Rywalizacja o fotel szefa Rady Europejskiej może zmienić pozycję polskiego rządu w unijnej konfiguracji.

Beata Szydło przed dzisiejszym szczytem rozesłała list do unijnych liderów, wyjaśniając, dlaczego nie popiera Donalda Tuska. „Ewentualne przedłużenie mandatu przewodniczącego RE wbrew stanowisku rządu kraju pochodzenia pozostaje w sprzeczności z międzyrządowym charakterem prac naszej Rady. Nawet w przypadku powołania członków Komisji Europejskiej, instytucji o czysto wspólnotowym charakterze, wybór dokonywany jest na podstawie »sugestii zgłaszanych przez Państwa Członkowskie« (art. 17 TUE)” – brzmi fragment pisma.

Przy okazji polski rząd próbuje wpłynąć na dotychczasowy sposób wyboru i brukselskie obyczaje. Do tej pory wszelkie kandydatury uzgadniano w kuluarach. Chodziło o to, by kwestie sporne rozwiązywać w ciszy gabinetów, a ostateczne rozstrzygnięcia podejmować, gdy są pewne. PiS próbuje tymczasem sformalizować procedurę.
Trudno mówić o sukcesie pisma premier Szydło. Prezydencja maltańska oświadczyła wczoraj, że Jacek Saryusz-Wolski nie zostanie zaproszony na szczyt. Reuters podaje, że kandydaturę Donalda Tuska popiera przeważająca większość unijnych liderów. To pokazuje, że rząd sporo ryzykuje, jeśli szefowie innych unijnych rządów nie wezmą tych argumentów pod uwagę i wybiorą Tuska. Taki wariant będzie porażką polskiej dyplomacji, a pozycja Polski w UE osłabnie. I to na własne życzenie. Choć w samym PiS są zwolennicy tezy, że bez względu na finał sprawy polskie zabiegi wzmocnią naszą pozycje w Unii. – Jest różnica, czy Tusk zostaje po walce, czy na zasadzie zasiedzenia, gdy Polska udaje, że się sprzeciwia. Jeśli był sygnał, że walczymy, pozycja negocjacyjna Polski rośnie – uważa Ryszard Czarnecki.

Inaczej jeśli rządowi Beaty Szydło uda się utrącić kandydaturę Tuska. – Jeśli przy takim poparciu unijnych przywódców dla Tuska uda się zapobiec jego reelekcji, będzie to oznaczało wzmocnienie pozycji rządu. Choć wątpię w taki wariant – mówi lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz.

Takie zwycięstwo może być jednak pyrrusowe, gdyby okazało się, że nowym szefem Rady zostanie ktoś ze strefy euro. Bezdyskusyjnie sukcesem rządu Szydło byłoby przeforsowanie Jacka Saryusz-Wolskiego. Choć dziś to najmniej prawdopodobny wariant.