trzypokojowe, których cena nie przekracza 400 – 450 tys. zł. Na większe, choć ich ceny z metra są niższe niż przed rokiem o kilka, kilkanaście procent, o chętnych trudniej. Tak jest m.in. na osiedlach w stołecznym Wilanowie, gdzie średnia cena lokalu spadła w ciągu roku z miliona do 800 tys. zł. Inaczej jest na Żoliborzu czy Mokotowie, gdzie sprzedający nie schodzą z ceny. – Wielu z nich woli zrezygnować w ogóle ze sprzedaży, niż obniżyć stawkę – mówi Olimpia Bronowicka z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości. Dotyczy to zwłaszcza mieszkań w najlepszych lokalizacjach i o wysokim standardzie wykończenia. Wiele wskazuje jednak na to, że na powrót popytu na duże i drogie mieszkanie trzeba będzie jeszcze poczekać. Nawet 2 – 3 lata.</p> Praca na odległość zyskuje na popularności. http://forsal.pl/artykuly/591461,telepraca_coraz_bardziej_popularna.html 2012-02-11T07:22:00Z 2012-02-11 08:22 <p class="tresc">Z danych PKPP „Lewiatan”, a także badania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że zarówno wśród właścicieli firm, jak i pracowników rośnie popularność tej formy zatrudnienia. O ile w 2007 roku pracę w domu zlecało swoim pracownikom tylko 2 proc. przedsiębiorców, to w roku 2011 było ich już 8,8 proc., a w sektorze małych i średnich firm nawet 11 proc.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/556605,pracodawcy_rp_polska_powinna_rozwijac_teleprace_wzorem_ue.html">Pracodawcy RP: Polska powinna rozwijać telepracę wzorem UE</a></p><p class="tresc">– W tym roku odsetek ten powinien wzrosnąć o kolejne 2 – 3 proc. Coraz więcej firm w czasach spowolnienia dostrzega zalety tej formy zatrudnienia – mówi Monika Zakrzewska, ekspert z PKPP „Lewiatan”. Obecnie odsetek przedsiębiorców, którzy uważają, że pracownicy wykonujący zadania w domu przyczyniają się do wzrostu konkurencyjności firmy, wynosi 39,7 proc., podczas gdy w 2010 roku było to 34,9 proc.</p><p class="tresc">Firmą, która w tym roku chce podwoić liczbę telepracowników, jest m.in. wydawnictwo Wolters Kluwer. W ub.r. spółka zdecydowała się eksperymentalnie oddelegować kilkunastu zatrudnionych do pracy w domu, a w tym roku chce zwiększyć ich liczbę o połowę. – Do końca 2012 roku ok. 8 proc. z 280 zatrudnionych ma pracować w ten sposób – mówi Małgorzata Tłuchowska, prezes Wolters Kluwer Polska.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/559104,polakom_znudzil_sie_8_godzinny_dzien_pracy_co_czwarty_woli_prace_w_domu.html">Polakom znudził się 8-godzinny dzień pracy. Co czwarty woli pracę w domu</a></p><p class="tresc">Plany zwiększenia liczby telepracowników mają spółka handlowo-usługowa 4Profit-T, wydawnictwo Crosswords Faktory, a także firma Beta, dystrybutor narzędzi domowych. Eksperci spodziewają się wzrostu liczby telepracowników w firmach z branży ubezpieczeniowej, internetowej, doradczej, wydawniczej i finansowej.</p><p class="tresc">– Menedżerowie muszą się nauczyć kierować pracownikami na odległość i egzekwować od nich zadania – mówi Zakrzewska.</p><p class="tresc">Co ciekawe, etat w domu coraz bardziej podoba się zatrudnionym: obecnie chciałoby tak pracować ponad 42 proc., podczas gdy w 2010 roku było to tylko 30 proc. Nie każda osoba jednak do tego się nadaje. Z doświadczeń pracodawców wynika, że najlepiej sprawdzają się osoby, które w firmie przepracowały już kilka lat.</p><h2>Prawa i obowiązki przy pracy na odległość</h2><p>Zasady zatrudnienia regulują przepisy kodeksu pracy z 2007 r. Telepracownik wykonuje zadanie i przekazuje pracodawcy wyniki. Uzgodnienia między stronami, dotyczące formy zatrudnienia mogą nastąpić przy zawieraniu umowy o pracę albo w trakcie zatrudnienia (art. 67<sup>7</sup> par. 1 k.p.). Zatrudniając telepracownika, pracodawca ma obowiązek dostarczenia mu sprzętu niezbędnego do wykonywania pracy, pokrycia kosztów związanych z jego instalacją i serwisem. Pracodawca ma zadbać, by telepracownik nie był traktowany mniej korzystnie w zakresie warunków zatrudnienia, awansu i szkoleń (art. 67<sup>15</sup> par. 1,2).</p> Jak brać ślub, to z rozmachem. Polacy wydadzą miliardy na ceremonie. http://forsal.pl/artykuly/592546,rusza_sezon_slubow_mlodzi_wydadza_miliardy.html 2012-02-11T06:45:00Z 2012-02-11 07:45 <p class="tresc">Młoda para wydaje średnio około 30 – 35 tys. zł na ślub i wesele. Nie jest wprawdzie tak dobrze jak przed 2008 r., kiedy na ten cel średnio przeznaczano około 40 tys. zł, jednak eksperci mówią o szansach na odwrócenie negatywnego trendu. Coraz więcej klientek decyduje się na droższe, kosztujące nawet ponad 5 tys. zł suknie ślubne, do tego zwiększa się liczba rezerwacji sal na wesela. Dziś, by wynająć „topowe” miejsce, trzeba czekać nawet 2 lata. Widać też wyhamowanie spadku liczby zawieranych małżeństw. W 2011 r. było ich o ok. 21 tys. mniej niż rok wcześniej, podczas gdy w 2010 r. spadek wyniósł 23 tys.</p><p class="tresc">Cały rynek był w ubiegłym roku wart ok. 6 mld zł. Teraz może wzrosnąć. Eksperci z branży mówią o dużym zainteresowaniu targami ślubnymi odbywającymi się w głównych miastach Polski i wzroście zamówień składanych przez salony z sukniami ślubnymi u dystrybutorów. – Mamy dopiero luty, a zamówienia są przyjmowane nie tylko na czerwiec, ale też na październik, a nawet grudzień – mówi Magdalena Sulwińska z firmy Madeleine będącej dystrybutorem francuskich, amerykańskich i włoskich sukien ślubnych.</p><h2>Jak salon, to z rozmachem</h2><p class="tresc">Ostatnie lata słabszej koniunktury spowodowały zmiany na rynku. Znikają małe salony i firmy specjalizujące się w organizacji wesel, co zapewnia napływ większej liczby klientów do tych dużych, mających bogatszą ofertę i większe doświadczenie. To powinny wziąć sobie do serca osoby, które zastanawiają się nad zaistnieniem w tej branży albo już działają, ale z marnym skutkiem. – Salon dysponujący 15 – 20 sukniami już nikogo nie zainteresuje. – Dziś oferta musi być trzykrotnie większa. Klienci cenią sobie możliwość wyboru i różnorodność. Do tego oczekują dobrej jakości – tłumaczy Magdalena Sulwińska, oferująca 630 modeli sukien ślubnych i 250 wizytowych.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/115201,organizacja_slubow_to_dobry_biznes.html">Organizacja ślubów to dobry biznes</a></p><p class="tresc">Aby uruchomić własny salon, wystarczy 40 – 50 tys. zł. Za to kupimy towar, manekiny, na których go wyeksponujemy, oraz wyremontujemy lokal, w którym będziemy prowadzić działalność. Powierzchnia 100 mkw. w pełni wystarcza.</p><p class="tresc">Kiedy na dobre ruszy sezon, trzeba pomyśleć o zwiększeniu oferty. – Ważne jest zapewnienie bogatego wyboru klientom. I to nie tylko w kategorii sukien ślubnych, ale i innego rodzaju kreacji. W ten sposób będzie można przyciągnąć do siebie nie tylko przyszłą pannę młodą, i to planującą zarówno ślub kościelny, jak i cywilny. W salonie coś dla siebie powinny znaleźć mamy narzeczonych, krewne i koleżanki – zauważa Anna Wesołowska, właścicielka salonu sukien ślubnych w Krakowie. Rzadko w salonach sprzedaje się również ubrania dla panów.</p><p class="tresc">Na zakup dodatkowych strojów potrzebne będzie kolejne 30 tys. zł. Suknie można nabyć osobiście u polskich producentów lub związać się z przedstawicielami zagranicznych marek. Można wówczas nawiązać współpracę na zasadzie agencyjnej, co daje możliwość kupowania towaru również od innych dystrybutorów lub franczyzy, ale wtedy zostaje się wyłącznym odbiorcą danego przedstawiciela. Obecnie jest dobry moment na podpisanie takich umów, bo sieci nie pobierają żadnych opłat za wejście i działanie w ramach sieci. Do tego organizują szkolenia z prowadzenia biznesu, pomagają urządzić salon i dobrać odpowiednią ofertę. Na polskim rynku, jak wynika z danych firmy doradczej Profit System, franczyzę oferują dwie sieci: Angel, mająca 17 salonów, i Madeleine z 58 placówkami (3 franczyzowe i 55 partnerskich).</p><h2>Marże coraz niższe</h2><p class="tresc">– Zanim zdecydujemy się ostatecznie na uruchomienie salonu, warto dokładnie rozeznać się w lokalnym rynku. Jaki jest jego potencjał, ile można sprzedać takich sukien – mówi Anna Wesołowska. Dobrze jest też porozmawiać z konkurencją, nie podając swoich intencji.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/508320,slub_ksiecia_williama_i_kate_middleton_bukmacherzy_zarobia_miliony_zdjecia.html">Ślub księcia Williama i Kate Middleton: bukmacherzy zarobią miliony (ZDJĘCIA)</a></p><p class="tresc">Fachowy salon nie może istnieć bez krawcowej. Zatrudnienie jej na pełen etat to wydatek około 2 tys. netto miesięcznie. Po opłaceniu wszystkich wydatków związanych z prowadzeniem biznesu zarobek dla właściciela powinien wynieść minimum 5 – 6 tys. zł.</p><p class="tresc">– Zagrożeniem są rabaty, których oczekują klientki, a także coraz bardziej popularne zamawianie szycia sukien na miarę, często z wykorzystaniem wzorów podpatrzonych w salonach – dodaje Anna Wesołowska.</p><p class="tresc">Ma to wpływ na marże, które spadły nawet o jedną trzecią. Trzy lata temu sięgały 50 proc. Nadal jednak inwestycja ma szansę zwrócić się już po jednym roku działalności.</p><h2>A może doradztwo?</h2><p class="tresc">Bardziej dochodowe będzie założenie firmy specjalizującej się w doradzaniu i organizowaniu przyjęć weselnych. Na jednym zarobek wynosi średnio 2 – 2,5 tys. zł. Trzeba jednak wykonać kilka zleceń w skali miesiąca, by firma była dochodowa. A nie jest to proste. Mimo że konkurencja w tej branży nie jest jeszcze tak duża jak na rynku sukien ślubnych. Klienci cenią sobie bowiem doświadczenie i dobre kontakty nie tylko z właścicielami lokali, firm cateringowych, hoteli, ale i z orkiestrami czy kwiaciarniami. Na początek trzeba zainwestować w stronę internetową. Na ten cel potrzeba od 1 do 2 tys. zł. Konieczny jest oczywiście laptop, który będzie głównym narzędziem pracy. Podobnie jak samochód. O własnym biurze można pomyśleć w późniejszym terminie.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/109542,konsultanci_slubni_zalozyli_samorzad_zawodowy.html">Konsultanci ślubni założyli samorząd zawodowy</a></p><p class="tresc">Jak tłumaczą przedstawiciele tej branży, zbudowanie profesjonalnej firmy oznacza nakłady rzędu ponad 100 tys. zł. – Myli się ten, kto myśli, że ta praca jest łatwa i przyjemna. Trzeba umieć szybko reagować na stale zmieniające się potrzeby młodej pary, zachowując przy tym stoicki spokój – tłumaczy Magdalena Różycka działająca w branży od dwóch lat.</p><p class="tresc">Niewiele konsultantów wytrzymuje to tempo pracy, stres oraz pracę w dużej części wieczorową porą. Dlatego duża część znika po roku działalności.</p><h2>Kiedy organizuje się najwięcej imprez</h2><p class="ramka-txt">Wielkanoc zaczyna sezon na śluby i wesela. Potrwa on do końca października. Ścisły sezon przypada jednak na okres od maja do września, a najwięcej związków zawieranych jest w czerwcu i sierpniu. Powody tego są dwa. Po pierwsze pogoda. Po drugie obowiązujący przesąd, według którego data ślubu powinna przypadać na miesiąc, który w nazwie ma literę „r”. Ma ona gwarantować szczęście nowożeńcom.</p><p class="ramka-txt">Styczeń i luty są natomiast miesiącami, w których podejmuje się decyzje dotyczące ceremonii. Dlatego w tym czasie organizuje się najwięcej targów ślubnych.</p> Szykuje się zamach na polski rynek czarterów. http://forsal.pl/artykuly/592129,travel_holding_z_bingo_airways_rusza_na_podboj_rynku_czarterow.html 2012-02-11T06:15:00Z 2012-02-11 07:15 <p class="tresc">Travel Holding International, niewielkie biuro turystyczne z Luksemburga, chce zawojować polski rynek. Niemożliwe? Nie do końca. W zrealizowaniu ambitnego planu ma pomóc zakup 50 proc. udziałów w Bingo Airways, linii czarterowej założonej i kierowanej przez Marka Sidora, legendy branży lotniczej.</p><h2>Wielkie plany</h2><p class="tresc">Nieoficjalnie wiadomo, że koszt transakcji to niespełna 10 mln zł. Dzięki tym pieniądzom Bingo ma wyleasingować trzy samoloty Airbus A320. To etap zakrojonego na szeroką skalę planu stworzenia w Polsce od podstaw pierwszego z prawdziwego zdarzenia touroperatora, który nie tylko będzie oferował wycieczki, ale też woził pasażerów na zagraniczne wczasy swoimi samolotami.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/582042,bingo_airways_celuje_w_cwierc_miliona_pasazerow.html">Bingo Airways celuje w ćwierć miliona pasażerów</a></p><p class="tresc"><br /><a href="http://forsal.pl/artykuly/584292,drogi_wyjazd_autem_na_ferie.html"></a></p><p class="tresc">Co ciekawe, już w pierwszym roku działalności Bingo Airways i Travel Holding chcą zdobyć i przewieźć nawet 250 tys. pasażerów.</p><p class="tresc">Szefowie działających w Polsce biur podróży przecierają oczy ze zdumienia. – To byłby rekord świata. Nigdy nikomu to się jeszcze nie udało – mówi Maciej Truskolaski, prezes Sky Clubu. Uważa, że do osiągnięcia takiego wyniku potrzebne są duże środki. – Zdobycie takiej liczby klientów wymaga gigantycznych pieniędzy na promocyjne ceny – dodaje Truskolaski.</p><p class="tresc">Czy dojdzie do wojny cenowej? Prezes Sky Clubu tego nie wyklucza, choć nie uważa, aby luksemburska firma, o której niewiele słyszał, zrobiła coś takiego.</p><p class="tresc">Przypomina, że przed laty polski rynek turystyczny chciał podbić o wiele bardziej renomowany skandynawski Ving. Firma pojawiła się u nas w 1998 r., ale pieniędzy wystarczyło jej tylko na pięć lat. W utrzymaniu się na rynku nie pomogło Vingowi nawet połączenie sił z Itaką. W 2003 r. Skandynawowie wyszli z Polski.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/584292,drogi_wyjazd_autem_na_ferie.html">Drogi wyjazd autem na ferie</a><a href="http://forsal.pl/artykuly/582042,bingo_airways_celuje_w_cwierc_miliona_pasazerow.html"></a></p><p class="tresc">Szef Bingo Airways nie chce zdradzić szczegółów planu. – Rozpoczniemy działalność w kwietniu – zapowiada Marek Sidor, prezes Bingo Airways.</p><p class="tresc">Wiadomo, że firma zamierza skoncentrować się na rynku śródziemnomorskim. W branży aż huczy o jej planach. Nieoficjalnie wiadomo, że chce mieć nawet 10 samolotów. Wtedy firma wykonywałaby usługi lotnicze także dla innych biur turystycznych.</p><p class="tresc">A jest o co walczyć. Tylko w zeszłym roku Enter Air, największy gracz na rynku przewozów czarterowych, działający niespełna dwa lata, przewiózł milion pasażerów.</p><p class="tresc">Eksperci zwracają jednak uwagę, że dziś sytuacja jest inna niż w czasach, gdy ruszał Enter – dwa lata temu zbankrutowały Centralwings oraz Eurocypria i na rosnącym rynku polskim powstała luka. Tyle że rok później w ślady Enter Air poszły Yes Airways, które chcą mieć 8 – 9 samolotów (na razie dysponują trzema maszynami), ruszyły również Small Planet oraz Air Poland. I wciąż działa LOT.</p><h2>Na narty za Atlantyk</h2><p class="tresc">Optymistów jednak nie brakuje. – Wejście z nową ofertą na polski rynek wciąż może się okazać sukcesem – uważa Tomasz Kułakowski z firmy Tok Consulting. Twierdzi, że odsetek Polaków wybierających czartery jako sposób podróżowania na wakacje jest wciąż dużo mniejszy niż w innych krajach Unii.</p><p class="tresc">Warunek jest jeden: oferta musi być ciekawa i atrakcyjna cenowo.</p><p class="tresc">Z drugiej strony inicjatywie sprzyja rynek. Żniwa rozpoczną się wraz z weekendem majowym, a potem przyspieszą w trakcie mistrzostw piłkarskich Euro 2012.</p><p class="tresc">W 2010 r. na pokłady samolotów czarterowych wsiadło 3,2 mln turystów – o 9 proc. więcej niż w 2009 r. W tym roku według prognoz Marka Sidora możemy poprawić zeszłoroczny wynik nawet o 300 tys. pasażerów. Oznacza to, że linie lotnicze obsłużą w sumie blisko 4 mln turystów.</p><p class="tresc">– Rynek czarterowy w Polsce szybko wzrasta, a to na pewno zwiększa szanse Travel Holding. Tyle że z drugiej strony mamy do czynienia z sezonowością – zauważa Marek Sławatyniec, szef Aviareps Polska. Problemem dla firmy będzie zagospodarowanie samolotów w zimie.</p><p class="tresc">Jaką receptę na sukces ma Marek Sidor? Konserwatywne planowanie i być może próba wyjścia z ofertą zimową na trasy atlantyckie. Ten kierunek to wciąż ziemia niczyja, bo przewoźników straszą zbyt wysokie koszty takich połączeń związane choćby z koniecznością posiadania np. o wiele droższych od mniejszych boeingów 737 długodystansowych maszyn 767.</p><p class="tresc">Tyle że o takich lotach już myślą inni. Nieoficjalnie wiadomo, że przymierza się do nich Enter Air.</p><h2><span class="funkcja"></span></h2><h2>Powiązana z Amerykanami</h2><p class="ramka-txt">Travel Holding International to biuro turystyczne z Luksemburga. W Polsce spółka sprzedaje wycieczki głównie firmom. Przedstawiciele Bingo Airways nie chcą wiele mówić na temat nowego inwestora. Wiadomo, że jest on powiązany z firmą amerykańską Travel Holdings, która powstała w 2004 r. w wyniku mariażu Tourico Holidays, LastMinuteTravel.com i Travel Global Systems. Spółka współpracuje na całym świecie z sieciami hotelowymi, gwarantując 16 tys. miejsc noclegowych. W internecie sprzedaje oferty nie tylko swoje, ale i innych graczy. Pełni tym samym funkcję integratora rynku turystycznego.</p><p class="ramka-txt">Główna siedziba firmy znajduje się w Orlando, ale ma ona też lokalne oddziały w USA, Azji i Europie.</p><p class="ramka-txt">Bingo Airways to spółka założona w listopadzie 2010 r. Przed objęciem udziałów przez Travel Holding należała do Marka Sidora i Andrzeja Moździerza.</p> Ministerstwo Finansów zaostrza apetyty inwestorów na obligacje. http://forsal.pl/artykuly/591459,ministerstwo_finansow_zaostrza_apetyty_inwestorow_na_obligacje.html 2012-02-11T05:49:00Z 2012-02-11 06:49 <p class="tresc">W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Finansów sprzedało papiery dziesięcioletnie za ok. 3 mld zł, choć znalazłoby nabywców na 4,8 mld zł, taki był popyt. W czwartek resort wystawi na sprzedaż dwulatki i pięciolatki, a maksymalny pułap oferty to 6 mld zł. Analitycy są przekonani, że resort nie będzie miał kłopotu ze znalezieniem chętnych.</p><p class="tresc">Duży popyt widać na rynku wtórnym, co przekłada się na spadek rentowności. Jeszcze na początku stycznia dochodowość pięciolatek wynosiła 5,40 proc. Pod koniec zeszłego tygodnia już niewiele ponad 5 proc. Podobnie było z papierami dziesięcioletnimi, tu rentowność spadła z 5,96 proc. do 5,54 proc. – Na początku roku na rynku było dużo wolnej gotówki, głównie dzięki pożyczce Europejskiego Banku Centralnego udzielonej bankom. Zaczęło się szukanie papierów, które dają duży zysk przy ograniczonym ryzyku. Polskie obligacje spełniają te warunki – mówi DGP Maciej Popiel, analityk PKO BP.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/579418,obligacje_czy_fundusz_obligacji_co_lepsze.html">Obligacje czy fundusz obligacji – co lepsze?</a></p><p class="tresc">Ministerstwo nie mogło trafić lepiej. Tylko w styczniu miało do wykupu obligacje za 12,5 mld zł, na co musiało zdobyć finansowanie. Dzięki rosnącemu zainteresowaniu zdołało sprzedać w ciągu miesiąca papiery za ponad 10 mld zł. – Taka podaż nie jest duża w stosunku do tego, co mogliby kupić np. inwestorzy zagraniczni – mówi Popiel. MF mogłoby więc sprzedać więcej obligacji, gdyby chciało. Ale według Piotra Marczaka, dyrektora departamentu długu publicznego MF, resort nie będzie w tej chwili wypuszczać na rynek nic więcej ponad to, co zapowiedział w programie podaży na kwartał. – Nie mamy planów zwiększania rezerwy płynnościowej przez wzrost podaży papierów. W tej chwili poziom sfinansowania potrzeb pożyczkowych jest duży, co daje nam możliwość np. ograniczenia podaży bonów skarbowych – mówi DGP.</p><p class="tresc">Dla rynku to jasny sygnał: pula obligacji przeznaczonych na sprzedaż nie zwiększy się, więc jeśli kupować, to teraz, gdy rentowności są jeszcze względnie wysokie, a ceny niskie. Tym bardziej że MF może w ogóle zrezygnować z przetargów w niektórych miesiącach.</p><p class="tresc">– Skoro po styczniu sfinansowaliśmy jedną trzecią potrzeb, oznacza to, że w dalszej części roku możemy elastycznie kształtować naszą aktywność. Dla rynku jest sygnał, że nie będzie zaskakiwany dużą podażą papierów skarbowych. Skłania to inwestorów do kupowania teraz, a przekłada się na duży popyt i spadek rentowności – mówi Marczak.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/535333,oto_dziesiec_rzeczy_ktore_powinienes_wiedziec_o_rynku_obligacji.html">Oto dziesięć rzeczy, które powinieneś wiedzieć o rynku obligacji</a></p><p class="tresc">Gdyby to zależało tylko od czynników krajowych, rentowności obligacji nadal by spadały. Jednak ważniejsze jest to, co wydarzy się na rynku globalnym. – Doszliśmy już do mocnych poziomów, dochodowość dziesięcioletnich obligacji w wysokości 5,50 proc. to mało. Spodziewałbym się stabilizacji, ale wiele zależy od tego, jaki będzie apetyt na ryzyko na świecie. Jeśli sytuacja byłaby taka jak teraz, a największe banki centralne nadal prowadziłyby operacje zasilające w płynność, to rentowności mogą jeszcze spaść – mówi Maciej Popiel.</p><p class="tresc">Strategia ministerstwa jest więc dość ryzykowna, bo wystarczy nagłe pogorszenie nastrojów na rynkach bazowych, by trend spadku rentowności został wyhamowany. Tymczasem przed MF kolejne duże wykupy papierów. Pod koniec kwietnia wygasają obligacje warte dziś ponad 23 mld zł.</p> Espresso, latte, cappuccino? Rynek kawy idzie mocno do góry. http://forsal.pl/artykuly/592502,espresso_latte_cappuccino_rynek_kawy_idzie_mocno_do_gory.html 2012-02-11T05:17:00Z 2012-02-11 06:17 <p class="tresc">Statystyczny Polak wypija już praktycznie tyle samo kawy ile herbaty, czyli filiżankę dziennie. Spodziewany jest dalszy wzrost jej sprzedaży. Według badań Euromonitor International w 2015 r. wartość rynku kawy ma wynieść już blisko 1,3 mld euro. Oznacza to wzrost o 8 proc. w stosunku do 2011 r. Tak dobre perspektywy zachęcają nie tylko przedsiębiorców do otwierania nowych kawiarni, ale też sklepy spożywcze i stacje paliwowe do ich tworzenia w swoich placówkach.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/501631,naukowcy_ostrzegaja_kawa_i_slodycze_po_posilku_to_bardzo_zla_kombinacja.html">Naukowcy ostrzegają: Kawa i słodycze po posiłku to bardzo zła kombinacja</a></p><p class="tresc"><br /><a href="http://forsal.pl/artykuly/590853,adam_ringer_sukces_mimo_woli.html"></a></p><p class="tresc">Szacuje się, że w Polsce może już działać kilkadziesiąt tysięcy punktów wyspecjalizowanych w sprzedaży małej czarnej. W tym roku powstanie ich kolejnych kilkaset. A to oznacza, że już niedługo kawę tak jak we Włoszech będzie można kupić na każdym rogu ulicy. Nowym kawiarniom sprzyja też fakt, że coraz więcej osób kawę pija poza domem. Według badań Makro Cash &amp; Carry jest to ponad 70 proc. Polaków. Kawiarnie, oprócz typowych sieci takich jak Coffeeheaven, czy Starbucks, rozwijają też Biedronka, Empik, Orlen, BP, Statoil czy McDonald’s. Sama Żabka wzbogaci się w tym roku o 100 stoisk kawowych. Coffeeheaven, która ma już 86 lokalizacji, nowe kawiarnie chce otwierać wszędzie, zarówno w centrach handlowych, jak i w ciągach komunikacyjnych w dużych miastach, a także na dworcach i lotniskach.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/490959,polacy_pomimo_wiekszego_spozycia_kawy_wciaz_pozostaja_w_ogonie_swiatowych_kawoszy.html">Polacy pomimo większego spożycia kawy, wciąż pozostają w ogonie światowych kawoszy </a><a href="http://forsal.pl/artykuly/501631,naukowcy_ostrzegaja_kawa_i_slodycze_po_posilku_to_bardzo_zla_kombinacja.html"></a></p><p class="tresc">Starbucks z kolei inwestuje już nie tylko w tradycyjne kawiarnie, ale też kioski czy punkty dla kierowców, które do tej pory były rozwijane wyłącznie w Wielkiej Brytanii. Realizacja tego pomysłu w Polsce świadczy o dużym potencjale rynku.</p><p class="tresc">Oprócz tego do Polski wciąż wchodzą nowe sieci, chcąc skorzystać z dobrej koniunktury. Wśród nich trzeba wymienić <strong>Aroma Espresso Bar</strong>, który zadebiutował w styczniu br. W ciągu najbliższych pięciu lat, jak zapowiedział Elad Levin, przedstawiciel grupy Aroma, firma zamierza otworzyć w Polsce ponad 25 lokali, m.in. w centrach handlowych. Na początku roku z nową marką <strong>Costa Coffe</strong> ruszyła też spółka CHI Polska SA.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/590853,adam_ringer_sukces_mimo_woli.html">Adam Ringer - sukces mimo woli</a></p><p class="tresc">Większa konkurencja to dobra wiadomość dla klientów. Jest szansa, że sięgające wciąż 300 proc. marże na kawę spadną i małą czarną kupimy taniej. – Ceny są u nas znacznie niższe niż w kawiarni. Kubek świeżo parzonej kawy z ekspresu ciśnieniowego kosztuje 1,99 zł – podkreśla Jacek Spychała z Żabki Polska. Sklepy, które wchodzą na ten rynek, postawią na niskie ceny, chcąc przekonać do siebie klientów.</p> Syn Kadafiego: w Libii wybuchnie powstanie. http://forsal.pl/artykuly/593047,syn_kadafiego_w_libii_wybuchnie_powstanie.html 2012-02-11T08:43:52Z 2012-02-11 06:11 <p>Saadi Kadafi wypowiedział się dla telewizji Al-Arabija, po raz pierwszy zabierając głos publicznie od kilku miesięcy. Zapowiedział, że "w każdej chwili" jest gotowy powrócić do kraju z Nigru, dokąd zbiegł, gdy siły Narodowej Rady Libijskiej przejęły kontrolę nad stolicą, Trypolisem, w sierpniu 2011 roku.</p><p>Oświadczył, że "70 proc. Libijczyków nie jest zadowolonych z obecnej sytuacji", a libijski naród jest "rządzony przez gangi". Według Saadiego, "powstanie w kraju szerzy się z dnia na dzień, a wkrótce ogarnie cały kraj".</p><p>"Libijczycy powinni zbuntować się przeciwko milicjom i pogarszającej się sytuacji. Narodowa Rada nie jest legalnym organem (sprawującym władzę) i nie potrafi zapanować nad milicjami" - mówił.</p><p>Mimo obalenia Kadafiego zbrojne milicje w dalszym ciągu odmawiają złożenia broni na ręce tymczasowych władz. Nierzadko dochodzi do starć między tymi grupami.</p><p>"Musimy wywrzeć presję, aby zmienić tę sytuację i usunąć zło istniejące w Libii. Nie znamy czegoś takiego jak wybory. Jesteśmy muzułmańskim narodem" - powiedział Saadi Kadafi.</p><p>W czerwcu planowane są wybory do Zgromadzenia Konstytucyjnego.</p><p>38-letni Saadi Kadafi znalazł schronienie w Nigrze, który nie chce go wydać Libii, mimo kolejnych apeli nowych władz tego kraju. Te oskarżają go o przywłaszczenie państwowej własności i zastraszanie w czasach, gdy kierował libijską federacją piłki nożnej. Interpol wydał nakaz aresztowania syna Kadafiego, obowiązujący we wszystkich 188 krajach członkowskich tej organizacji.&#160;</p> Fiskus zgarnął rekordowe wpływy z PIT w 2011 roku. http://forsal.pl/artykuly/593046,fiskus_odnotowal_rekordowo_wysokie_wplywy_z_pit_w_2011_roku.html 2012-02-11T08:42:40Z 2012-02-11 05:55 <p>W 2011 r. poziom wpływów może być nawet o 9 proc. wyższy niż w 2010 r. To sukces, bo rosło grono bezrobotnych. "Rzeczywiście sytuacja na rynku pracy nie należała do idealnych. Ale trzeba pamiętać, że jednocześnie podniosły się wynagrodzenia - o 5 proc. w sektorze przedsiębiorstw i o ponad 5 proc. w całej gospodarce. Do tego w większych firmach zwiększyło się zatrudnienie - o ok. 3,2 proc. W sumie baza podatkowa w 2011 r. była znacznie szersza niż w 2010 r." - wyjaśnia ekonomista BZ WBK Piotr Bujak.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/583400,podatki_w_firmie_zaplac_podatek_w_terminie_i_uniknij_kary_finansowej.html" title="&lt;strong&gt;Podatki&lt;/strong&gt; w firmie: Zapłać &lt;strong&gt;podatek&lt;/strong&gt; w terminie i uniknij kary finansowej"><strong style="font-weight: normal;">Podatki</strong> w firmie: Zapłać <strong style="font-weight: normal;">podatek</strong> w terminie i uniknij kary finansowej</a></p><p>Jak podkreśla "Rz", w kolejnych latach będziemy oddawać państwu z PIT coraz więcej - nie tylko ze względu na podwyżki płac czy większą liczbę płatników. Prawie każdy odczuje zacieśnienie polityki fiskalnej - m.in. już na ten rok nie przewidziano np. waloryzacji wysokości progów podatkowych, więc łatwiej będzie wpaść w 32-proc. daninę.</p><p>Dalej rząd planuje znieść ulgę internetową (1,4 mld zł korzyści dla budżetu w ciągu czterech lat) i poważnie zmodyfikować ulgę prorodzinną - wylicza gazeta. W największym stopniu skutki tych zmian odczujemy w 2014 r., gdy będziemy rozliczać podatki za 2013 r. To najwcześniejszy termin, kiedy te zmiany mogą zacząć obowiązywać. </p> Masz konto w banku? Następne możesz założyć bez zbędnych papierów. http://forsal.pl/artykuly/591814,masz_konto_w_banku_zaloz_kolejne_bez_podpisu.html 2012-02-11T04:53:00Z 2012-02-11 05:53 <p class="tresc">Dziś mBank i MultiBank, dwa detaliczne banki należące do BRE Banku, dołączają do grona kilku instytucji umożliwiających założenie konta osobistego bez podpisywania papierowych dokumentów. Cała procedura odbywa się za pośrednictwem internetu i telefonu komórkowego.</p><p class="tresc">– Podczas składania wniosku o konto w sieci wystarczy wybrać opcję potwierdzenia umowy przelewem i podać numer rachunku, z którego zostanie on wykonany – mówi Jacek Iljin, dyrektor departamentu usług podstawowych i produktów niebankowych w mBanku i MultiBanku. Później klient dostaje e-mail z numerem konta, na który powinien wykonać przelew. Na podstawie informacji zawartych w przelewie przychodzącym bank weryfikuje dane klienta. – Ważne, by dane wprowadzone podczas składania wniosku oraz te posiadane przez bank, z którego wykonywać będziemy przelew, były ze sobą zgodne – wyjaśnia Jacek Iljin.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/588586,jak_zmienic_konto_i_zaczac_oszczedzac.html">Jak zmienić konto i zacząć oszczędzać</a></p><p class="tresc">Jeżeli dane będą się zgadzały, przelew taki traktowany jest jako podpisanie umowy. Klient otrzymuje wiadomość SMS z pakietem aktywacyjnym, dzięki któremu będzie mógł po raz pierwszy zalogować się na konto. Bankowcy podkreślają jednak, że nie wszystkie usługi będą dostępne bez tradycyjnego podpisu. Jeżeli ktoś chce np. ustanowić pełnomocnika do swojego konta, podpis na papierze będzie niezbędny.</p><p class="tresc"><strong>MBank</strong> i <strong>MultiBank</strong> to największe krajowe instytucje, które zdecydowały się na wyeliminowanie obiegu papierowych dokumentów przy zakładaniu rachunków osobistych. Jako pierwszy taką możliwość dał BOŚ Bank. Podobnie jak w detalicznych częściach BRE, także i tu autoryzacja danych odbywa się na podstawie przelewu przychodzącego z innego konta. Charakterystyczną cechą usługi BOŚ Banku są limity kwotowe na przelewy. O ile w mBanku i MultiBanku po założeniu konta bez podpisu można swobodnie dysponować swoimi środkami na rachunku, o tyle w BOŚ Banku maksymalna kwota przelewu wynosi 5 tys. zł, podobnie jak dzienny limit na wszystkie transfery środków. – Limity wprowadziliśmy ze względów bezpieczeństwa. Ponadto chcielibyśmy, aby klienci po zapoznaniu się z zaletami konta przyszli do oddziału i podpisali umowę, by w pełni z niego korzystać. Przy okazji poznają inne nasze produkty – mówi Piotr Lemberg, rzecznik BOŚ Banku.</p><p class="tresc">&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/583125,statystyczny_polak_ma_na_koncie_wiecej_oszczednosci_niz_kredytow.html">Statystyczny Polak ma na koncie więcej oszczędności niż kredytów</a></p><p class="tresc">Zakładanie kont bez podpisu oferuje też Alior Bank (od czerwca 2011 r.) i BGŻOptima. Ta ostatnia instytucja oferuje tylko produkty oszczędnościowe i bez kart debetowych, dlatego ich funkcjonalność jest ograniczona.</p> Włochy: luksusowe marki triumfują podczas kryzysu. http://forsal.pl/artykuly/593044,wlochy_luksusowe_marki_triumfuja_podczas_kryzysu.html 2012-02-11T08:39:08Z 2012-02-11 05:38 <p>Najprostszym wytłumaczeniem dla bardzo dobrej sytuacji salonów najlepszych stylistów i producentów najdroższych torebek i butów jest to, że najbogatszych mimo poważnego kryzysu włoskich finansów wciąż stać na te luksusowe towary. To potwierdzenie zjawiska znanego w ekonomii.</p><p>Ale - jak zauważa prasa - jest też inny znaczący rezultat obecnych trudności i tendencji do oszczędzania. Ludzie mają mniej pieniędzy, ale wydają je lepiej - rzadziej i na artykuły wyższej jakości.</p><p>&gt;&gt;&gt; Czytaj też: <a href="http://forsal.pl/artykuly/593038,grecja_rzad_przyjal_nowy_program_oszczednosci_ludzie_protestuja_na_ulicach.html">Przełom w Grecji: rząd przyjął program oszczedności</a></p><p>Dlatego ten sektor włoskiej gospodarki ma się znakomicie - odnotowuje prasa. Weekendowy magazyn dziennika "La Repubblica" podkreśla, że najlepszym dowodem jest przykład włoskiej stolicy mody, czyli Mediolanu. Na ulicach handlowych butiki nie są zamykane i nigdy nie pojawia się w witrynie ogłoszenie o wynajmie lokalu. Podobnie jest w Rzymie, na ulicy najdroższych salonów, Condotti, i na Placu Hiszpańskim. W Wiecznym Mieście "strefa luksusu" nawet rozszerza się, gdyż nowe eleganckie sklepy otwierane są na kolejnych ulicach.</p><p>Jeszcze bardziej wymowne są wyniki finansowe znanych na całym świecie włoskich marek, które w 2011 roku zanotowały dwucyfrowy wzrost zysków: od 13 do 33 procent.</p><p>"System produkcji jest jak góra lodowa z małą częścią, która wystaje ponad powierzchnię i błyszczy na słońcu. Ta część produkuje artykuły najwyższej jakości, wysyła je na eksport, coraz więcej sprzedaje" - tak zjawisko to wytłumaczył prezes włoskiej Izby Mody Mario Boselli.</p><p>Według danych Izby w zeszłym roku branża włoskiej mody - od luksusowych ubrań po galanterię skórzaną - zanotowała w ogarniętym kryzysem kraju wzrost o 5,5 proc. w porównaniu z 2010 rokiem, a obroty w tym sektorze zwiększyły się z 60 do 63,5 miliarda euro. Eksport wzrósł zaś o 14,5 proc.</p><p>Te bardzo dobre wyniki zanotowano mimo innych, bardziej pesymistycznych danych. Wskazuje się, że w niektórych branżach, powiązanych z produkcją artykułów luksusowych, zwłaszcza w przemyśle włókienniczym, produkcja spadła o 6 procent i zlikwidowano 31 tysięcy miejsc pracy.</p><p>Znakomita sytuacja producentów luksusowej odzieży i innych artykułów skłoniła socjologów do skrupulatnej analizy zachowań klientów we Włoszech. Sondaże wykazały, że drogich rzeczy nie kupują tylko ludzie bogaci. Istnieje ogromna grupa klientów, których określa się jako nabywców "z ambicjami". Mimo mniej zasobnego portfela wybierają oni produkty najwyższej jakości, dobrej marki, często z dobrze widocznym logo.</p><p>W dobie kryzysu i narodowej mobilizacji na rzecz ratowania finansów państwa towarzyszą temu zachowania iście patriotyczne - zauważają analitycy. Włosi z tych pobudek wybierają bowiem produkty "made in Italy". (PAP)</p><p class="autor">sw/ ksaj/</p>