Ministrze, do pana dzwonią znajomi, proszą, żeby pan coś załatwił, pomógł?

Dzwonią, tak jak i dzwonili kiedyś, kiedy pracowałem w szpitalu. Pytają, co mają zrobić, co sprawdzić, ale nie wykorzystują tego, że jestem ministrem.

Każe im pan czekać w kolejkach dwa lata?

My ciągle mówimy o średnich kolejkach w województwie czy w Polsce. A co to jest ta średnia kolejka? W zasadzie nic to nie znaczy, bo są szpitale, które mają trzy lata oczekiwania na zabieg, są takie, gdzie to miesiąc. I tak np. w zakresie wszczepiania endoprotezy w Otwocku, gdzie jest duży i cieszący się dobrą sławą szpital ortopedyczny, czas oczekiwania na taki zabieg to dwa miesiące. W związku z tym stworzyliśmy infolinię NFZ, gdzie można zadzwonić i się dowiedzieć, gdzie w okolicy najszybciej uzyskać pomoc. Ostatnio znajomy mnie pyta, gdzie ma zrobić kolonoskopię. Mówię: zadzwoń na infolinię. Wszystkiego się dowiedział.

Kiedy prezes PiS Jarosław Kaczyński przechodził operację kolana, to też dzwonił na infolinię?

Zapewniam, że minister zdrowia tu nie interweniował i nie pośredniczył. Poza tym ja jestem kardiologiem.

Wiem.

Znam prezesa, w związku z tym starałem się pomóc jako kolega – poradą.

Jaką?

Każdemu pacjentowi zawsze staram się dostarczać dane o tym, co się w sferze zabiegu, któremu będzie podlegał, dzieje. Mówię, ile tych konkretnych zabiegów robi się w Polsce, jakie są ich efekty, czy są rzeczywiście rewelacyjne, czy tylko wypromowane.

Czyli Kaczyński był w uprzywilejowanej pozycji.

Jeszcze raz mówię, że wszystkim swoim pacjentom dostarczałem dane. I to są tylko dane, żadne pośrednictwo.

Prezes Kaczyński to nie pana pacjent.

Ale kolega z polityki, który znając lekarza, pyta się go o zdanie.

Cały wywiad z Łukaszem Szumowskim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP