Akt państwowego wandalizmu [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
13 kwietnia 2019, 19:30
IPN
IPN/ShutterStock
Od początku kwietnia trwają w Kuropatach przeprowadzane z inicjatywy białoruskich władz „prace porządkowe”, a robotnicy zabierają stamtąd dziesiątki krzyży upamiętniających ofiary NKWD
4195679-u747cb-aliaksandr-fiodarawich-smalianchuk-fot-20pracar-wikipedia-20-p.jpg
Alaksander Smalianczuk jest białoruskim historykiem, profesorem Instytutu Slawistyki PAN. Zajmuje się m.in. polityką historyczną i historią mówioną - fot. Pracar/Wikipedia

Reakcja na te wydarzenia była poważna, ale przede wszystkim po stronie inteligencji i historyków. Wyrażano oburzenie, gdyż zbrodnie na Podlasiu są elicie intelektualnej znane. Zdziwiono się, że Warszawa zmienia stanowisko, choć nowe śledztwo nie zostało przecież przeprowadzone.

Myślę, że tak. Władze w Mińsku ostrożnie podchodzą do wydarzeń, które odnoszą się do narodowej historii Białorusinów. Boją się reagować w takich przypadkach, aby nie sprzyjać rozwojowi tożsamości narodowej i patriotyzmu. To samo dotyczy np. traktowania 17 września 1939 r. Choć oficjalnie jest to święto – Dzień Zjednoczenia Białorusi – to od kilkunastu lat władze nie organizują obchodów i wolą przemilczeć kolejne rocznice.

Dla władz newralgiczną sprawą jest II wojna światowa. Gdyby Polska ogłosiła, że Białorusini nie walczyli, że nie przyczynili się do zwycięstwa, wywołałaby po drugiej stronie takie zdenerwowanie, że ambasador nieraz musiałby przychodzić do MSZ. Mińsk zareagowałby też ostro na niewygodne oświadczenia Polski w sprawie historii ostatniego ćwierćwiecza, już po dojściu Alaksandra Łukaszenki do władzy. To dwa okresy w naszej historii, o których władze chcą mówić. Wszystko inne schodzi na drugi, trzeci, czwarty plan.

Jestem przekonany, że tak. Łukaszenka nawet bez takich gestów regularnie powtarza, że Warszawa chce przesunąć granice i odzyskać ziemie aż do Mińska. Zdenerwowanie wzbudza już samo mówienie o „polskich Kresach Wschodnich”. Wydaje mi się, że o tym terminie krytycznie wspomina się nawet w białoruskich podręcznikach szkolnych. Zresztą w tych samych podręcznikach do historii wciąż podaje się, że nie wiadomo, kto dokonał mordu w Katyniu. Nadal wbija się dzieciom do głów, że nie należy obwiniać Stalina i Związku Radzieckiego.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP   

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj