Czy w tej nowoczesnej gospodarce prawdziwa niepodległość jest możliwa? Jeżeli tak, to co ona właściwe oznacza? Czy w zglobalizowanych łańcuchach produkcji, w świecie nieustannych zmian wiedzy i nauki taką technologiczną niepodległość należy zachować?

Artur Wiza: – W dobie globalizacji granice państw się zacierają. Dobrze widać to na przykładzie rozwiązań IT, które swobodnie przepływają w dowolne miejsca na świecie. W związku z tym może nie powinniśmy rozmawiać o niepodległości, ale o niezależności? Może się nad tym nie zastanawiamy, ale jesteśmy w dużej mierze uzależnieni od prądu i technologii. W związku z tym trudno dziś mówić o całkowitej niezależności czy suwerenności państw. Nawet taki kraj jak Stany Zjednoczone nie jest obecnie w pełni niezależny. Dzisiejsza niepodległość to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa. Nie tylko tego fizycznego, ale również cyberbezpieczeństwa. Dobrze to widać w takim kraju jak Izrael, otoczonym przez mało przyjazne mu państwa, który mimo to dobrze sobie radzi w obu tych obszarach. Między innymi dlatego, że priorytetowo traktuje się tam bezpieczeństwo, także to związane z technologiami informacyjnymi. Dlaczego? Bo obecnie informacja jest najcenniejszym zasobem. Informacja to ropa naszych czasów. Dlatego trzeba definiować obszary, które są dla naszego kraju najistotniejsze i w nie inwestować, aby budować własne rozwiązania, które zapewnią nam przynajmniej trochę niezależności.

Adam Czyżewski: – Nie chodzi o to, aby być samowystarczalnym. To jest niemożliwe. Należy być odpornym na wstrząsy. Można powiedzieć, że są dwie równoległe drogi działania. Pierwsza polega na przeniesieniu działalności z peryferiów łańcucha wartości do centrum. Innymi słowy, kreowaniu swoich marek, które staną się globalnymi markami. Warto przy tym podkreślić, że centrum łańcucha wartości trzeba sobie samemu zbudować. Od zera. Można wtedy stwierdzić, że to my zarządzamy pewnym produktem i mamy na niego monopol. Dzięki temu jesteśmy odporni na konkurencję i wstrząsy koniunktury. My, mimo że jesteśmy od niedawna uznawani za gospodarkę rozwiniętą, nie mamy żadnej globalnej marki. Druga droga polega na ograniczaniu zużycia zasobów naturalnych poprzez takie projektowanie produktów i takie zarządzanie ich dystrybucją, by wracały do nas po zużyciu. Taki model biznesu minimalizuje zarówno popyt na surowce mineralne, jak i podaż odpadów degradujących środowisko. Dzięki temu stajemy się odporni na wzrost cen surowców i wzrost kosztów związanych z ochroną środowiska.

Chciałbym podpytać o państwa doświadczenie. Orlen chciał kupić teksańską spółkę zajmującą się technologią szczelinowania. Zamierzał nabyć nowe kompetencje w zakresie wydobycia ropy. Zastanawiam się, czy takie firmy jak Orlen czy KGHM, które działają na globalnym rynku, powinny bardziej odważnie pozyskiwać technologie? Czy to jest właściwa droga?

Adam Czyżewski: – Właściwa. Jednak należy sobie odpowiedzieć na pytanie, gdzie szukać tych technologii. Ceny surowców, w tym minerałów, będą rosły. Jednocześnie w górę będą szły koszty emisji oraz opłaty dotyczące odpadów. W naszym raporcie, który zostanie zaprezentowany na Kongresie 590, dowodzimy, że kluczowe jest budowanie odporności na wstrząsy energetyczne i surowcowe. Rozwiązaniem tego problemu jest nieuchronna zmiana modeli biznesowych. Musimy dokonać przejścia z gospodarki polegającej w skrócie na trzech czynnościach, tj. wyprodukuj, sprzedaj, wyrzuć, do gospodarki opartej na pełnym wykorzystaniu odpadów. Wiąże się to nie tylko z projektowaniem materiału tak, aby nadawał się do ponownego użycia, ale ze zmianą mentalności. Chodzi o to, by w dłuższej perspektywie producent dóbr trwałego użytku, np. pralek, zmierzał do tego, aby nie sprzedawać swoich produktów, ale je wypożyczać, podnajmować czy serwisować. Dlaczego ludzie obecnie tak często zmieniają urządzenia? Ze względu na niezwykły postęp technologiczny. W związku z tym tak trzeba projektować sprzęt, aby dało się go jak najdłuższej polepszać, bez konieczności wymiany. Obecnie nie opłaca się robić trwałych telefonów czy samochodów. A wydłużanie trwałości produktów i dawanie im kolejnego życia to jest, według mnie, właściwy kierunek. Przebadaliśmy wiele firm, które wdrażają taką ideę. Nie mają z tego korzyści biznesowych w krótkim terminie. Jednak w tym rozwiązaniu upatrują szansę. Jeśli popatrzymy na megatrendy, takie jak zmiany w demografii, urbanizacja, to ze względu na nagromadzenie efektów zewnętrznych kwestia ponownego wykorzystania odpadów będzie prędzej czy później uregulowana. Ważne jest, aby mieć taki biznesowy kompas i wiedzieć, w którym kierunku jako firma zmierzamy.

Rafał Pawełczyk: – Pytanie jednak, czy to ogon ma kręcić psem. Mamy już technologie, które pozwalają bezpiecznie spalać węgiel, bez szkody dla środowiska. Z drugiej strony mamy regulacje, które zobowiązują, bez względu na wszystko, do zakupu odpowiednich certyfikatów. Powinniśmy więc szukać nisz i miejsc, w których za pośrednictwem technologii możemy zbudować naszą niezależność.

Obserwuję branżę, w której działa KGHM, wcześniej miałem okazję współpracować z wieloma firmami z sektora przemysłu ciężkiego. Warto pamiętać, że do innowacji potrzebujemy surowców. Doskonałym przykładem jest miedź. Proszę zobaczyć, jak funkcjonują od wielu lat Japończycy. Priorytetem jest zapewnienie dostawy surowców. Czy najważniejsza jest efektywność produkcji? Nie. Marżę realizuje się w innych obszarach gospodarki. My też powinniśmy działać tak, aby być liderami w najbardziej innowacyjnych dziedzinach.

Musimy szukać naszej przewagi w tworzeniu nowoczesnych marek i rozwiązań przemysłowych, ale marżę realizować nie na każdym etapie procesu?

Michał Fijoł: – Musimy myśleć na kilkanaście lat do przodu. Kiedy w 2016 r. nowy zarząd LOT-u zaczynał pracę, opracowaliśmy strategię tylko do 2020 r., która zakładała podwojenie liczby pasażerów, liczby samolotów i wielkości obrotu. Jesteśmy pod koniec 2018 r. i już dziś udało nam się te plany zrealizować. W porównaniu z 2015 r. mamy nie 4,5 mln pasażerów, tylko 9 mln, nie 43 trasy, tylko 104, liczba samolotów wzrosła z 45 do 80, a w przyszłym roku będziemy mieli więcej maszyn dalekiego zasięgu niż Finnair czy Austrian Airlines.

Wracając do niepodległości gospodarczej, postulowałbym, abyśmy uczyli się od innych, np. tych, którzy osiągnęli dużo na polu gospodarczym. Spójrzmy na Koreę Południową, jednego z największych inwestorów zagranicznych w Polsce – ponad 200 firm koreańskich jest tu obecnych. Ile polskich przedsiębiorstw działa w Korei Południowej? Kilka, z czego LOT jest jednym z największych. Dlaczego? Uruchamiając połączenie Warszawa – Seul, LOT plasuje tam swoje środki produkcji. Dreamlinera. W październiku 2016 r., uruchomiliśmy trzy połączenia tygodniowo do Seulu, a obecnie dreamliner lata tam pięć razy w tygodniu; chcielibyśmy co najmniej siedem razy. Nie jest to możliwe, ponieważ w umowie bilateralnej między Polską a Koreą określone jest precyzyjnie, ile połączeń może być wykonywanych tygodniowo, przy czym pięć to maksimum. Podczas gdy w Europie mamy politykę otwartego nieba, na rynku lotniczym w krajach Dalekiego Wschodu zasady są inne i liczy się ochrona własnego rynku. Musimy chyba wreszcie zrozumieć, że nie powinniśmy się wstydzić pewnej formy protekcjonizmu. W tym kontekście zwróciłbym uwagę, że wyzwaniem, ale też szansą, dla LOT-u może być brexit. Gdyby doszło do niego w twardej wersji, mogłoby to oznaczać odejście od zasady otwartego nieba na rzecz powrotu do umowy bilateralnej między Polską a Wielką Brytanią, w której LOT-owi przypisana była istotna rola. Twardy brexit oznaczałby konieczność ustalenia na nowo zasad podróży lotniczych na rynku, którego obecni uczestnicy realizują marżę na poziomie ponad pół miliarda złotych rocznie.

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Patrycja Zeszutek: – Duże firmy przy wsparciu państwa mogą budować centra badawczo-rozwojowe, w których powinny pracować nad nowymi pomysłami na rozwój swojej działalności i tym samym uniezależniać się od pewnych nieuchronnych zmian wynikających choćby z wyczerpywania się pewnych zasobów w gospodarce czy surowców naturalnych i ciągłego postępu technologicznego. Przedsiębiorcy powinni patrzeć dalej do przodu, zastanawiać już teraz, co może się na świecie zmienić, nawet w perspektywie 20–50 lat, jakie rozwiązania mogą być potrzebne i w odpowiedzi na te przyszłe potrzeby już teraz tworzyć małe komórki rozwoju, przewidujące trendy i szukające tych rozwiazań. Natomiast jeśli chodzi o problem kształcenia kadr, myślę, że pomysłem do rozważenia dla przedsiębiorców, szczególnie tych większych, borykających się z problemem pozyskania specjalistów może być tworzenie własnych centrów kompetencji, gdzie przedsiębiorstwa mogą kształcić swoje kadry właściwie od przedszkola. Warto również próbować nawiązywać współpracę z uczelniami działającymi w regionie działalności przedsiębiorstwa i zachęcać je do uruchamiania określonych kierunków kształcenia. Tym bardziej polskie spółki nie powinny mieć zastrzeżeń, aby zgłaszać swoje potrzeby w tym zakresie. Natomiast w temacie poszukwania nisz i specjalizacji, które mogą być drogą do wolności gospodarczej, pozwolę sobie dodać, że spróbowaliśmy po raz pierwszy kilka lat temu wybrać branże będące naszymi polskimi specjalnościami eksportowymi oraz uruchomiliśmy instrumenty do ich wspierania. Było różnie. Na początku był opór, ale to się zaczęło sprawdzać. Nie wiem, czy tym rozwiązaniem zasugerowała się Komisja Europejska, bo obecnie warunkiem odgórnym dla państw członkowskich korzystających z funduszy europejskich jest wybranie i aktywne wspieranie rozwoju własnych krajowych inteligentnych specjalizacji.

Wszyscy jesteśmy tutaj zgodni, że aby uzyskać wolność gospodarczą, trzeba sobie znaleźć niszę, w której się wyspecjalizujemy.

Paweł Dobrowolski: – Jeśli nie stworzymy sprawnej gospodarki, nie wytworzymy środków wpływu – politycznych czy wojskowych, to nie będziemy mieli żadnej niezależności. Warto przy tym zaznaczyć, że suwerenności jako takiej nigdy nie było, mamy bowiem powiązania gospodarcze pomiędzy różnymi państwami, przepływ towarów, kapitału i ludzi. Pytanie, na ile możemy ją wypracować. Musimy pamiętać, że większość przemian technologicznych to zjawiska społeczne. My przez ostatnie 30 lat dokonaliśmy niesamowitego skoku. Pod koniec lat 80. nasze PKB stanowiło 10 proc. niemieckiego PKB. Obecnie jest to 30 proc.

Pełny zapis redakcyjnej debaty na www.GazetaPrawna.pl