Kiedy w ubiegłym roku maszyna po raz pierwszy pokonała człowieka w „Go” – planszową grę, znacznie bardziej skomplikowaną od szachów – za sukces odpowiadał zespół brytyjskich inżynierów, którzy w 2010 r. stworzyli start-up chcący rozwijać technologię sztucznej inteligencji pod nazwą DeepMind. Cztery lata od założenia działalności za 400 mln dol. kupił ich Google.

W przypadku technologii, które postrzegane są jako „następna, wielka rzecz”, mali często konkurują z największymi, a ci drudzy chętnie wydają na tych pierwszych olbrzymie sumy pieniędzy. Stawka jest doskonale znana – zwycięzcy zgarniają znaczącą część tortu. Tak było w przypadku graficznych systemów operacyjnych na komputery osobiste, wyszukiwarek internetowych, portali społecznościowych, mobilnych systemów operacyjnych. Kto pierwszy opracuje daną technologię w wariancie, który będzie cieszył się powodzeniem u konsumentów, zaklepuje sobie miejsce w czołówce, a być może nawet pozycję de facto monopolisty.

Problem w tym, że nikt nie wie, czym będzie „the next big thing”. W związku z tym największe firmy (a więc te z największym portfelem) inwestują jednocześnie w rozwój kilku różnych technologii, aby w razie czego nie zostać w tyle z czymś, co akurat okaże się tą „następną wielką rzeczą”. Ale aktywne są również maluchy, które także liczą na sukces – często rozumiany jako lukratywne przejęcie przez gigantów.

Najgorętszą dziedziną jest rozwój technik spod znaku sztucznej inteligencji (artificial intelligence, AI). Inwestują na tym polu wszyscy – Google, Facebook, Amazon, Microsoft – a zapotrzebowanie na specjalistów z tej dziedziny jest tak duże, że Oren Etzioni, prezes Instytutu Sztucznej Inteligencji im. Paula Allena, przestrzegł gigantów branży IT w USA, żeby nie wydrenowali kompetentnych w tej dziedzinie uczelnianych kadr w Ameryce Północnej, bo nie będzie komu uczyć o niej studentów. Firmy inwestują w AI, bo mają nadzieję, że pozwoli ulepszyć już istniejące produkty (np. sprawi, że algorytm dobierający reklamy będzie podsuwał te o wyższym prawdopodobieństwie, że użytkownik w nie kliknie) lub da początek zupełnie nowym zastosowaniom.

>>> Czytaj też: Europa - kraina startupów. Szybko rośnie liczba jednorożców

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Innym kierunkiem o potencjale „następnej wielkiej rzeczy” jest wirtualna/rozszerzona rzeczywistość. W pewnym sensie wyszedł on od środowiska start-upowego (kupiony przez Facebooka Oculus zaczął żywot jako projekt finansowany przez internautów – w ramach crowdfundingu – na portalu Kickstarter). Technologia ta przyjmuje dwa oblicza: albo projekcji wirtualnego świata za pomocą specjalnych gogli lub wizjera zakładanego na głowę, albo nanoszenia na bieżąco wirtualnych elementów na obraz rzeczywistego świata (jak w popularnej grze na telefony komórkowe „Pokemon Go, gdzie wirtualne postaci nakładane są na ekranie urządzenia na to, co widzi oko kamery). Mocno w tym kierunku zamierza iść Apple, wykorzystując rosnące zdolności obliczeniowe urządzeń mobilnych (wraz z premierą nowego telefonu firma udostępniła także na swoje urządzenia zestaw narzędzi programistycznych do rozszerzonej rzeczywistości).

Zawrotną karierę robią start-upy oferujące rozwiązania dla sektora finansowego, w tym adaptujące do jego potrzeb technologie blockchain – czyli zdecentralizowanego, rozproszonego po całej sieci sposobu zapisu danych. Technologia ta, znana jeszcze do niedawna tylko z artykułów naukowych w czasopismach poświęconych kryptologii, zdobyła rozgłos dzięki kryptowalutom. O ile zarówno sektor finansowy, jak i krajowi regulatorzy na całym świecie mają z nimi problem, o tyle wykorzystywane przez nie rozwiązania – czyli blockchain – cieszą się już znacznie większym zainteresowaniem.

Kolejne gorące technologie związane są z szeroko rozumianą automatyką i robotyką. Najważniejszym trendem w tej dziedzinie są autonomiczne pojazdy. Prym w badaniach nad tą technologią wiodą jednak duże podmioty, które często dokonały przejęć obiecujących start-upów (dla koncernów motoryzacyjnych była to często najprostsza metoda budowy nowych kompetencji w obrębie firmy).

Ci startupowcy uczą się, jak lata pracy i badań zamienić w 4 minuty porywającej prezentacji.