Białoruś chciałaby współpracować z Ukrainą w dziedzinie budowy rakiet, co mogłoby być bardziej efektywne niż współpraca z Chinami, a przy okazji wzmocniło pozycję Mińska wobec Moskwy – uważa analityk wojskowy Alaksandr Alesin, cytowany przez portal Naviny.by.

„To nie dlatego, że chcemy straszyć bronią. Bardzo dużo pracujemy teraz nad rozwijaniem budowy rakiet na Białorusi. Nie mieliśmy takich przedsiębiorstw, a u was one są. Jesteśmy zainteresowani tym, żebyście nam pomogli” – powiedział Łukaszenka w piątek podczas spotkania w Żytomirze z prezydentem Ukrainy podczas II Forum Regionów Ukrainy i Białorusi.

Według Alesina kooperacja z Ukrainą, która w dużej mierze zachowała postsowiecki potencjał w dziedzinie budowy rakiet, mogłaby zaowocować produkcją pocisków o zasięgu 1000-1500 km. Takie rakiety można by umieścić na myśliwcach Su-30SM z Rosji, których pierwszej dostawy wkrótce oczekuje Mińsk.

Reklama

Nowe pociski mogłyby powstać na bazie radzieckich rakiet Ch-55, które były produkowane w Charkowie dla bombowców Tu-160 i Tu-95 - spekulował Alesin.

„Gdyby uzbroić w takie rakiety SU-30SM, których docelowo Białoruś ma otrzymać całą eskadrę, to – biorąc pod uwagę nieduże odległości w Europie - można by było mówić o broni eurostrategicznej” – dodał.

Autor artykułu Alaksandr Kłaskouski przypomina, że budowa własnej rakiety o dalekim zasięgu to idee fixe białoruskiego prezydenta. W jednej z niedawnych wypowiedzi Łukaszenka nawet przejęzyczył się, że Białoruś już rakiety średniego zasięgu posiada, choć w istocie miał na myśli produkowane wspólnie z Chinami systemy rakietowe Polonez, które w podstawowej wersji mają zasięg 200 km, a w rozszerzonej – do 300 km.

Zdaniem Alesina współpraca z Ukrainą mogłaby mieć nawet większy sens niż z Chinami, które same „wiele przejęły właśnie z Ukrainy”.

Ekspert nawiązuje również do polsko-amerykańskiego kontraktu na zakup rakiet JASSM-ER, o zasięgu do 1000 km.

„To znaczy, że polskie F-16 mogą zostać wyposażone w rakiety, które nie tylko obejmują zasięgiem całe terytorium Białorusi, ale mogą dolecieć do Smoleńska i dalej. Tak więc Białoruś nie jest tu pionierem, a po prostu idzie za dobrym przykładem – ironizował Alesin.

Przy okazji taka broń wzmocniłaby pozycję Mińska wobec Moskwy. „Występowalibyśmy jako niezależny kraj, który trzeba szanować, a nie – dyktować mu jakieś warunki” – zaznaczył ekspert, w ocenie którego „Moskwa de facto wyczekuje”, by w odpowiednim momencie wrócić do tematu umieszczenia na Białorusi swojej bazy lotniczej, przed którą na razie Mińsk skutecznie się broni. Oficjalnie Mińsk przekonuje, że taka baza nie ma sensu wojskowego, bo samoloty wojskowe latają dziś na tyle szybko, że w razie potrzeby „w ciągu kilku minut” rosyjskie maszyny mogą być na Białorusi.

Naviny.by przypominają, że Mińsk próbował namówić sojusznika do sprzedaży mu swoich rakiet – systemów Iskander i S-300, ale bezskutecznie. „Tak więc propozycję skierowaną do Zełeńskiego można potraktować jako zemstę Łukaszenki za to, że Moskwa demonstracyjnie nie chce dać Białorusi uzbrojenia tej klasy” – podsumował Alesin.

>>> Czytaj też: Turcja planuje operację militarną w Syrii na wschód od Eufratu